>> piątek, 16 maja 2008 22:46:26
czekoladowe fusy
Już chyba nie potrafię. Nie umiem pisać o Pannie Evans. Od miesięcy próbuję napisać notkę, zaczynałam chyba z 10 razy, ale nie potrafię. Myślę, że panna Evans zaczyna powoli odchodzić, zanikać. Dam sobie jeszcze trochę czasu, ale to chyba będzie reanimowanie trupa. Narazie panna Evans i cały jej świat zostaną tam gdzie powstały. W mojej głowie. Może pewnego dnia znów zechcą wyjść i wtedy dokończę historię...
komentarze [10]

... >> poniedziałek, 24 marca 2008 11:57:06
czekoladowe fusy
Notka w trakcie pisania.
komentarze [2]

Zakon Feniksa- błogosławieńswto czy przekleństwo? >> sobota, 9 lutego 2008 21:24:03
czekoladowe fusy
Hogsmade. To jedno z niewielu słów, na które czekają wszyscy uczniowie Hogwartu. Dziś właśnie był ten dzień. Po obiedzie, po tym, gdy zabrzmiał cudny odgłos dzwonka, dzikie tłumy uczniów zaczęły wylewać się na błonia. Wśród nich była też i Cooper. Miała na sobie znoszoną czarną bluzę i czarne jeansy.
- Alice, nie zimno Ci?- zpytała ją współlokatorka- Roxanne
- Młodość mnie grzeje. Nie moja wina że wy to już stare babcie- wystawiła im język.
- Jak będziesz chora to nie proś mnie żebym pisała za Ciebie wypracowania- Joanne puściła jej oczko.
- W życiu ani mi się śni.
- Jej, aż trudno uwierzyć że już luty- mruknęła Roxy
- Taaak, i że dzisiaj Walentynki- rozmarzyła się Jo
- To z kim będziecie się dzisiaj ślinić?- zapytała z dezaprobatą Alice
- A ty zawsze swoje. Znalazłabyś sobie kogoś- rzekła poważnie Roxanne- dobra, wiem, Twój książę na słoniu jeszcze się nie pojawił- dodała widząc jej minę
- Koniu- syknęła Jo
- Mniejsza z tym- Roxanne machnęła ręką- Ty się marnujesz dziewczyno, no popatrz, zaraz koniec szkoły a ty nie masz faceta. A po szkole już raczej nie będziesz miała czasu by go znaleźć.
- Przestańcie- warknęła złowrogo Joanne- Ja idę z Mattem, a wy się nie kłóćcie!
- Ja też już idę, Josh czeka- Roxanne również odeszła
Alice w geście niezadowolenia mruknęła coś niewyraźnie. Włożyła ręce do kieszeni i zaczęła podążać razem z tłumem do wioski.
- Można?- zapytał ją ktoś po 10 minutach samotnej wędrówki.
- I tak już tu jesteś, więc się nie pytaj głupio- żachnęła się Cooper
- Będziesz mi dzisiaj towarzyszyć?- zapytał ją chłopak
- A jakiej odpowiedzi oczekujesz?- zapytała podejrzliwie
- Że powiesz tak i rzucisz mi się w ramiona?- odpowiedział pytaniem na pytanie
Alice zaśmiała się krótko.
- Mogę iść- powiedziała i uśmiechnęła się do Syriusza- ale w ramiona to ci się nie rzucę.
- Masz, zimno jest- założył jej na ramiona swoją skorzaną kórtkę
- Aż tak się o mnie martwisz?- zapytła
-Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz- wyszczerzył się i objął ją ramieniem
Alice westchnęła z dezaprobatą. Gdy szli tak, razem, wszyscy przyglądali się im. Część dziewczyn miała rządzę mordu w oczach, część patrzyła na nią z politowaniem, bowiem dobrze wiedziały co zawsze jest potem.
- Black, pamiętaj, 15 minut- poklepał go po plecach przechodzący obok Martel
- Spadaj- burknął
Kiedy Martel odszedł daleko od nich, Alice zapytała:
- 15 minut?
- Nie pytaj. Głupi zwyczaj w drużynie.Wiesz, nie sądziłem że dasz się zaprosić.
- Ani ja.
- To, co Cię do tego skłoniło?- zapytał
- Nie pytaj bo nie odpowiem. Nie potrafię.Jest w Tobie coś, coś co nie pozwala powiedzieć nie, serio- uśmiechnęła się- Tylko nie chciałabym potem dowiedzieć się że za tydzień jesteś w tym samym miejscu z inną, wiesz...
- Cooper, wpadłem- powiedział nagle młody Black
- Że co?
- Podobasz mi się. Chcę z Tobą być.
- Uwierze, jak zobaczę- wystawiła mu język
PAC!
Syriusz dostał kulką zrobioną ze śniego prosto w tył głowy. Obejrzał się machinalnie
- Co do...- zaczął, ale szybko umilkł, bowiem odszukał winowajcę
- No wiesz- krzyknął obruszony- Spodziewałbym się raczej Rogacza, nie Ciebie!
Remus zawył z uciechy.
- Ale to nie on. To ja- nagle przed Syriuszem wyrosła Lily
- Nie cierpie kiedy to robisz. Odkąd skończyłaś 17 lat, jesteś nie do wytrzymania- wystawił jej język
- Oj Łapciu, ja ciebie też lubię- zaszczebiotała wesoło
- Łapciu? No tego to ci Evans nie daruję. Wybacz mi na chwilę Alice- rzekł i złapał Evans w pasie i przerzucił przez ramię.
Podszedł do największej zaspy jaka była najbliżej i wrzucił ją do niej.
-BLACK TY IMBECYLU! - wrzasnęła na niego
Pociągnęła go za rękę. On także wpadł w zaspę.
- Evans!
-Ćwok- krzyknęła rudowłosa i wyszła z zaspy plując na około śniegiem- Jak ja teraz wyglądam?!
- Jak zmokła wredna ruda baba- wyszczerzył się
Wydała z siebie bliżej nie określony dźwięk i podeszła do Jamesa
- Z czego się śmiejesz?- zapytała podejrzliwie
- Oj Lil, z niczego- puścił jej oczko
- Ekhem, Syriuszu, ładna randka- powiedział wesoło Lupin i wskazał głową na Cooper, która nie za bardzo wiedziała co ma powiedzieć.
- Ach tak, Alice, wybacz mi- mruknął i podszedł do dziewczyny.
Nie odezwała się. Patrzyła na nich wszystkich dziwnym wzrokiem. I do tego ta rudowłosa dziewczyna...
- Dobra, tym razem to moja wina, przesadziłam- powiedziała Lily- Jak zwykle zresztą- dodała po namyśle- Przepraszam- powiedziała do Alice i zaczęła iść przed siebie.
James już wyrywał się by biec za nią ale zatrzymał go Remus.
- Nie idź teraz za nią- powiedział
- Tak, nie idź- powtórzył Syriusz
- James, chodź ze mną do Miodowego Królestwa, mam straszną ochotę na fasolki- powiedział Remus i złapał Jamesa za chabety by zniknąć za pierwszym rogiem.
- Przepraszam że to tak dziwnie wyszło, ale ona jest nieprzewidywalna, wiesz...
- Nie musisz mi się przecież tłumaczyć- powiedziała niepewnie
- To, gdzie idziemy?
- Gdzieś gdzie można napić się czegoś gorącego, tylko błagam, nie do tej kawiarenki dla zakochanych- jęknęła
- Więc zapraszam do Trzech Mioteł- powiedział wesoło i przepuścił ją w drzwiach.
Usiedli przy stoliku który znajdował się na końcu baru, przy samym oknie.
- Dwa kremowe piwa poproszę- powiedziała do kelnerki- Będziesz pił kremowe piwo, nie?- zapytała
- Pewnie...
******
W tej samej chwili do Trzech Mioteł wpadły trzy postacie. Zdjęły kurtki i usidały przy stoliku niedleko Syriusza i Alice.
- Trzy Kremowe- krzyknął James do kelnerki
- No wiesz, jak tak możesz krzyczeć, a gdybym to ja była tą kelnerką?- zapytała z wyrzutem Lily
- Z pewnością zamówiłby to inaczej, wierz mi- powiedział Remus
Gdy już kelnerka przyniosła im po Kremowym Piwie Remus powiedział:
- Prorok w ogóle przestał pisać o tych wszystkich napaścicach, dziwne, nie?
- Tak, bardzo. Ale to wciąż się dzieje. Nie jest już bezpiecznie- powiedziała Lily
- Ciekaw tylko jestem dlaczego Dumbledore nic nie mówi- rzekł James i upił łyk ze swojego kufla
- Wydaje mi się że nie chce nikogo straszyć.
- Lily, straszyć? To już nie jest na etapie straszenia. W powietrzu czuć zapach wojny, wkrótce coś strasznego się wydarzy, jeżeli już się nie dzieje. W ministerstwie jest napięta atmosfera. Podejrzewają że zechce przejąć Ministerstwo. To nie jest zwykły psychol. Tym razem to , to moze być po prostu straszne.- powiedział James
- To tym bardziej, dlaczego Dumbledore nic z tym nie zrobi? Przecież w szkole jest tylu niewinnych uczniów, a to na nich polują. Na nich i na tych co pochodzą od mugoli. Na mnie.
- Lily...
- Jestem szlamą. Prędzej czy później przyjdzie ktoś po mnie.
- Nie nazwyaj się tak- rzekł Remus
- Skoro Bellatrix i Narcyza...to czemu nie inni?- zapytała- Jeżeli to prawda, jeżeli ten cały Voldemort- tu ściszyła głos-jeżeli on wciąż rośnie w siłę i już teraz jest problem żeby go odnaleźć, to nasz świat może mieć poważne problemy.
- Myślę że już ma.- rzekł James i podrapał się po głowie
- Co, jeszcze masz siniaka?- zapytała rozbawiona
- A zdziwiłabyś się? Jakby tak na Ciebie wpadł ktoś a ty z hukiem wpadasz na ścianę- wystawił jej język
- Przecież mówiłam że niechcący. Przecież było ciemno.- uśmiechnęła się przepraszająco
- Ale czemu ja? Nie mogłaś wpaść na Remusa? Stał tuż obok mnie.
- Trzeba przyznać. Impreza byłą udana- powiedział Remus
- Oj tak. No, moze nie licząc tańców Jamesa i Syriusza na stole i McGonnagall w wałkach na głowie- zaśmiała się
- Ten taniec był dla Ciebie, trzeba było uczcić jakoś Twoje urodziny.
- Ale wyginając się na stole jak glizda na patelni?- zapytała wymownie
- A propos urodzin. Za dwa dni urodziny Syriusza.
- O cholera- krzyknęła Lily
- Spokojnie. To całe dwa dni
- Pocieszasz mnie Remusie. Ale co mu kupimy?
- Wiesz Lily, my mamy już właściwie pomysł- powiedział James i poprawił sobie okulary
- Jaki?
- Chcemy, chemy mu kupić motocykl, taki jak wisi nad jego lóżkiem- Remus uśmiechnął się
- Ale to kosztuje majątek!
- Tak, właściwie to tak, ale my znaleźliśmy gościa, który chętnie go odsprzeda za połowę- James powiedział to takim tonem, jakby spodziewał się salwy braw.
- Czyli ile?
- 900 galeonów
-No chyba sobie żartujecie, skąd mamy wziąć 900 galeonów?!
- Uzbieraliśmy już we trzech 400, jak ty się dołożysz i dziewczyny to wyjdzie 900.
- Tak, oddając przy tym wszystkie swoje oszczędności- mruknęła rudowłosa- Dobra.
- Dzięki, co my byśmy bez Ciebie zrobili?- zapytał James
Lily właśnie chciała mu dopiec, ale zauważyła Petera, wystraszonego, patrzącego we wszytskie strony.Zapukała w szybę i uśmiechnęła się do niego. Speszył się jeszcze bardziej i spoglądając we wszystkie strony uciekł.
- Co z nim jest? Zachowuje się dziwnie- powiedziała
- Zawsze był dziwny.- rzekł od niechcenia James
- Ale to Wasz przyjaciel, a przyjaciołom się pomaga- rzekła
- Kiedy potrzebuje się tej pomocy- wtrącił się Lupin
- No tak, ale...
- Lily, nic mu nie będzie. nie ma już 6 lat- uśmiechnął się pokrzepiająco Remus
I wtedy ich zobaczyli. Malfoya, Snape'a, Narcyzę i jej siostrę. Obok nich szedł Peter, uśmiechnięty od ucha do ucha.
- No a to nie jest dziwne?- zapytała ze złością
- No dobra, to było dziwne- przyznał Potter
- Dziwne?! Co oni od niego chcą?- zapytała siebie samą i spojrzała na Remusa
- Nie, nie byłby na tyle głupi- wzbraniał się chłopak
- Nie? To po kiego grzyba by z nimi chodził. Boję się czy to nie jest kolejny plan Severusa, by odkryć że jesteś....- jej ostatnie słowo zagłuszył kaszel Jamesa
- Zgłupiałaś do reszty?- zapytał ją zdenerwowany
- Ja, obawiam się.. Pomyśl tylko Gryfon prowadzający się ze Ślizgonami? Przecież samo to już nie pasuje. Coś tu jest nie tak,a jeśli Severus chce go wciągnąć w to towarzystwo?
- Lily, on poradzi sobie- powiedział Potter
- Bo takie jest twoje pobożne życzenie?
- Nie, Peter to Peter, owszem, zawsze był trochę przygłupi, ale on nigdy nie przejdzie na ich stronę
- James ma rację Lily, nie mozemy go ciągle wyciagać za uszy z pierwszej lepszej sytuacji, musi sobie radzić sam.
- Ale spójrzcie tylko na nich, to kandydaci na śmierciozerców, o ile już nimi nie są !
- Chodźcie, późno już, musimy wracać do zamku- rzekł Remus i założył swoją kurtkę.
Reszta poszła w jego ślady. Wyszli na dwór. Śnieg rozpadał się na dobre. Wszędzie było biało. Przeraźliwy pólnocny wiatr wiał z niesamowitą prędkością. Weszli do zamku. Nikogo nie było. Wszyscy przyszli wcześniej. O wiele wcześniej
- Ładnie to tak się spóźniać?- zapytał wesoło Dumbledore
- My nie chcieliśmy, jakoś tak, się zagadaliśmy- rzekła Lily przepraszającym tonem
- Na zewnątrz nie jest już bezpiecznie...- zaczął i urwał- Zapraszam do mojego gabinetu, czekamy na Was
- Czekamy?- powtórz bezgłośnie James
Remus wzruszył ramionami i cała trójka zaczęła podążać za dyrektorem. Doszli do chimery, Dumbledore mruknął coś niewyraźnie i ich oczom ukazały się okazałe, marmurowe schody. Przepuścił w drzwiach Lily. Jego gabinet był pełen ludzi.Wśród nich była też i część nauczycieli. Lily od razu rozpoznała McGonnagall i Hagrida.
-Witaj Potter- rzekł rubasznym głosem tęgi czarodziej
- Witaj Alastorze- James uśmiechnął się.
- Wiatm Was wszystkich. Dziękuję za przybycie- rzekł Dumbledore- Jak wszyscy pewnie wiecie, Voldemort rośnie w siłę, popełnia coraz to straszniejsze zbrodnie, nasz świat jest w niebezpieczeństwie..
- Och do rzeczy Arturze- powiedział owy czarodziej który przywitał się z Jamesem
- Voldemort ma wielu popleczników, sługów, nawet tu, wśród uczniów. Ostatnio dołączyli się do niego dementorzy- na to słowo Lily wzdrygnęła się mimowolnie- Musimy mu w tym przeszkodzić. I po to tu Was zaprosiłem. chcę byście mi w tym pomogli. Byście pomogli mi walczyć z Voldemortem- oświadczył
- Dumbledore,ale tu są dzieci- powiedziała McGonnagall
- Pani profesor, jeśli myśli Pani że nie poradzimy sobie, to jest Pani w błędzie- warknął Syriusz
- Tam są nasze rodziny. Chcemy je chronić- powiedział spokojnie Remus
- Pani profesor, ja jestem jedyną nadzieją dla moich rodziców- powiedziała Lily
- Och no dobrze! Mimo to uważam że nie powinniście brać w tym udziału.
- Pani profesor- zaczęła niska brunetka
- Oni się przydadzą- powiedział ciemnoskóry, wysoki czarodziej
- Wcale mi nie pomagasz Shacklebolt!- warknęła
- Minerwo, weź się w garść- powiedział Alastor- Oni są już dorośli. Sami o sobie decydują
- Witajcie członkowie Zakonu Feniksa- rzekł triumfalne Albus
Każdy z tam obecnych wyczarował sobie kieliszek Ognistej Whisky.
- ZA WOLNOŚĆ!
Zakon Feniksa. To jego tak bardzo się bano. To oni, ta grupka ludzi, próbowała obalić Voldemorta. Ta garstka ludzi, która ponad wszytsko pragnęła wolności.Wiedzieli co ich czeka. Wiedzieli że każde z nich, od tej chwili może zginąć. A jednak podjęli się tego zadania. Co oni tam robili? Grupka uczniaków z Hogwartu. Dlaczego to oni zostali wybrani? Czy już wtedy wiedzieli że zginą? A może dopiero przeczuwali? Kiedyś bardzo im zazdrościłam, chciałabym być z nimi. Jednak nie było mi to dane. Może gdybym tam była, może to wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej. Zakon Feniksa. Błogosławieństwo czy przeklenstwo?
komentarze [14]

Dla tej, co koraliki choinkowe z perełkami myli xD >> środa, 2 stycznia 2008 20:22:42
czekoladowe fusy
Miało być romantycznie, miało być cudownie. Mieli być tylko we dwoje. Jednak rzeczywistość postanowiła być na tyle brutalna, by nie dopuścić do tej wyjątkowej chwili. Zaprowadziła ich za to do wioski. Wioski zaatakowanej przez śmierciożerców. Widok który zastali był przerażający. Domy, w płomieniach. Z niektórych nawet nic już nie pozostało oprócz ruin. Na białym śniegu widać było ślady świeżej krwi. Gdzieś tam, w ruinach, leżały martwe ciała mieszkańców wioski. I ten wiatr. Przeraźliwy wiatr, który gwizdał nieustannie, przybywając z północy, niosąc ze sobą tabuny czarnych chmur przynoszących śnieg. Gdzieś w oddali malował się zarys Zakazanego Lasu, który wydawał się być bardziej zdradliwy niż zazwyczaj. Pewne zielone oczy rejestrowały cały ten obraz a ich właścicielka coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu że dobrze robi wybierając zawód aurora. Chciała pewnego dnia dorwać ich wszystkich i zadać im ból, tak potężny, jak potężny był teraz jej gniew. Z kolei inna dziewczyna rozglądała się ze strachem, szukając choćby najmniejszej oznaki tego, czy to byli przyjaciele jej ojca. Ku jej nieszczęściu miała rację. Gdzieś w głębi serca zaczęła się bać. Co będzie jak dotrą do jej rodziny? Czy to samo stanie się z nimi? W przypływie strachu złapała za rękę stojącego obok młodego mężczyznę. Co dzieje się gdy spotykamy tą Właściwą osobę? Czujemy motylki w brzuchu? Zalewa nas fala gorąca i zimna na przemian? Nic bardziej mylnego, ale właśnie w tej chwili owa dziewczyna uświadomiła sobie że już znalazła swojego księcia z bajki. Nie był to najlepszy moment, ale czasami wszystko przychodzi niespodziewnie, w najmniej oczekiwanym momencie... Ścisnęła mocno jego dłoń. Postanowiła, że nie wypuści już jej przez bardzo długi czas. Co mógł czuć pół człowiek, pół wilkołak w takiej chwili? Smutek? Żal? A może chęć dołączenia do morderców? Nie. To było z pewnością coś innego. Coś o wiele bardziej złożonego. Coś co cięzko opisać zwykłymi słowami. Smutek pomieszany z żalem, goryczą, ale także niepochamowaną żądzą wiedzy, zemsty.
W pewnym momencie gdzieś w oddali słychać było wybuchające sztuczne ognie, których widok zasłaniał Zakazany Las.
- Szczęśliwego Nowego Roku- szepnął James w ucho swojej dziewczyny.
Na jej twarzy nie pojawił się nawet cień uśmiechu. Nic, żadnej rekacji. Po kilku leniwych sekundach przytaknęła lekko głową. Słowa ugrzęzły jej w gardle. Tak samo jak całej reszcie. Syriusz ścisnął mocno dłoń czarnowłosej dziewczyny. Syknęła cicho. Nic więcej. Nie odpowiedziała mu kąśliwie, nie zrobiła awantury i nie pokazała "pazurów".
- Oh na miłość boską Albusie! Oni nie powinni tu być!- pierwsza odzyskała głos McGonnagall
- Tak samo jak reszta Hogwartu- Remus wskazał na sporą grupkę ciekawskich uczniów, którzy poszli w ślad za nauczycielami.
- No nie! Dość tego- krzyknęła zdenerwowana Minerwa i podbiegła do grupki uczniów, by tam, gestykulując żywo i wymierzając kilka szlabanów, zagonić ciekawskich z powrotem do zamku.- Wy też! Wynocha stąd- wrzasnęła na nastolatków... Szczęśliwego Nowego Roku...
*******
Parę dni po tragedii wszyscy uspokoili się i Hogwart znów wrócił do swojego dawnego życia, zapominając o rzeźi która miała miejsce niedwano. Zaczęto nawet śmiać się, płatać na nowo figle, dręczyć się nawzajem i robić jeszcze wiele innych rzeczy, które zwykli robić uczniowie tejże szkoły w swoim wolnym czasie. Również oni wrócili do swojego dawnego rytmu życia. Tego ranka częśc z nich siedzieła na kanapie w Pokoju Wspólnym...
Z niewiadomych mu powodów, jego ukochana nagle ulubowała się w jego koszulach, wszelakiej maści. Zakładała je do wszystkiego: mundurku szkolengo, zwykłych spodni, czy nawet jako piżamę. I na domiar złego jak twierdził, lubiła najbardziej te, które on uwielbiał. Jednak był w stanie wybaczyć jej ten grzeszek, bowiem jej widok co rano, gdy każdy włos sterczał w inną stronę a głos był trochę zachrypnięty rekompensował naprawdę wiele...
Przeciągnęła się leniwie.
- Wyspana?- zapytał ją
- O pewnie.Bardzo- uśmiechnęła się - Kładąc się o 2 w nocy.- dodała
Popatrzyła na niego z rozbawieniem. Znów jego okulary wisiały na jednym włosku a włosy były bardziej rozczochrane niz zawsze, o ile to w ogóle było możliwe.
- Znów tłukliście się poduszkami.- zapytała a raczej stwierdziła Lily.
- Zdarza się- mruknął- Wiesz, mam coś dla Ciebie....
- Serio?- rudowłosa całkowicie się rozbudziła- Co to?
- Miałem dać Ci to już w Święta, ale nie wyszło, Sylwester był jaki był...- James plątał się w zeznaniach.
Wreszcie wyciągnął TO z kieszeni bokserek i położył jej na dłoni.
- Klucze?- zapytała niepewnie dziewczyna- Nie pomyliłeś mnie z Hagridem?
- Nie nie pomyliłem. Istotnie, to są klucze. Ale nie zadałaś zasadniczego pytania: Co one otwierają- puścił jej oczko
- To... co one otwierają?
- Drzwi.
- Naprawdę? Nie wiedziałam- rudowłosa wystawiła mu język
- Ale te drzwi i cała reszta należą do nas. To klucz do naszego mieszkania- powiedział poważnie
- Co?!- ta wiadomość trafiła ją jak grom z jasnego nieba
- Zamieszkasz ze mną po Hogwarcie?- zapytał ją
Zastanawiał się prze chwilę. Szukała jakiegoś haczyka. Może to był kolejny kawał Huncwotów?
- Ja za stary wróbel na takie haczyki- wystawiła mu język
- Tu nie ma haczyków- odpowiedział jej.
W tej samej chwili rozległ się przeraźliwy pisk i coś rudego przygniotło go do podłogi, na którą został brutalnie zepchnięty.
- Matko jak ja cię kocham!- krzyknęła
- To znaczy tak?- zapytał przyduszonym głosem James
- Nie dosłyszałeś?- zapytała podejrzliwie i pocałowała go...
*******
Kobieta złożyła list i odłożyła na ławę. Upiła łyk czerwonego wina ze swojego kieliszka i również odstawiła na ławę.
- Ona tu nie wróci- odrzekł mężczyzna siedzący obok niej
- Tego się obawiam- westchnęła pani Evans- Ale zawsze mogę jej tego zabronić. Wystarczy że jedna już wyprowadza się z domu. Ona ma zostać.
- To tylko nasze pobożne życzenia- westchnął jej mąż.
- Ten cały James totalnie namieszał jej w głowie. Zmieniła się...
- Ona jest już prawie dorosła. Nie musisz aż tak się o nią troszczyć.
Pan Evans miał rację. Lily była już prawie dorosła. Już dawno wydostała się spod matczynych skrzydeł opiekuńczości i szła właśną drogą. Nie była ona łatwa, często pojawiały się na niej różnego rodzaju i kalibru wyboje, jednak zawsze znajdował się ktoś, kto pomagał jej wstać po bolesnym upadku...
- Ona tu nie wróci. Wiedziałam to odkąd dostała list. Nie znam jej świata, nie wiem jaka tam jest, co robi, choć tak bardzo bym chciała. Nie skończyłam jej wychowywać. Nie zdążyłam się nią nacieszyć a odebrano mi ją. Jeszcze niedawno była taka mała, teraz chce zamieszkać ze swoim chłopakiem. Powiedz mi, gdzie tu sens?- zapytała pana Evansa
- Nie ma go- przytulił do siebie żonę- Ona po prostu dorosła w innym świecie...
*******
Śniadanie w Wielkiej Sali to naprawdę niezwykłe przeżycie, mówię to z czystym sumieniem, bo sama kiedyś siedziałam na tamtych ławach, piłam z tamtych pucharów, miałam w rękach tamte sztućce. Gdy po raz pierwszy weszłam do tej sali, usiadłam i zaczęłam jeść, niepojęte było dla mnie kto to wszystko robi, kto sprawia że tosty pachną tak niesamowicie, kto sprawia że jest tak magicznie.Z wiekiem rozpracowałam większość zagadek z tym związanych. Odkryłam domowe skrzaty, kuchnię, niektóre ich przepisy, jednak dotąd nie mogę powiedzieć dlaczego nad każdym tostem, każdą miską owsianki roznosił się dziwny zapach, magiczny zapach, zapach, którego nigdzie indziej nie było...
- Syriusz!- ktoś brutalnie ściągnął go z obłoków i spowodował że jego łyżka wpadła do owsianki, obryzgując przy okazji sąsiadów.
- No co?- burknął rozeźlony
- Zacznij wreszcie jeść a nie wgapiać się w Cooper- rzekł Remus i puscił oczko pozostałym
Naprawdę się gapił? Aż tak to było widać? Zerknął na nią ukradkiem. Śmiała się z jakimiś dziewczynami, ale robiła to tak serdecznie że w sercu chłopaka robiło się ciepło.
-"Zaraz, zaraz. Ten Syriusz Black wpatruje się w jakąś dziewczynę i nie slini się przy tym jak pies? Ten Syriusz Black jest zakochany?- zapytała siebie samą Selena
Faktycznie. To było aż nazbyt dziwne...
-Co teraz mamy?- zapytał Peter, tłumiąc potężne ziwenięcie.
- Wróżbiarstwo- jęknęła Selena
- Znowu? Ta stara nietoperzyca mnie wykończy- warknął James
Lily pokiwała głową z dezaprobatą
- No co?- zapytał ją Potter
- A czy ja się słowem odezwałam?- odpowiedziała pytaniem na pytanie
- A Kit gdzie?- zapytał Remus chcąc przerwać im.
- No jak to gdzie. Z Martelem- odpowiedział mu Peter
- Ona jeszcze jest z tym gnojkiem?- zapytał Syriusz
- Nie rozumiem...- zaczęła Lily
- Przecież ten Martel to cholerny kobieciarz, co chwilę z inną się prowadza- powiedział Black
Lily spojrzała na drugi koniec stołu gdzie siedział wyżej wymieniony i Kit. Wydawało się że była taka szczęśliwa. Wydawało się. To dobre słowo. Żadne z nich nie wiedziało że na jej prawej skroni znajduje się ogromny siniak. Kiedy zorientowaliśmy się kim tak naprawdę był Martel, ona zdążyła przeżyć prawdziwe piekło...
*****
Nie skupiała się na lekcjach. Nie potrafiła. Zastanawiała się nad rzeczą, której tak naprawdę nigdy nie chciała poruszać. Jej matka. Była ciekawa gdzie teraz była, co robiła. Kiedy miała 3 lata jej matka odeszła...
Była mała a mimo to wszytsko pamiętała..
*** To był mroźny poranek. Jak co rano pani Row zwykła przygotowywać swojemu mężowi i córce śniadanie. Wydawało się że wszystko jest doskonale. Jednak nie było. Margarett Row odkryła bowiem wczorajszego dnia, że mąż od dłuższego czasu ją zdradza. Przecież mogła zauważyć, w końcu była czarownicą! Jej zawsze wesoła twarz wtedy była przygnębiona, ale nie dawała po sobie tego poznać. W towarzystwie bowiem, uchodziła za jedną z najpiękniejszych kobiet, za najbardziej elegancką i inteligentną. Dziś, mimo że tak bardzo się starała, wcale na taką nie wyglądała. Jej zawsze elegancko ułożone blond włosy, dziś jak na złość nie chciały się ułożyć, a żelazko źle prasowało. Czuła się jakby dopiero co dostała w twarz. Nie mogła uwierzyć że to jej się przytrafiło. Akurat jej. Przeciez była dobrą żoną, dobrą matką..
- Cześć kochanie- pan Row wparował do kuchni i pocałował żonę w policzek.
Odpowiedziała mu cisza, jednak nim zdążył się odezwać, do kuchni weszła mała Selena. Usiadła przy stole i zaczęła jeść swoje ulubione naleśniki.
- Dzisiaj wrócę późno. Nie czekaj z kolacją- powiedział do żony.
Margarett Row zacisnęła mocniej palce na ścierce którą właśnie trzymała w rękach.
- Nie jesz śniadania?- zapytała oschle męża
- Śpieszę się do biura. Wybacz. Zjem kiedy indziej.- mruknął i poprawił sobie krawat.
Nie szedł do pracy, Doskonale to wiedziała.
- Seleno, idź na górę się pobawić- rzekł pan Row widząc minę swojej żony.
Jednak mała Selena nie poszła na górę. Schowała się za gzymsem i uważnie przyglądała się swoim rodzicom.
- To koniec.- powiedziała pani Row rzucając ścierką o podłogę- Nie będziesz mnie więcej okłamywać!
Była wtedy młoda i bardzo wybuchowa. W wieku 20 lat wyszła za dobrze prosperującego, 30-letniego urzędnika Ministerstwa Magii, pana Rowa. Myślała że jej życie będzie sielanką. Jednak nie było. Była 30- letnią kobietą, a przed sobą miała cały świat. Tu czekał na nią tylko zdradzający ją mąż i sterta obowiązków domowych.
- Co?!- zapytał zdziwiony Rufus
- To co słyszałeś! Myślałeś że się nie dowiem że mnie zdradzasz?! Myślałeś że jestem na tyle głupia?!- krzyknęła kobieta
- Margarett...
- J-ja-jak głupia wierzyłam w każde twoje słowo. Wierzyłam Ci. Ja naprawdę Cię kocham. Ale to nic prawda? Nic że urodziłam Ci dziecko, że codziennie gdy wstajesz masz śniadanie na stole i starannie uprasowane ubranie- nie wytrzymała.
Jej gniew był ogromny. Łzy złości zaczęły spływać po jej śnieżnobiałych policzkach. Ona podjęła już decyzję
- Kochanie, daj mi się wyłumaczyć.
Pokręciła głową ze złości. Wbiła mocno paznockie w swoje dłonie.
- Odchodzę!- jej roztrzęsiony krzyk roznosił się jak echo po całym domu.
Ciche pyknięcie. Nie było jej. Nigdy więcej nie pojawiła się w tym domu, nie napisała, nie odwiedziła córki. Nigdy nie wybaczyła mężowi. Nie była w stanie...
*******
- Ja jutro dwie stopy wypracowania o dwugłowym piniowcu- rzuciła na odchodne Sprout. Selena szybko zerwała się z krzesła i pobiegła do Wielkiej Sali. Była z nim umówiona, umówiona choć tak naprawdę nie chciała. Weszła z uniesioną głową do Wielkeij Sali. On już na nią czekał. Nikogo więcej nie było. Cisza jaka tam panowała była nie do zniesienia. Usiadła przy stole Krukonów.
- Co ode mnie chcesz?- zapytała chłodno
- Jak się czujesz?- zapytał ciepło miodowłosy chłopak
- Jak przystało na 4 miesiąc ciąży- zmroziła go wzrokiem
Przełknął głośno slinę.
- A jak tam ojciec przyjął wiadomość- zapytał z niepewnym uśmiechem.
Nie był do końca pewien czego może się spodziewać po kobiecie w czwartym miesiącu ciąży.
- Znośnie- zaczęła przyglądać się swoim paznokciom- Dobra, kawa na ławę, czego chcesz?- warknęła
Tom speszył się nieznacznie
- Czy będziesz żądała alimentów ode mnie?- zapytał
Selena pokręciła głową z niedowierzaniem i zaśmiała się szyderczo.
- Więc to o to chodziło? Nie martw się, nie będę - jej głos stał się wręcz lodowaty.
- Uff- odetchnął z ulgą - Chcesz to mogę ci trochę pomóc, no wiesz, jak się dziecko już urodzi.
- Nie potrzebuję, dzięki.
- A będę mógł go odwiedzać?- na twarz Toma Fowla znów wkroczył ten cwaniacki uśmieszek co zawsze.
- Nie- jej odpowiedź była niesamowicie krótka, ale ton którym to wypowiedziała był niesamowicie stanowczy.
- A-ale, jak to? To moje dziecko...
- Jeszcze niedawno Fowl nie chciałeś się do niego przyznać. O czym my w ogóle rozmawiamy? Nigdy nie zobaczysz tego dziecka, to mogę Ci obiecać, a teraz wybacz, bo zabierasz mój cenny czas, a ja, jako przyszła matka nie mogę się denerwować, no chyba że chcesz zobaczyc jak straszna potrafi byc kobieta w ciąży- uśmiechnęła się słodko i wstała od stołu. Przy wyjściu pomachała mu ręką i z mściwą satysfakcją opuściła Wielką Salę by zdążyć na kolejną lekcję.
*********
- Nie denerwuj się tak- jego łagodny głos starał się ją przekonać
- Przestań mnie uspokajać Albusie! Wiesz że mam rację!- powiedziała zniecierpliwiona Minerwa- Musimy coś z tym zrobić!
- Minerwo, ale ja nie mam na niego żadnego wpływu.
- Albusie, oni od tygodnia nic nie napisali w proroku o tej wiosce, Rufus z pewnością nie chce nikogo straszyć, ale zrozum, tam na zewnątrz nie jest już bezpiecznie. Ja nie zamierzam wypuścić tych dzieciaków stąd, dopóki nie nauczą się jak się bronić. Pomyśl tylko, oni nie mają zielonego pojęcia o czarnej magii i o tym jak potrafi być niebezpieczna- z mocno upiętego koku Minerwy McGonnagall wydostało się parę nieznośnych brązowych kosmyków, od nadmiaru gestów, wykonywanych w czasie monologu.
- Co proponujesz?- okulary-połówki Dumbledore'a lekko zsunęły się na jego nos
- Nie wiem, ale trzeba coś zbrobić, trzeba się bronić- rzekła poważnie
- Wiem Minerwo, wiem- westchnął Albus
- Albusie- położyła mu dłoń na ramieniu a jej głos stał się bardziej ciepły- Musimy coś z tym zrobić.
- Tak, musimy- w zamyśleniu wyszedł z klasy.
Gdzieś w oddali słychać było jego kroki, i szelest bordowej szaty. Nagle do klasy wpadł jakiś uczeń
- Pettigrew!- ton McGonnagall stał się tak stanowczy jak zawsze- Co tu robisz?!
- Zaraz zaczyna się lekcja- powiedział speszony i usiadł w swojej ławce
Chwilę potem do klasy zaczęły wlewać się tuziny uczniów, i nim Minerwa zdążyła powiedzieć choć słowo, nastała straszna wrzawa. Nauczycielka przeczuwała że coś nie tak jest z Peterem, jednak nie dawała po sobie tego poznać. Do końca lekcji bacznie mu się przyglądała, obserwowała każdy jego najmniejszy ruch.
- " Dziwnie się zachowuje, zupełnie jakby coś ukrywał"- przyszło jej na myśl.
Tak, Peter Pettigrew z pewnością cos ukrywał, i nie były to brudne skarpetki w szafie czy podgniłe już Wystrzałowe Eklerki z Miodowego Królestwa. O nie. Jego tajemnicza była o wiele straszniejsza, o wiele bardziej mroczna niż mogłoby się wydawać...
komentarze [14]

Coś płonie...... >> wtorek, 4 grudnia 2007 21:07:58
czekoladowe fusy
Wszyscy w Hogwarcie już zdążyli się przyzwyczaić, że gdy ona jest zła, nie należy jej wchodzić w paradę. Dziś był taki dzień. Szła, a wręcz prawie że biegła, jej włosy powiewały niebezpiecznie, a oczy błyskały złowrogimi ognikami.
-Wyobrażasz sobie?! Czy ty to sobie wyobrażasz?! Nędzny?! Jakim prawem?!
-Może po prostu się pomyliłaś?- zapytała z nadzieją w głosie Selena
Szybko jednak musiała zrezygnować z założenia że Lily się myli. Pod wpływem morderczego wzroku panny Evans, Selena uśmiechnęła się przepraszająco.
-To było tylko założenie- wytłumaczyła
-“Tylko”- dobre słowo. To jest po prostu chamstwo. I to przez duże CH! No przecież Malfoy miał dwa razy mniej ode mnie napisane i on dostał Powyżej Oczekiwań. JAK JA NIE CIERPIĘ TEJ GŁUPIEJ BABY!-zawyła rudowłosa
-Czego misiu nie cierpisz?- zapytał ją podejrzliwe James
-Tej głupiej...- zaczęła, ale w tej samej sekundzie Syriusz wyrwał z jej rąk test.
-No no no. Nędzny? Evans, staczasz się na dno. Już nie jesteś pełnoetatowym kujonem- wyszczerzył się
-A po cholerę tu przyczłapaliście? Zapraszałam Was? - zapytała- To była rozmowa zamknięta.
-Ruda, opowiedz mi, jak się z tym czujesz?- młody Black dalej drążył temat
-Czy sine oko dostatecznie wytłumaczy to?
-Cześć. Co tam?- podbiegła do nich Kit
-To co zawsze. Przedstawienie pod tytułem :”Spieprzaj dziadu”. Rola stała: Lilyanne Evans, gościnnie: Syriusz Black.- odpowiedziała jej Selena
Wszyscy parsknęli śmiechem. Wszyscy poza Lily oczywiście. Ta wykonała przeróżne gesty i wydała z siebie gamę nieokreślonych dźwięków.
-Liluś...hahahahahaha....wyluzuj misiu....hahahaha.... ekhem, no wiesz....- pod jej wpływem Jamesowi od razu spełz uśmiech z twarzy
-Dziś Sylwester. Co robimy?- zapytał Peter
-Jak to co? Uchlewamy się do nieprzytomności – zawył z radości Syriusz
-Tak i potem chodzimy bez gaci w środku nocy po Pokoju Wspólnym jak to było rok temu, no nie Syriusz?- zapytała podejrzliwie Kit
Black mruknął coś niewyraźnie.
-Tak też myślałam- rzekła triumfalnie Kit i pobiegła szybko do Martela, który właśnie wyszedł z lekcji.
-A my co robimy?- zapytała Lily Jamesa
-No jak to co? Przecież mamy dzisiaj trening a potem James tłumaczy nam nową taktykę. Jak dobrze pójdzie będziemy akurat na północ- jęknął Syriusz
-To nie spędzimy razem Sylwestra- bardziej stwierdziła niż zapytała rudowłosa
-To my spadamy- rzekł wymownie Remus i ulotnił się wraz z całą zgrają.
Szli jakiś czas obok siebie, nie odzywając się.
-Daj, wezmę twoją torbę- rzekł James
-Nie trzeba.
-Lily...przepraszam że tak wyszło, ja naprawdę chciałbym spędzić z Tobą Sylwestra- uśmiechnął się z nadzieją
-“Jak byś chciał, to byś spędził”- pomyślała złośliwie- Nic się nie stało.- uśmiechnęła się sztucznie
-Mogę zrezygnować z tego treningu.
-Nie musisz. Doskonale wiem ile ten styczniowy mecz dla Ciebie znaczy.- rzuciła niedbale
-Lily...
-Myślisz że jest mi przyjemnie kiedy dowiaduję się jako ostatnia że nie będzie Ciebie?- zapytała go z nutką złości w głosie.
-Przepraszam...
-Czy ja tak dużo chcę? Czy ja tak dużo wymagam?- zapytała
James spojrzał na nią wymownie.
-Oj już nie wnikaj- zmroziła go wzrokiem
-Dobrze! Nie będzie dziś tego treningu! Zadowolona?!- zapytał ze złością
-Nie rób tego z przymusu- warknęła
-Nie robię.
Odwróciła się od niego. Założyła ręce na piersiach.
-Ja naprawdę chcę żebyś tam był- mruknęła
-Wiem. Dlatego postaram się skończyć jak najszybciej, dobrze?
Lilyanne Evans była nieobliczalna. O tak. Tego jestem pewna. W najdziwniejszych momentach potrafiła nagle zamienić się w kostkę cukru, innym razem być niewzruszoną jak góra lodowa. Uwielbiałam to. Była taka... taka nieprzewidywalna. Taka inna...
W pokoju Wspólnym czuło się sylwestrową atmosferę. Wszystkie dziewczyny latały od jednego do drugiego pokoju w poszukiwaniu pasującej szminki. Chłopcy zaś chomikowali w kącie takie wspaniałe procenty jak Ognista Whisky...
*********
-W czym idziesz?- zapytała Kit
-A bo ja wiem? Tak jak jestem- rzekła od niechcenia Lily
-Proszę Cię nie żartuj-jęknęła Kit
-No nie żartuję- Lily usiadła na swoim łóżku
-A ty?- zapytała Kit Selenę
-W tej czarnej sukience. Lily, do diabła, załóż coś normalnego bo ta czarna małpa nie da ci żyć
-Hahaha- McKinnson wystawiła jej język- Choć, zabierzemy się za Evans.
Jak zapowiedziały, tak zrobiły. Do dziś pamiętam jak robiły takie małe “napady na Evans”. Po nich zawsze wyglądała niesamowicie. Również wtedy wyglądała naprawdę olśniewająco. Pierwsza rzecz, której się tknęły były jej długie włosy. Skróciły je na tyle ile pozwoliła im dzika natura rudowłosej i zrobiły trwałą. Ubrały ją w czarne skórzane spodnie i czarną bluzkę na ramiączka. Same natomiast wybrały mniej “cięższe” stroje. Twierdziły że nareszcie teraz, strój Lily odzwierciedla jej ostry charakter...Wreszcie nadszedł czas imprezy. Pokój Wspólny zaczął się wypełniać uczniami.
-Co wyście ze mną zrobiły?- zapytała Lily
-Bóstwo
-No tak, krytyczne to wy jesteście, serio- rzekła żartobliwie ruda.
-Wyłaź już!- ponagliła ją Selena i wyrzuciła za drzwi.
-Ruda?- na środku pokoju stał Syriusz
-Nie. Slughorn- warknęła
-Czyżbyś chciała.. ekhem.. no wiesz, zaszaleć z Jamesem?- zapytał podejrzliwie.
Evans zdzieliła go po głowie.
-Tobie tylko jedno w głowie- westchnęła
-Nie wiedziałaś?- zapytał Remus, który stał nieopodal- Świetnie wyglądasz
-Niestety wiedziałam. Dzięki. A tak przy okazji, gdzie James?- zapytała
-Kąpie się. Ale nie idź do niego, bo już stamtąd nie wyjdziecie- puścił jej oczko Syriusz
-Świnia- wystawiła mu język i weszła po schodach do męskiego dormitorium.
*
Gdy zabawa zaczęła się już na dobre i zebrał się cały dom Gryffindoru, po kątach kryły się przeróżne pary. W tym Kit i Martel.
-Jak trening?- zapytała Kit
-James taki dał nam wycisk że jutro nie wstanę z łóżka- jęknął chłopak.
Martel był bardzo przystojny. Był wysoki, dobrze zbudowany. Jego niebieskie oczy były zawsze pełne radości a niesforne brązowe włosy prawie zawsze związywał w kucyk. W drużynie był pałkarzem i przy okazji jednym z najlepszych graczy.
-Ale chcemy dokopać Ślizgonom, więc wiesz, możemy i trenować dzień i noc- uśmiechnął się do dziewczyny.
Kit przytuliła się do niego. Nawet nie zauważyła jak jej chłopak uśmiecha się do przechodzącej obok dziewczyny. Nie wiedziała że poprzedniego dnia, to właśnie ta dziewczyna siedziała na jej miejscu....
*
-” Po co ja tu przylazłam?”- zapytała siebie samą.
Nikogo tak naprawdę tu nie znała. Przyszła by zobaczyć jego. Tylko po co? Skoro tak bardzo go nienawidziła to po co tu przyszła? Co tak naprawdę chciała? Sama nie wiedziała. Stanęła w najciemniejszym kącie sali i próbowała go odszukać. Znalazła. Tak, był tam. Rozmawiał z kimś. Wytężyła wzrok. Mogłaby przyglądać mu się godzinami. Może tak naprawdę to wcale go nie nienawidziła . Ale co miała powiedzieć? Że szaleje za nim? To nie było w jej stylu... O nie...
-Cooper?!- wrzasnął Black żeby przekrzyczeć muzykę
-No i czego tak się lampisz?- warknęła
-Ładnie wyglądasz- powiedział z uśmiechem na twarzy
-Nie wiesz czasem- uśmiechnęła się sztucznie
-Zatańczysz?- zapytał ją
-A tak. Lecę. Nie widzisz smugi białego dymy z moich podeszew?- zironizowała
-To dlaczego mi się tak uważnie przyglądałaś?- zapytał i puścił jej oczko
-Napawałam się widokiem imbecyla i przekonywałam siebie by nigdy się w takim pawianie nie zakochać.
-A może już to zrobiłaś?- zapytał tajemniczo i zbliżył się do niej.
-Tak? A skąd ty to możesz wiedzieć?
-Bo widziałem jak chłonęłaś mnie wzrokiem- stykali się nosami
Alice zamknęła oczy. Brakowało tylko kilku centymetrów....
-Syriuszek!- wrzasnęła jakaś dziewczyna i rzuciła mu się na szyję.
Odskoczyli od siebie natychmiastowo. Alice popatrzyła na Blacka nienawistnym wzrokiem.
-Nawet gdybym, to ty nigdy byś się o tym nie dowiedział, właśnie dlatego. Żal mi Ciebie.- rzekła i odeszła.
-Złaź ze mnie- warknął zdenerwowany Syriusz i zrzucił z siebie dziewczynę.
Ze złości uderzył w ścianę.
- Cholera. A było już tak blisko- zaklął
- Nie martw się, będzie jeszcze tyle okzaji- poklepał go po plecach Remus
- Stary, to była JEDYNA okazja, a ja ją zmarnowałem
- Mnie to mówisz? Na mnie żadna nawet nie spojrzy- mruknął Remus

- Ja... słuchaj stary...- zaczął Black
- Daj spokój. Chodź, łykniemy sobie coś- rzekł pokrzepiająco Remus- Jest Sylwester, nawet ja mogę zabalować.
Syriusz podrapał się po brodzie.
- Wiesz, ja z tym kończę. Mi chyba naprawdę na niej zależy...- rzekł młody Black
***************
- James, jeja, pośpiesz się. Siedziesz tam już chyba z godzinę- krzyknęła znudzona Lily
- Już idę, moment- odkrzyknął jej James z łazienki
Wyszedł, z mokrymi włosami, bez koszulki.
- No nareszcie. Gorzej niż baba- wystawiła mu język- Chodź, idziemy na dół
-Na jaki dół?- zapytał zdziwiony Rogacz
- Na imprezę?
- Przecież my zostajemy tutaj- powiedział i zamnął drzwi na klucz.
- Co?
- No tak- rzekł i uśmiechnął się tajemniczo
Lily uśmiechnęła się do niego perliście.James położył się na łóżku obok niej. Ona zrobiła to samo.
- Myślałam że Sylwestra spędzimy oddzielnie- powiedziała
- Widzisz, potrafię zaskakiwać- puścił jej oczko
- Taaaak, nawet nie wiesz jak bardzo- rozmarzyła się
Jej długie smukłe palce błądziły po jego kuruczoczarnych włosach.
- Jak to będzie, no wiesz, gdy skończymy szkołę?- zapytała go
- Na pewno trudniej-odpowiedział po namyśle
- Voldemort....boję się co będzie. Tam już nie będzie tak bezpiecznie- przytuliła się do niego
- Nie bój się. Ja będę tuż obok- pocałował ją w usta.
Zawsze im zazdrościła. Oni zawsze byli tacy zakochani, tacy szczęśliwi.Ona też chciała mieć swojego księcia z bajki.Chciała być kochana. Chciała kochać. Tylko kogo? Tego idiotę Blacka, który umawiał się z setką dziewczyn?Myślała że jest inny.Tak bardzo się myliła...
Siedziała na kanapie. Sama.Wszyscy naokoło niej tańczyli, śmiali się.
-" W końcu mają się z czego cieszyć"- pomyślała
Ktoś usiadł obok niej na kanapie. Nawet nie odwróciła się.
- Czemu siedziesz sama?- zapytał ją dobrze jej znany głos
- Koleżanka już się odczepiła?- zapytała kąśliwie i spojrzała w okno.- Co to?
-Co?- zapytał zdezorientowany Syriusz
- Tam- wskazała palcem w czerwony punkt na horyzoncie
- Nie mam pojęcia....
- Czy to nie Hogsmade?- zapytała
- Zaraz się dowiemy. Remus!- krzyknął Black
Remus podbiegł do nich.
- Czy to Hogsmade?- zapytała Alice
Lupin przystawił głowę do szyby.
- Nie. To wioska zaraz za Hogsmade. Ona płonie!- spojrzał wymownie na Syriusza.
Chłopak puścił się pędem na górę po Jamesa i Lily.
- Co to może znaczyć?- zapytała
-Tylko jedno. Śmierciożercy.- rzekł poważnie Remus- Szybko, po Dumbledora!
Złapał ją za rękę i wybiegli z Pokoju Wspólnego na korytarz.
-Szybko!-ponaglił ją
CDN
komentarze [9]

.... >> poniedziałek, 29 października 2007 20:36:38
czekoladowe fusy
W życiu każdego z nas przychodzi taki czas, gdy podejmowane przez nas decyzje muszą byc dobrze przemyślane, musimy być pewni że postępujemy dobrze...
***
Święta minęły tak szybko jak się zaczęły. Znów Hogwart był pełen rozgadanych uczniów, pędzących na lekcje, uśmiechniętych. Wśród nich była i ona. Biegła przed siebie, z torbą na ramieniu, wypełnioną książkami. Myślała że dzisiejszy dzień będzie normalny, spokojny. Nie wiedziała jak bardzo sie myliła...
Biegła co sił w nogach, popychając przed sobą uczniów.
- Uważaj- warknął jakiś ciemnowłosy chłopak
Odwrócił się. Z łatwoscią go rozpoznała. Black. Zmarszczyła czoło.
- Wybacz, chciałam mocniej- odszczeknęła mu
- Oj Cooper Cooper, wystarczyło zagadać. Nie musisz się na mnie rzucać- uśmiechnął się ironicznie
- Serio? Patrz, a ja myślałam że wszystkie dziewczyny Ci tak robią, więc byłam pewna że jesteś przyzwyczajony- syknęła
Stojący obok Syriusza James skinął głową na Cooper, która uśmiechnęła się.
- Idę Łapa, Lily mnie woła- powiedział i zniknął za zakrętem
Alice pokiwała głową na znak swojego niezadowolenia. Syriusz złapał ją za rękę.
- Nie musisz się popisywać- powiedział spokojnie
- Kto tu się popisuje?- zapytała ze złością- Choć raz nie graj tego skretyniałego macho.
- Alice...
- Daj spokój. Już są lekcje- powiedziała szybko i pobiegła przed siebie.
Obserwował ją jakiś czas, dopóki nie zniknęła za zakrętem. Uśmiechnął się w duchu. Miała charakterek, musiał to przyznać. Musiał przyznać również to, że mimo iż ciągle jej dogryzał to lubił jej towarzystwo.Potrafił z nią "inteligentnie się kłócić". Lubił słuchać jej ciętego języka i tego, jakie uwagi na jego temat wysuwa. Może dlatego że była inna niż reszta dziewczyn? Może dlatego że miała w sobie to coś? A może dlatego że w najmniejszym calu nie przypominała tych panien, które znał. Sam do końca nie wiedział, ale coś w niej było, coś co kazało mu zacząć się zmieniać...
- Panie Black, może choć raz zacznie pan uważać na eliksirach?- zapytał ze złością prof. Slughorn
Odpowiedziała mu cisza.
- Panie Black, w takim razie siądzie pan obok panny Evans a pana Pottera zapraszam do pierwszej ławki- James wykrzywił się ale spełnił prośbę nauczyciela
- O kim tak myślałeś intensywnie?- zapytała z zaciekawieniem rudowłosa
- O nikim- zbył ją Black
- Mów mi jeszcze. Mnie nie oszukasz. Co to za lala tym razem zaprzątnęła twoje myśli? Hmmm?
- No właśnie żadna lala- westchnął i miał już coś dodać, ale srogie oko Slughorna przeszkodziło mu w tym.
Lekcje ciągnęły się niemiłosiernie. Nienawidził tego, mimo iż lubił naukę. Był typem który lubił gdy czas szybko płynie, gdy coś szybko się dzieje. Niestety. Siedział na transmutacji obok Petera i niewidzącym wzrokiem wpatrywał się w tablicę. Nawet nie myślał o niczym. Ot tak, wpatrywał się w nią, udając że jest w niej coś niezwykłego. W myślach odliczał sekundy dzielące go od końca lekcji.
-DRYYYŃ!
Remus odetchnął z ulgą. Spakował swoją torbę i podszedł do reszty Huncwotów
- Już myślałem że to nigdy się nie skończy- ziewnął James
- Nooo, ale przynudzała. A ten jej głos- wzdrygnął sie Syriusz
- A ja głodny jestem- zajęczał Peter
- Czy jest chwila że ty nie jesteś głodny?- zapytał Remus
- No w nocy- odparł automatycznie Glizdogon
James był juz w połowie swoich dywagacji na temat głodu Petera w nocy, gdy nagle, został ugodzony w brzuch przez Syriusza
- Co Cię napadło?- zapytał ze złością Rogacz, masując brzuch.
Zobaczył ją. Szła korytarzem z koleżankami, wesoło się śmiejąc.
- No, to ja już wiem o co chodzi. Tobie podoba się nowa panna- zawył z radości James
- Oj zamknij się- warknął Syriusz.
Zarzucił torbę na ramię i wyszedł z klasy.Widział kątem oka jak jego przyjaciel wzrusza ramionami. Szedł do pokoju Wspólnego, by tam, rozwalić się na kanapie. Gdy wszedł, okazało się że ktos już zajął jego miejsce
- Zajęłaś mi miejsce- mruknął Syriusz
- No to się posunę- powiedziała Lily- Czemu tak długo Cię nie było?
- Długo?- zapytał
- James i Remus od dawna siedzą tam w kącie i grają w Eksplodującego Durnia. Peter też z nimi jest. Kit siedzi z Martelem a Selena uczy się na górze- dodała widząc jego minę.
Klapnął obok niej i ziewnął potężnie. Ona usiadła po turecku.
- Kto to?- zapytała
Młody Black podrapał się po brodzie. Kto to? Tak naprawdę wiedział o niej niewiele. Była z Ravenclawu z 7 klasy. Co nieco wiedział o jej rodzinie. I tyle. Nic więcej. Ale było w niej coś niepokornego, coś butnego, coś, co bardzo przypominało mu jego samego. Gdy patrzył na nią, widział uwypukloną dumę, pewność siebie. Ale czy był w niej zakochany? Czy mu się podobała? Na te pytania nie potrafił odpowiedzieć. Nie umiał. To, co działo się w jego umyśle i sercu, gdy ją widział, było nie do opisania. Z pewnością nie była to miłość, nie było to zakochanie, co to właściwie było? Sam nie wiedział, choć tak bardzo chciał. Może i był egoistyczny, może i był butny, może i był szowinistyczną świnią, ale wiem, że dziś, na świecie jest osoba, która tęskni za nim bardziej niż ja. Dla tej osoby był całym światem, całym życiem. Jaka to była dla niej tragedia, gdy on wylądował w Azkabanie, on, jej miłość życia. Kochała go, choć nie powinna, choć nie chciała, choć zarzekała się że nigdy nie będzie go kochać. Na nic to wszystko zdało się. Kochała go...
Odszedł, nie odpowiadając jej. Poszedł do chłopaków i usiadł obok nich. Nie miał ochoty z nią rozmawiać. Nie dziś...
***
Skrywanie się w pokoju było dobre. Tylko na jak długo? Co potem? Bo napewno przyjdzie taki czas, że trzeba będzie pokazać się światu. Światu, który odepchnął dużo wcześniej. Nagle każe przyjść, pokazać się, każe nam być kimś. Dla innych była kimś. Była córką Ministra Magii, panną Row. Tylko, że ona sama nie czuła się tym,za kogo ją brano. O nie. Już od dawna nie była Seleną Row. Jej pewność gdzieś się ulotniła, została sama, malutka w tym świecie, bez bliskich. Wpatrywała się w swój brzuch i zastanawiała się, jak wyglądało by jej życie bez " tego czegoś". Łatwiejsze? Z pewnością. Przyjaźniejsze? O niebo. Ale byłoby puste. Dalej byłaby tą głupiutką rozchichotaną Seleną. Nie poznałaby Johna. John. Jedyna osoba, która bezinteresownie chce jej pomóc. Oprócz tych kilkorga Gryfonów i Johna nie miała tak naprawdę nikogo...
****
Głos mi się łamie, łzy płyną po policzkach. Nie potrafię ich powstrzymać, chcoć sama nie wiem czemu. Czemu te wszystkie wspomnienia tak bolą? Wciąż mam żal do Dumbledore'a, że nie zrobił nic by ich wszystkich ochronić. Przecież Trelawney wiedziała.... Mógł powstrzymać....mógł ich uratować. Dziś nie ma jego, nie ma ich. Cząstka mnie, tamtego dnia, gdy Lily została zamordowana, umarła, wygasła, zniknęła. Nie potrafię powiedzieć ile nocy nie przespałam, ile łez wylałam. Straciłam moich bliskich. Pozostał żal, smutek i poczucie że może jednak można było ich wszystkich uratować. Nikt nie zastanawiał się ile ludzkich istnień pochłonęły tamte czasy. Nikt nie pytał. Nikt nie chciał wiedzieć. Stoję w tym samym miejscu, gdzie stałam 35 lat temu. Na cmentarzu. Patrzę na płytę nagrobkową : James Potter....nie mogę czytać dalej. Nie potrafię. Leżą pode mną, nie wiedząc że tu stoję. Może pozostały po nich tylko kości, kości które nic nie znaczą. Może nawet już ich tam nie ma. Przechodzący czarodzieje patrzą się dziwnie na mnie. Połykam łzy, oczy mam zapuchniete od płaczu. Nie wstydzę się tego. Nie chcę tego ukrywać. Pamiętam jego kruczoczarną czuprynę, jej zielone oczy. Tuż obok stoją dwa inne groby. Napisy układają się w dwa imiona i nazwiska. Syriusz Black i Remus Lupin. Odkręcam się. Nie potrafię patrzeć na to. Nie chcę. Nie jestem w stanie. W środku coś rozrywa mnie na drobne kawałeczki z niesamowitą pasją, jakby to komuś sprawiało niesamowitą radość.
- Przepraszam. Tak bardzo Was przepraszam. Obiecałam że On wszystkiego się dowie. Nie potrafię mu tego powiedzieć. Nie wiem jak... Tak bardzo mi Was brak, nawet nie wiecie jak...
Ocieram łzy rękawem płaszcza.
- On kiedyś sie dowie.... już niebawem...
komentarze [6]

.... >> niedziela, 23 września 2007 19:34:47
czekoladowe fusy
Notka dedykowana Demonowi prędkości,dzięki któremu notka jest. Nie jest super, bo nie mam czasu żeby dalej pisać, ale cóż.
********************
Dezyzje. Podejmujemy je codziennie, w każdej chwili naszego życia. Nie ma tych dobrych lub tych złych decyzji. Są tylko dobre lub złe konsekwencje naszego wyboru. Staramy się, by każdy nasz wybór był trafny, by za nim kryło się to, na co czekaliśmy, czego pragneliśmy. Ale nie zawsze tak jest. Nie zawsze dostajemy to, co chcemy. I ja to wiem. Tylko zastanawiam się, czy te moje decyzje miały jakikolwiek sens? Czy zaraz po śmierci Potterów nie powinnam była wyjechać z rodziną i zapomnieć o tym wszystkim co mnie tu trzymało? Czy nie powinnam była żyć od nowa, dać sobie drugą szansę? Nie dałam. Może byłam wtedy zbyt młoda, zbyt głupia. A może nie potrafiłam pogodzić się ze stratą moich najbliższych? Może to dlatego ślepo wierzyłam że oni nie umarli? Są takie momenty, teraz, że zastanawiam się, czy to moje ciągłe wspominanie ich, życie przeszłością było dobrym wyborem. Byłam młoda, tak nagle straciłam cały swój świat. Zrozumiałam że nie będzie już Huncwotów, że już nigdy nie będzie jak dawniej. To bolało. To co tak mocno kochałam, to co było mi najdroższe, zostało odebrane mi siłą. A ja zostałam sama. Sama ze swoimi wspomnieniami, z garstką zdjęć. Ale to była moja decyzja, doskonale wiedziałam na co się piszę. Mimo, że czasami zastanawiam się nad sensem tego co robię, to wierzę że gdzieś tam, wysoko, patrzą na mnie. Nigdy nie będe żałować tego że żyję tak jak żyję. Przeszłością...
******
Słyszała odgłos kroków, stawianych na ubitym śniegu. Odwróciła się szybko, ale nikogo nie zauważyła. Doskonale wiedziała kto to był.
- Mógłbyś chciaż wyjść spod tej cholernej peleryny- warknęła
Niechętnie zdjął pelerynę i zarzucił ją sobie na ramię.
- Szukałaś mnie- powiedział z podziwem James
- No co ty nie powiesz?- mruknęła
Młody Potter poczochrał sobie włosy. Prychnęła.
- Daj spokój i porozmawiajmy jak normalni ludzie- powiedział poważnie i usiadł na krawężniku obok niej.
- Słucham- założyła ręce na piersiach.
- Wiesz że Cię nie zdradziłem. Nie mógłbym. Poza tym zdrada to celowe przedsięwzięcie, a ona się na mnie rzuciła. Jesteś najważniejsza w moim życiu, i doskonale to wiesz. Więc dlaczego nie chcesz mi wybaczyć? Tak ciężko powiedzieć: wybaczam Ci? Nie po twojej myśli? Czy może duma Ci na to nie pozwala? Jak to jest?- zapytał ze złoscią
Nie spodziewała się tego. Była pewna że będzie się głupio tłumaczuł, a ona będzie mogła krzyczec na niego. Faktycznie. To wszystko nie było po jej myśli. O nie. No bo co tu teraz powiedzieć? Spuściła tylko głowę.
- Słucham- jego głos był ostry jak brzytwa
- Jakiej odpowiedzi oczekujesz? Co mam Ci powiedzieć?- zapytała bezradnie
- Może przepraszam?- zaproponował i puścił jej oczko
- Jesteś bardziej stuknięty nawet od Syriusza. A to już nie lada wyczyn- powiedziała
- I za to mnie kochasz i wybaczasz mi wszystkie moje winy i wracamy do domu- wyszczerzył się
- Kochany, obrażaj, ale higienę zachowaj- dostała kuksańca w bok
Chłopak poczochrał sobie włosy.
- To idziemy do domu?- zaproponował i zaoferował jej swoje ramię.
Lily pokręciła głową z dezaprobatą i śmiesznie zmarszczyła nos.
- Jak długo będę się z tobą męczyć?- zapytała go
- Całą wieczność Evans, całą wieczność- westchnął i złapał ją za rękę.
*******
- Na miłość boską, gdzie wy byliście- zapytała pani Evans otwierając im drzwi
- No cóż....- zaczął James,ale dostał kuksańca od Lily, więc szybko umilkł.
- No? Pytam?- zapytała ze złością matka
- Zupełnie jak McGonnagall- westchnęła rudowłosa co wywołało chichot u czarnowłosego chłopaka.
- Jak co?
- Jak kto. Nieważne- poprawiła ją młoda czarownica i zawiesiła swój płaszcz w szafie
- A gdzie Syriusz z Remusem?- zapytał James
- Są na górze, w swoim pokoju.- powiedziała Dorothy z urażoną miną
- Oj mamuś, daj spokój, jesteś po prostu mugolem- westchnęła siedemnastolatka i przytuliła się do matki
Pani Evans zdzieliła córkę ścierką po głowie.
- Zmykajcie na górę bo niedługo obiad.
Weszli na górę po schodach i skręcili w prawo. Już na korytarzu dało się słyszeć śmiech Syriusza. Lily pchnęła drzwi. Jej oczom ukazał się pokój zagracony stertami ubrań, walających się dosłownie wszędzie. Na środku stały trzy łóżka, które były ledwo widoczne pod strertą książek i papierków. James wytrzeszczył oczy z niedowierzania.
- Co tu się stało?- zapytała niepewnie Lily
- Łapa koniecznie chciał otworzyć swój kufer, a że trzy były obok siebie to trafił we wszystkie no i skutek tego macie przed sobą- powiedział Remus
- Ale....- zaczął James
- Skoczył na nie- odpowiedział mu Remus i z politowaniem patrzył na Blacka, który tarzał się po podłodze ze śmiechu.
Lily usiadła na skrawku łóżka.
- Syriusz!- ryknęła na przyjaciela
Chłopak podniósł się szybko.
- No co?
- OBIAD!- krzyknęła z dołu pani Evans
********
Godzinę później
- Powiedzcie mi, co zamierzacie robić po Hogwarcie?- zapytał Charles
- Chcemy razem zamieszkać- odpowiedział James
- Słucham?- pani Evans zakrztusiła się swoim deserem- W jakim sensie?
- My, to znaczy, ja James, Remus, Lily i jeszcze dwójka- wyjaśnił Syriusz
- Mamo, ja idę odprowadzić Vernona- powiedziała Petunia i łapiąc pod rękę grubawego Dursley'a wyszła.
- To my pójdziemy na górę. Dziękujemy, obiad był przepyszny- Dorothy uśmiechęła się lekko
Trzej młodzi mężczyzni weszli po schodach na górę. Chwilę potem było słychać odgłos zamykanych drzwi.
- Pomogę Ci- powiedziała Lily i wyniosła część talerzy do kuchni.
Pani Evans podążyła za córką. Weszła do kuchni i zamknęła drzwi.
- Nie wyperswadujesz mi tego- mruknęła rudowłosa myjąc talerze
- Dlaczego na siłę chcesz wydorośleć?- zapytała matka- Dlaczego dalej nie możesz być beztroskim dzieckiem i mieszkać z nami?
Lily rzuciła ścierkę na blat kuchenny.
- Mamo, ja zaraz skończę szkołę. Będę dorosła. I co? Z powrotem wrócę tu? Nie ma mowy. Nie chcę znów zostać mugolem.
- Sześć osób. Wiesz ile to roboty? Prania, gotowania, sprzątania? Nie odbieraj sobie młodości dziewczyno- powiedziała ze złością pani Evans
- Będę dorosła....
- To że będziesz mogła wymachiwać swoją różdżką to jeszcze o niczym nie świadczy. Dorosłość to odpowiedzialność za podjęte decyzje, zrozum to- westchnęła Dorothy
- Daj mi szansę być dorosłą. Nie raz i nie dwa ponosiłam odpowiedzialność za swoje wybory, tam w Hogwarcie, gdzie nie było Ciebie. Jakoś sobie radziłam. Myślisz że skąd miałam pieniądze na prezenty? Mam tam pracę. Zrozum to wreszcie. Ja dorosłam. Tam. Poradzę sobie.- szepnęła
- Ale....
- Daj spokój. Czekają na mnie- powiedziała dziewczyna i wyszła z kuchni
Wspięła się po schodach na górę. Drzwi do jej pokoju były otwarte. Weszła do niego.
- Co wy tu....- urwała widząc zmiętą kartkę w dłoni Syriusza
- Dlaczego nam nie powiedziałaś że Kit nie przyjdzie? - zapytał
- Myślałam że to bez znaczenia- powiedziała i usiadła na swoim łóżku
- Ale mogłaś powiedzieć- powiedział ze złością James
- Nie chciała by Wam mówić. Wiedziała jaka będzie Wasza reakcja- powiedziała oschle.
Syriusz i James wyszli z pokoju trzaskając drzwiami.
- Idź z nimi. Jest już późno- mruknęła Lily do Remusa.
Wyszedł. Westchnęła cieżko. Zgasiła światło i usiadła na parapecie. Wpatrywała się w mrok nocy, czując pustkę w środku. Co ona robi? Jak się zachowuje? Najpierw Severus, potem James, matka. Może rzeczywiście się zmieniła? Może Severus miał rację? Z zamyślań wyrwała ją sowa, która wleciała do jej pokoju.Wylądowała na parapecie. Lily odczepiła od jej nóżki małą paczuszkę. Pogłaskała płomykówkę po dziobie. Nagle sowa rozpostarła skrzydła i wyleciała z pokoju. Przez jakiś czas dziewczyna mogła podziwiać jej kontury w mroku. Kiedy zniknęły otworzyła paczuszkę. W jej dłonie wyleciał złoty wisiorek. Wisiorek od Severusa. Na dnie paczuszki był napis: "Nigdy nie zapomnij." Jak mogła zapomnieć? Zacisnęła mocniej palce na wisiorku.
-" Nie zapomnę nigdy. Obiecuję Ci to"- pomyślała
Nie potrafiła zapomnieć. Te wszystkie wspomnienia były jak żywe. Przycisnęła wisiorek do piersi.
- Dlaczego to się tak skończyło? Przecież nie musiało.- powiedziała do siebie
Tak bardzo pragnęła powiedzieć o tym komuś. Ale nie mogła. James i Syriusz nie chcieli by jej słuchać. Remus też nie był zbytnio przychylny Snape'owi. Jej Severusowi.W tej chwili żałowała swojego postępowania. Chciała by tamto wszystko mogło wrócić. Tamte czasy...
******
1974
Lato tego roku było wyjątkowe. Wyjątkowo gorące. W powietrzu czuło się tajemniczy zapach, który jak większość podejrzewała, był sprawką roślin w cieplarni. Nad jeziorem kłębiły się tłumy uczniów. Wsród nich była też i ona. Siedziała na trawie, obok niej sterty książek. Jej włosy, zaplecione w warkocze, z których uciekały niesforne kosmyki, opadały na ramiona. Rękawy Hogwarckiej koszuli podciągnęła wysoko. Krawat, rozluźniony, dyndał na jej smukłej szyi. Jej wąskie stopy uwolniły się od szkolnych pantofelków i łykały każdą chwilę wolności. Dotykały długiej, zielonej trawy, bawiły się nią. A obok siedział on. Z długimi do łopatek włosami, bladą twarzą, haczykowatym nosem. Uśmiechał się znieznacznie. Świdrował ją wzrokiem.
- Czemu patrzysz się tak na mnie?- zapytała
- Bo nie widziałem wcześniej takiej marchewy jak ty- powiedział i uśmiechnął się.
Zaśmiała się perliście pokazując przy tym rząd równych, białych zębów. On też się uśmiechnął. Poluźnił swój krawat.
- Wracajmy do pracy- mruknął niewyraźnie
Czternastoletnia Lily Evans położyła mu dłoń na ramieniu. Ciarki mu przeszły po plecach.
- Zaraz wakacje. Odpocznijmy- w jej głosie było coś, coś co nie cierpiało sprzeciwu.
- Tak, chyba tak. Ślimak może poczekać- puścił jej oczko
Pacnęła go ręką po głowie, ale mimo to uśmiechnęła się. Położyła się na trawie. On położył się obok niej.
- Spójrz- wyciągnęła rękę w górę- Widzisz?
- Ale co?
- Te chmury przypominają Głuppottera na miotle, widzisz?- wskazała palcem na obłok
- Taak, widzę. O, a tam Filch- Severus machnął w górze ręką.
Leżeli tak, co raz odnajdując w chmurach czyjąś podobiznę, śmiejąc się.
- O, patrzcie kogo tu mamy. Smarkerus- James Potter ze swoją bandą pojawił się niewiadomo skąd.
- Odwal się- burknął Snape
- O, Severusik się boi- zawył z radości młody Black
- Black...- zaczął nienawistnie Severus
W tej samej chwili z trawy poderwała się Lily. Jej warkocze rozleciały się, a spódnica była pognieciona. Patrzyła na nich swoimi wielkimi, zielonymi oczyma ze złością.
- Czego tu chcecie?- zapytała wojowniczo.
- Evans, umów się ze mną to Snape pójdzie wolny- James przyjął poważny wyraz twarzy.
- Po moim trupie- jej twarz zrobiła się cała czerwona
- Liluś...
- Potter! Natychmiast się zamknij bo pożałujesz! Zabieraj ten swój bufonowaty tyłek i razem z Blackiem zjeżdżajcie stąd robić komuś innemu kawały- ryknęła na nich.
- Spokojnie, kochanie. Ja do Ciebie grzecznie a ty gryziesz- puścił oczko do Łapy
- No to uważaj- fuknęła i złapała za rękę Severusa.
Chciała odejsc stąd, nienawidziła gdy pół szkoły gapiło się na nią i bezczelnie śmiało. Nienawidziła być w centrum uwagi, a przez Pottera była cały czas. Pozbierała wszystkie swoje książki. James i Severus już dawno rozeszli się w swoje strony. Juz chciała odejść, ale Syriusz złapał ją za rękę.
- Czego?- zapytała chłodno
- Umów się wreszcie z nim bo ten debilowaty Romeo znów będzie snuł idealny plan zdobycia Lily Evans. Nie każ mi znów tego słuchać- jęknął
- Przykro mi. Nic się nie zmieni dopóki on nie znormalnieje- rzekła oschle i wyrwała mu się Odkręciła się na pięcie i odeszła. W pewnym momencie odwróciła się do niego.
- Syriusz!- krzyknęła za nim
Odwrócił się.
- Przykro mi- krzyknęła i uśmiechnęła się lekko.
******
Coś natarczywie nie dało jej spać. Zacisnęła mocno powieki.
- " Co to u diabła jest?"- pomyślała i niechętnie otworzyła oczy.
Już wiedziała co to było. To jej szyja, dała o sobie znać, po nocy spędzonej na parapecie.Odruchowo zaczęła masować bolące miejsce. Spojrzała na swoje nogi ułożone niezgrabnie na parapecie. Wisiorek wciąż tam leżał. Wzięłą go do ręki i wstała. Schowała go do szafki i szybko porwała z krzesła ubranie, by chwilę potem, bezszelestnymi krokami udać się do łazienki.Jednym ruchem ręki przekręciła kluczyk w drzwiach. Zawiesiła ubranie i spojrzała w lustro.Każdy kosmyk jej włosów sterczał w inną stronę.Przyjrzała się dokładnie swemu odbiciu i rzekła z niechęcią:
- Wyglądasz jak by Cię piorun trzasnął Evans
Zdjęła ubranie i odkręciła wodę w prysznicu. Lubiła swoje ciało. Nie miała mu nic do zarzucenia. Nie była chuda ani gruba. Jej lekko zaokrąglone kształty dodawały jej uroku. Stała tak chyba z pół godziny, chlapiąc się gorącą wodą.Wyszła. Białym ręcznikiem wytarła włosy. Narzuciła na siebie czarny sweter i czarne spodnie. Omiotła wzrokiem łazienkę. Jej matka zawsze mówiła że powinna być większa, ale dla Lily była w sam raz. Wszystko się tam mieściło. Nie potrzebowała ogromnej wanny i miliardów półek z perfumami matki i Petuni. Zrzuciła ręcznik z włosów i wyszła z łazienki. Nie wiedziała która jest godzina, ale sądząc po odgłosach chrapania z pokoju chłopców, było dość wcześnie. Zeszła na dół. Miała nadzieję zobaczyć matkę, jak zwykle krzątającą się wkuchni. Niestety, nie było jej. Na kuchennym blacie leżała mała karteczka:

Wyszłam. Będę o 12.00.
Mama

I tyle. Nic więcej. Żadnych wytłumaczeń. Tylko ta kartka. Rudowłosa westchnęła z dezaprobatą. Spojrzała na zegarek. Była 7:30. Zaparzyła sobie herbatę i zajrzała do lodówki.
- Pusto, żesz cholera jasna! Tak trudno zrobić jakiekolwiek zakupy?- mamrotała pod nosem
Wyjęła ogórka i zaczęła kroić go na paski.
- Cholera- zaklęła pod nosem gdy skaleczyła sobie palec.
Rzuciła nóż na drugi koniec stołu i zła na siebie samą, włożyła palec do zimnej wody. Odgarnęła do połowy suche włosy z twarzy.
- Już zdążyłaś się pociąć?- zapytał rozbawiony James
Zgromiła go wzrokiem.
- Spokojnie, ja Ci krzywdy nie robię- uśmiechnał się szeroko
- Ale ja mogę-mruknęła i zabrała się z z powrotem do krojenia
- Czemu jesteś taka niemiła?- zapytał ją
- Czy to moja wina że Mckinnson woli spędzać Święta z Martelem niż z nami?- zapytała z wyrzutem
- Nie, no co ty....
- Nie chciała Wam mówić i tyle, bo urosło by to do niewiadomo jakiej rangi. A poza tym, nie musiałeś się obrażać- burknęła nieprzyjaźnie
Poczochrał sobie włosy i podszedł do niej.W jego oczach tańczyły wesołe ogniki, huncwockie ogniki.
-To... co na śniadanie?- szepnął jej do ucha.
Przeszły jej ciarki po plecach. Uśmiechnęła się mimowolnie. Odkręciła się w jego stronę. James jednym szybkim ruchem załozył jej kosmyk włosów za ucho. Stykali się nosami. Jej delikatne place błądziły po nieogolonych policzkach młodego Pottera. Pocałował ją lekko.
- Ups. Przepraszam- do kuchni wparował Syrusz w samych bokserkach.
Odskoczyli od siebie jak oparzeni. Lily nerwowo zaczęła ciągać kosmyk włosów.
- Za którymś razem nie będę zaważał na to że jesteś moim przyjacielem i uduszę Cię gołymi rękami- warknął do Blacka
- Powiedziałem przecież przepraszam. Skąd mogłem wiedzieć że będziecie się migdalić?- na dźwięk tego słowa Lily mimowolnie wzdrygnęła się.
Żeby nie stracić swojego animuszu, panna Evans przybrała ten sam co zawsze pretensjonalny wyraz twarzy i z bólem zapytała:
- Czy wy choć raz nie możecie się ubrać?
- A co? Nie podobają Ci się moje mięśnie?- zapytał Syriusz i naprężył muskuły.
- Ależ oczywiście, nie widzisz tych pąsów na twarzy?- zatrzepotała zalotnie rzęsami
Syriusz burknął coś pod nosem
- Co to za mania? Spać w samych bokserkach a potem zchodzić tak bezpretensjonalnie do kuchni. A gdyby była tu moja matka?- zapytała
- Nie chisteryzuj. Powinnaś się cieszyć że zadajesz się z PRAWDZIWYMI mężczyznami- Łapa dumnie wypiął pierś
- A w dodatku jakże przystojnymi- wpadł mu w słowo James
- Taaak, co jak co, ale samokrytycyzm w normie- zironizowała
- Dzień dobry- do kuchni wparował Remus
Lily wymownie spojrzała w sufit
- Co to? Klub świeci-tyłków czy jak?- zapytała
Cała czwórka parsknęła śmiechem.
- Herbaty?- zapytała
- Jak nie mogę liczyć na nic innego- powiedział wymownie James
Syriusz i Remus parsknęli śmiechem. Cała trójka usiadła przy stole.
- Idźcie do salonu- wygoniła ich.
- Właśnie. Idźcie- James puscił do Huncwotów oczko
Rudowłosa pokręciła głową.
- Czasami nie mam do Ciebie siły- westchnęła.
Gdy Remus i Syriusz wygodnie usiedli na kanapie w salonie, James podszedł do dziewczyny i objął ją w pasie.
- To... na czym stanęliśmy?- zapytał z nadzieją
Wplótł swoje zwinne palce w jej włosy. Na jej ustach pojawił się błogi uśmiech.
- Nie przeszkadzam?- zapytała z ironią siostra Lily
Petunia wezzła do kuchni z ironicznym uśmieszkiem na twarzy. Ubrana i uczesana usiadła przy stole.
James szybko cofnął ręcę a policzki Lily były koloru purpurowego.
- Spadaj do salonu- mruknęła i pogoniła chłopaka ścierką.
Petunia skrzywiła się
- O co znów Ci chodzi?- zapytała Lily siląc się na spokój
- Jak to jest? Być ukochaną córeczką tatusia? Jak to jest mieć najprzystojniejszego chłoapka w szkole? Jak to jest być sławną? - wyrzuciła jej.
Petunia nie była złym człowiekiem. Była niedoceniona. Z biegiem czasu to zrozumiałam. Będąc przyjaciółką Lily zawsze stawałm po jej stronie, jednak nie zawsze miała rację. Myślę że Petunia chciała mieć wszystko co miała Lily. Od zawsze chciała być kimś wyjątkowym, czarownicą. Ale była tylko zwykłą mugolką. To Lily była ukochaną córeczką rodziców, ona byłą gwiazdą. A Petunia zawsze stała gdzieś z boku, mimo iż była starsza i ładniejsza, jak mawiały jej ciotki. Śmieszne, jakie figle może płatać los. Gdy widziałam ją na pogrzebie Lily niczym nie przypominała tej zadziornej i wrednej Petunii. Jej oczy były zapuchnięte od płaczu, nerwowo ściskała husteczkę. Było mi jej szkoda. Po wielu latach zrozumiałam że to, co spotkało Potterów, musiało się stać prędzej czy później, niestety. A ja wciąż pamiętam jej rude włosy, jej radosne zielone oczy. Ona- Gryfonka, żona, matka, córka, bohaterka....
komentarze [18]

Ogłoszenie parafialne >> wtorek, 11 września 2007 20:37:00
czekoladowe fusy
Jak się usprawiedliwić? Oto jest pytanie. Czas, mało go, oj mało. Gdyby doba miała 48 h to i tak nie miałabym czasu na napisanie notki. A wszystko przez tą szkołę. Egzaminy, konkursy, olimpiady, kartkówki, klasówki, odpytywanie, znamy to wszyscy doskonale. No i dochodzą dodatowe zajęcia. Nie wiem czy uda mi się w tym tygodniu dokończyć notkę ( nie ma czasu na zakończenie). Czas.... dajcie go więcej z deczka, o wy, bezduszni wysysacze wiedzy- nauczyciele.
komentarze [4]

Święta cz.1 >> poniedziałek, 20 sierpnia 2007 22:04:06
czekoladowe fusy
Siedziała na parapecie, mając na sobie czarny sweter a w ręce kubek gorącej herbaty. Czekała. Tylko na co? Na cud, który nigdy się nie ziści? Tak bardzo chciałaby usłyszeć że Voldemort, że Śmierciożercy, że to wszystko to nieprawda. Że będzie tak jak dawniej. Spokojnie. Bała się że pewnego dnia wejdą do jej domu a jej tu nie będzie. Że nie będzie mogła im pomóc. Jeszcze raz spojrzała na nagłówek Proroka Codziennego. Na okładce były dwa zdjęcia. Jedno- wesołej i szczęśliwej rodziny, na drugim- ich martwe ciała, które wygladały tak, jakby przed chwilą zastygły na wieki. Ktoś zapukał do jej pokoju.
- Otwarte- powiedziała
Do pokoju weszła kobieta. Na ręku zwisała jej czarna sukienka. Podeszła do córki, położyła jej dłoń na ramieniu i rzekła:
- Lily, czas żebyś się przebrała.
- Yhm dobrze
- Co się stało?- zapytała Dorothy
Jak mogła powiedzieć matce że w jej świecie jest morderca który czycha na dzieci mugoli i mugoli? Nie potrafiła. Nie chciała jej martwić.
- Nic. Dziękuję za sukienkę. Niedługo zejdę- rzekła
Gdy matka wyszła, dziewczyna odetchnęła z ulgą. Założyła sukienkę i spięła włosy. Spojrzała w lustro. Co będzie jak oni się tu pojawią? Co będzie jak nie poradzi sobie? Machnęła ręką, chcąc przegonić ponure myśli.Jeszcze raz zerknęła w lustro. Instynktownie wsadziła różdżkę we włosy, zamiast drugiej wsuwki. Zeszła po schodach. Przy długim, nakrytym stole siedział jej ojciec z szklanką whisky w ręku.
- Proszę Cię, nie daj tym razem ciotce Anabelli powodu do radości że źle Cię wychowałem- rzekł i upił łyk z szklanki
- Nie martw się. Pokażę jej tylko parę sztuczek- wyszczerzyła się
- Po kim ty to masz?- zapytał ojciec
- Myślę że ma to po Tobie- rzekła Dorothy i postawiła na stole kolejny półmisek
- Kobieto, zdjemij ten fartuch zanim wszyscy przyjdą i pokaż tą zieloną sukienkę- Charles zwrócił się do żony
- Wiesz, ty lepiej siedź i dumaj jak stary dziad a ja zajmę się kolacją Wigilijną, pozwolisz?- zapytała kobieta
- Tobie? Wiesz że na wszystko- zaperzył się mężczyzna
- Petunio zapamiętaj. Zobaczymy czy tak samo powie jak pójdziemy na zakupy- puściła oczko swojej starszej córce
Petunia parsknęła śmiechem.
- Ja w tej rodzinie jestem przegłosowany- rzekł z wyrzutem Charles
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Petunia otworzyła je. Lily stała w dużym pokoju i w myślach odliczała
- " 4...3...2...1..."
- Lilyanne!- usłyszała pisk ciotki
- A jednak- westchnęła i z sztucznym uśmiechem weszła do przedpokoju
Wśród tłumu ludzi wlewających się do jej domu miała nadzieję zobaczyć czarną czuprynę. Niestety nie zauważyła jej, choć tak bardzo tego pragnęła. Bała się, że to już był koniec. Że już dłużej nie będzie ich. W końcu nie musiała tak postąpić. Nie musiała przyłożyć mu z liścia. Wielu rzeczy nie musiała... Były sekundy,a nawet ich ułamki, że chciała cofnąć czas, udać, że to co widziała nie miało miejsca i żyć dalej. Zastanawiała się tylko czy to miało by jakikolwiek sens. Żyć obok kogoś i mieć świadomość że może co chwilę cię zdradza.
- Mówię do Ciebie a ty nic. Charles, zrwóć swojej córce uwagę!- zapiszczała ciotka Anabell
To wystarczyło by wyrwać młodą czarownicę z zamyślań.
- Przepraszam ciociu. Zamyśliłam się- rzekła przepraszającym tonem dziewczyna
Rozejrzała się w około. Wszyscy patrzyli tylko na nią. Stali tam wszyscy.Chłopak Petunii- Vernon, jej wszystkie ciotki, kuzynki i jeszcze inne diabły których nigdy nie chciała znać.
- Rozumiem twoje rozżalenie dziecko, że żaden chłopak Cię nie chce, ale to nie jest wystarczający powód by unikać odpowiedzi na pytanie starej ciotki- powiedziała piskliwym głosem i rzuciła kapeluszem w Lily, dając znać by go gdzieś położyła.
Lily zingonorowała tą uwagę i położyła kapelusz na kredensie. Niestety ten wieczór nie należał do najprzyjemniejszych. Wszystkie jej ciotki co chwilę pytały o jej ewentualnego chłopaka, lub narzekały na jego brak, na przemian. Uraczały rudowłosą dziewczynę opowieściami o tym że czarownice powinno palić się na stosie i podobne miłe opowieści. Prawdę mowiąc, Lily miała już dość wieczoru. Mimo iż obiecała ojcu że nie zrobi niczego głupiego, tym razem nie wytrzymała.
- Jak ja bym miała za córkę czarownicę to bym w ogóle sie nie pokazywała w miejscach publicznych. Naprawdę mi przykro Dorothy. Ona nawet nie ma chłopaka- zapiszczała ciotka Anabell
Lily wstała od stołu
- PRZETSAŃ- krzyknęła
Petunia zrobiła się czerwona ze złości i zabrała swojego chłopaka na górę by nie słyszał tej kłótni.
- MAM CHŁOPAKA. NAZYWA SIĘ JAMES POTTER I JEST JEDNYM Z NAJPRZYSTOJNIEJSZYCH CHŁOPAKÓW W SZKOLE. CHCESZ COŚ JESZCZE WIEDZIEĆ STARA ROPUCHO?-wrzasnęła rudowłosa.
Złapała swój płaszcz i wyszła z domu trzaskając drzwiami.
- Lily, Lily wróć! Jest zimno i pada śnieg. Proszę wróć!- Dorothy krzyknęła za córką
- Mowy nie ma- odkrzyknęła jej Lily i zaczęła iść szybciej
- Dokąd idziesz?!
- Daleko od domu- krzyknęła a jej głos potoczył się echem po pustej ulicy
Była tak wściekła że nawet nie widziała dokąd idzie. Z każdym krokiem, oddechem złość ustępowała dzikiej nienawiści, którą pałała do swojej rodziny...
- Lily, Lily zatrzymaj się!- ktoś krzyczał za nią
Odwróciła się. W jej kierunku biegła Petunia. Zdyszana podbiegła do siostry.
- Wróc do domu, proszę- wysapała
- A co z imprezą?- zapytała cicho Lily
- Wszyscy poszli do domów- odpowiedziała
- Vernon też?
- Nie. Usnął na górze.
Petunia przytuliła siostrę
- Wracaj do domu, nie zostawiaj mnie tam, proszę. Nie chcę żebyś odeszła- wyznała
- Ale....- zaczęła Lily
- Jesteś moją siostrą. Kocham Cię, choć może tego nie okazuję.
Lily uśmiechnęła się.
- Ktoś przysłał Ci prezent. Jest u Ciebie na łóżku- dodała Petunia
Twarz rudowłosej rozpromieniała. Może James wreszcie zrozumiał swój błąd i teraz stara się ją udobruchać? Szybko zaczęła biec. Zdyszana wpadła do pokoju. Zrzuciła płaszcz i rzuciła się na łóżko. W miejscu gdzie leżała jej poduszka była spora kupka prezentów. Wzięła pierwszy z góry.
- " To od Seleny"- pomyślała i rozpakowała paczkę
W pozłacanym papierku znalzała małą karteczkę:

Lily
Nie chcę dać Ci kolejnej książki czy nowych perfum. Chcę byś o moim prezencie pamiętała do końca życia. Dlatego proszę Cię, byś została matką chrzestną mojego dziecka. To dziecko jest dla mnie najważniejsze na świecie, jest dla mnie wszytskim co mi pozostało. Chcę by i dla Ciebie było kimś wyjątkowym. Nie wiem czym sobie zasłużyłam na taki prezent od Ciebie. Naprawdę nie musiałaś. Ta miotełka jest przepiękna. U mnie wszystko w porządku. Mam nadzieję że u Ciebie także.
Sel
Lily uśmiechnęła się od ucha do ucha. Odłożyła karteczkę na bok. Nastepny prezent był od Remusa i Syriusza. W białym pudełeczku znalazła piękną bransoletkę z białego złota i srebrne kolczyki. Potem po kolei rozpakowywała prezenty. Od Kit dostała płytę : Dręczącego Kotła, od Petera worek słodyczy z Hogsmade. Wciąż nic nie było od Jamesa. Rudowłosa zmieszała się. Została ostatnia paczka. Otworzyła ją niepewnie. Na jej czarną pościel wypadł wisiorek. Dziewczyna wzięła go do ręki. Był na nim napis: "Forever yours" i karteczka:

Książę

Wyglądała tak, jakby trafił w nią piorun. Zatrzęsła się. Myślała że miała to juz za sobą. Że już nigdy więcej nie usłyszy o Księciu. A on tak nagle, po tylu latach pojawia się brutalnie w jej życiu. Postanowiła to skończyć, raz na zawsze... Zasnęła trzymając w ręku medalion.
*******
Słońce było już wysoko na niebie. Mugole stali na swoich zaśnieżonych podwórkach z łopatami, udając ze odśnieżają a w rzeczywistości romawiając z sąsiadem. Z okna w starym domu, porośniętym dzikim winem, wyglądał chłopak. Miał długie, czarne włosy i haczykowaty nos. Gdy na swojej ulicy zobacył rudowłosą dziewczynę szybko zeskoczył z parapetu. Zbiegł na dół, porwał swój płaszcz i wybiegł przed dom. Dziewczyna stanęła naprzeciwko niego i spojrzała w jego oczy.
- Dlaczego?- zapytała
- Przecież są Święta- prychnął
- Po tylu latach, nagle, przypomniałeś sobie że są Święta?- zapytała z niedowierzaniem
Wyciągnęła z kieszeni płaszcza wisiorek i rzuciła nim w chłopaka.
- Nie chcę go- rzekła
Czarrnowłosy chłopak zmierzył ją wzrokiem
- Zmieniłaś się. Kiedyś byłaś inna- rzekł chłodno
- Ty też kiedyś byłeś inny- odpowiedziała sucho
- Tamta Lily przyjełaby prezent. Tamta Lily by zrozumiała.
- Tamta Lily i Ta Lily to te same osoby. Natomiast Tamten Severus i Ten Severus to zupełnie inne osoby- warknęła
- Odkąd zaczęłaś zadawać się z tymi idiotami zachowujesz się zupełnie tak jak oni- wygarnął jej
- Słucham? To nie ja zaczęłam maczać palce w czarnej magii i zadawać się z Malfoyem i Blackównami. Doskonale wiesz dlaczego przestałam się do Ciebie odzywać. Właśnie dlatego. Przez czarną magię. Zmieniłeś się nie do poznania Severusie. Czasami zastanawiam się czy wogóle jest jeszcze gdzieś ten stary Severus. Miły i uczynny. Ale szczerze w to wątpię.
Złapała go za nadgarstek. Spojrzała mu w oczy. Ni stąd ni z owąd nagle syknął z bólu. Rudowłosa spojrzała na niego z niedowierzaniem. Podciągnęła rękaw płaszcza i spojrzała na rękę.
- Masz szczęście- syknęła
Puściła jego nadgarstek i spojrzała na niego z odrazą. Chwilę potem odeszła. Mógł oglądać tylko jej rude włosy falujące na mroźnym wietrze. Wypuścił z ulgą powietrze i podciągnął drugi rękaw. Znak palił go niemiłosiernie. Czarny Pan znów go wzywał. Zastanawiał się jaka byłaby jej reakcja gdyby właśnie ten rękaw podciągnęła. Nie chciał jej stracić. Nie tak. To właśnie ona pomagała mu wtedy, kiedy inni się od niego odwrócili. Tak samo jak teraz on odwrócił się od niej. A wszytsko przez tego Pottera.
- Kiedyś Cię dopadnę Potter, zapłacisz mi za to że ją zabrałeś- syknął i wszedł z powrotem do domu, by stamtąd teleportować się do kryjówki Czarnego Pana.
Tak, Severus Snape uważał że to wina Jamesa że przyjaźń jego i Lily się rozpadła. Nie dlatego że zaczął interesować się czarną magią. To ten chłystek, zabrał ją, już na zawsze. On, przystojny, czarujący, słwany, przyciągnął jej uwagę. Poprzysiągł sobie że się odegra. Ale jeszcze nie teraz. Chciał go ukarać tak, by pamiętał to do końca życia. Tak, Severus Snape z pewnością nienawidził Jamesa Pottera...
********
Zdjęła mokry od płatków śniegu płaszcz i powiesiła go na krześle. Spod łóżka wyciągnęła stare, zakurzone pudełko. Usiadła na środku pokoju i otworzyła wieko. To tu schowała wszystkie swoje wspomnienia sprzed lat. Zakurzone zdjęcia, te magiczne i te mugolskie pokazywały wiecznie uśmiechniętą rudowłosą dziewczynę, obok której zawsze stał wyższy od niej o głowę chłopak, o długich, czarnych włosach i haczykowatym nosie, Severus Snape. Kiedyś byli naprawdę wspaniałymi przyjaciółmi. Znali się od dziecka. To od niego Lily dowiedziała się że jest czarownicą, to z nim robiła pierwsze zakupy na Pokątnej, to on był przy niej gdy pierwszy raz jechali do Hogwartu. To dzięki niemu pokochała eliksiry...
*******
- Severusie, boję się. A jeśli mi się nie uda przejść na peron 9 i 3/4 ?- zapytała wystraszona ruda jedenastolatka
- Nic się nie bój. Musisz biec na tą barierkę. Zamknij oczy, to pomoże- powiedział ciepło chłopiec
Posłuchała go. Zamknęła oczy i zaczęła biec w kierunku barierki. BUM! Ktoś wjechał w jej wózek. Szybko otworzyła oczy i zobaczyła trójkę chłopców, śmiejących się do rozpuku.
- Przepraszamy- wydukał jeden z nich, powstrzymując śmiech
- No, dalej, jedź już- ponaglił go drugi
Mała Lily stała nieruchomo i wpatrywała się w miejsce w którym przed chwilą zniknęli owi chłopcy.
- Lily, żyjesz?- podjechał do niej Severus
- Tak, wszystko w porządku- mruknęła i przeszła przez barierkę
Ujrzała świat, o którym do niedawna nawet nie śniła. Widziała dziwacznie poubieranych czarodziejów i czarownice, żegnających się ze swoimi dziećmi. Przetarła oczy ze zdumienia.
- Chodź, znajdziemy sobie miejsca- rzekł chłopiec i złapał jej kufer.
Usiadli w przedziale.
- Severusie, dziękuję Ci że mi pomagasz, sama nie dałabym sobie tu rady- rzekła
- Drobiazg, przecież przyjaciele sobie pomagają- uśmiechnął się i usiadł obok niej....
**********
Pamiętała doskonale każdy ich wypad do Hogsmade, każde wspólne odrabianie lekcji, każdy spacer. Wtedy, gdy czuła się zagubiona w nowym świecie, był obok niej. Gdy było jej źle lub się bała, czuwał przy niej. Pamiętała jak wysyłali sobie liściki na każdej histori magii. To jego pierwszego przytuliła, pocałowała. Byli naprawdę świetnymi przyjaciółmi. Do czasu. Do czasu gdy James Potter naprawdę zainteresował się nią. To było w trzeciej klasie. Gdy wpadła na niego. Od tamtej pory co dzień słyszała jedno pytanie:
- Evans umówisz się ze mną?
W młodszych klasach pytał ją co tydzień, bo umawiał się wtedy ze wszystkimi dziewczynami i nie pamiętał że już ją o to pytał. Tak naprawdę zaczął sie nią interesować w trzeciej klasie. Wtedy też pojawiły się pierwsze zatargi między Lily a Severusem. Wtedy to James i jego przyjaciele zaczęli dokuczać Severusowi. Lily znienawidziła go, ale nigdy nie pozwoliła Severusowi pojedynkować się z nim. Zawsze miał o to żal do niej. Ale ona nigdy nie pozwoliła zniżyć mu sie do poziomu Pottera. W końcu przyszła piąta klasa. Ni stąd ni z owąd Lily zaczęła rozmawiać z Remusem Lupinem i Syriuszem Blackiem. Polubiła ich, mimo iż wycinali różne numery jej najlepszemu przyjacielowi. Snape był zły że nie poświęca mu całego wolnego czasu. Zaznajomił się więc z Malfoyem i kuzynkami Syriusza: Bellatrix i Narcyzą. Poznał też czarną magię która go zafascynowała. Chciał zgłębiać jej tajniki, być jej mistrzem...
**********
Jak na piętnastolatkę, Lily była poważna. Zawsze dotrzymywała słowa, miała własne zasady, którymi się kierowała. Zero czarnej magii- to była pierwsza z nich....
Szukała Severusa. Ostatnim miejscem gdzie miała nadzieję go znaleźć była sowiarnia. Wbiegła po schodach do sowiarni i zobaczyłą go, siedzącego na parapecie i zawzięcie czytającego książkę.
- Co czytasz?- wesoło zagadnęła go
Na dźwięk jej głosu podskoczył i zamknął książkę
- No pokaż- powiedziała roześmiana
- To transmutacja- rzekł wystraszony
- Oj pokaż, nie zjem jej- zażartowała
Zaczęła się z nim siłować. Książka poleciała na podłogę. Podniosła ją. Była otwarta na stronie na której przerwał czytanie Severus.
- Obiecałeś mi- rzekła cicho i zacisnęła palce na książce
- Lily....- zaczął Snape
- Obiecałeś mi że skończysz z czarną magią- podniosła głos
Chciał dotknąć jej ramienia, ale odepchnęła jego rękę.
- Nie chcę Cię znać. Już nigdy więcej- wycedziła i wyszła z sowiarni zostawiając go samego.
Miał nadzieję że przy kolacji zmieni zdanie. Nie zmieniła. Nawet na niego nie spojrzała. Nie chciała go znać. Mijały tygodnie, miesiące, a ona nie odezwała się do niego choćby jednym słowem. Wiedział to. Ich przyjaźń się zakończyła. Nie chciał by miała tą satysfakcję że jest mu z tym źle. Udawał że nic go to nie obchodzi. Przestał wierzyć że coś się zmieni, gdy James zaatakował go po egzaminach, nad jeziorem. Nie zrobiła tego dla niego. Zrobiła to bo nienawidziła gdy James się nad kimś znęcał. Tylko dlatego. Gdy mówiła coś o nim, nie patrzyła na niego, tylko gdzieś, ponad jego głowę. Jedyne co pozosatło mu, to szacunek do niej. Mimo iż nazywał ją szlamą, miał do niej wielki szacunek. Pogodził się z jej stratą. Pogodził się że wybrała ich towarzystwo, nie jego. Pogodził się z tym że już nie ma szans by była z nim. Ale nigdy nie pogodził się z tym i nigdy nie pogodzi że wybrała Jamesa Pottera. TEGO Jamesa Pottera....
*********
- Lily!- po raz któryś krzyknęła jej matka
Dziewczyna wyrwała się z zamyśleń. Schowała zdjęcia do zakurzonego pudełka i wrzuciła je pod łóżko. Z ciężkim sercem wstała i omiotła wzrokiem pokój. Lubiła go, i to bardzo. Kiedyś, gdy była młodsza nie zdawała sobie sprawy, że to jest jedyne miejsce, gdzie można poczuć magię, poza Hogwartem oczywiście. To był jej mały Hogwart. Na ścianie nad łóżkiem wisiały dwie wielkie flagi Gryfindoru, zdobyte w dość niejasny sposób przez Huncwotów. Reszta ścian w pokoju była zapełniona plakatami magicznych zespołów i zdjęciami. Na każdym z tych zdjęć stali uśmiechnięci czarodzieje z "patykami, które były całym ich życiem". Nie zabrakło oczywiście łajnobomb stojących w kącie i niezidentyfikowanej roślinki z cieplarni numer 3, którą kiedyś James podarował rudowłosej. Uśmiechnęła się. Tak, to był jej mały Hogwart...
- Lilyanne!- wydarła się kobieta
Dziewczyna pokręciła ze złością głową i zbiegła ze schodów.
- Co?- odgarnęła włosy z twarzy
- Wystarczy powiedzieć słucham. Otwórz drzwi- powiedziała Dorothy
- A ty nie możesz?- zapytała Lily
- Robię szarlotkę- warknęła Dorothy
Rudosłowa wymownie spojrzała w sufit i podeszła do drzwi, do których od dobrych paru minut ktoś natarczywie pukał.
- No już już. Spokojnie. Po co się tak pieklić?- zapytała siebie samą
Pierwsze co zobaczyła po otwarciu drzwi to wielki, nie, on nie był wielki, on był ogromny, bukiet czerwonych róż. Zmarszczyła brwi.
- Było by miło, jakbyś nas wpuściła- usłyszała zduszony głos Lunatyka
Westchnęła ciężko i odsunęła się by zrobić przejście dla ogromnego bukietu róż. Zaraz za nimi dumnie kroczył Łapa w skórzanej kurtce ( ramonesce- przyp. autora), uśmiechając się szelmowsko. Ku wielkiemu zdziwieniu tuż za Łapą sunął niejaki James Potter.
- Cześć Kochanie- zaświergotał
Dziewczyna już otworzyła usta by coś powiedzieć, ale w tej samej sekundzie do przedpokoju wpadła jej matka.
- O matko ile róż! Lilyanne, od kogo one są?- zapytała z podziwem matka
- Od tego porąbanego Romeo- wypowiedź Syriusza zagłuszyła Lily
Kiwnął głową na Rogacza a ten z zakłopotania poczochrał sobie włosy, co wywołało ogólny śmiech.
- No dobrze już. Wejdźcie a ja wstawię te kwiaty do wazonu- rzekła matka i wepchnęła gości do salonu
Rudowłosa zacmokała z niesmakiem i oparła się o framugę. Założyła ręce na piersiach i patrzyła z nieukrywanym zdziwieniem na wyczyny młodych mężczyzn. Latali oni bowiem od telewizora do radia i tak w kółko, co chwilę wymieniając się atrakcyjnymi odkryciami i spostrzeżeniami.
- Ekhem- rudowłosa dała delikatny znak o swoim istnieniu- Czy nie za wcześnie jesteście?- zapytała podejrzliwie
- Może- rzekł tajemniczo Black i powrócił do wcześniejszej czynności, czyli "obsługiania radia"
- James nie mógł się doczekać spotkania z Tobą no i w rezultacie jesteśmy tu trzej, parę godzin wcześniej- Remus uśmiechnął się znacząco
- A Peter?- zapytała
- Nie przyjedzie. Jego matka jest chora. - rzekł James z drugiego końca pokoju
- Nie mógł się doczekać spotkania ze mną?- zapytała podejrzliwie Remusa
On tylko wzruszył ramionami i zrobił przepraszającą minę.
Nie wiedziała dlaczego zwykły salon tak bardzo przykuł ich uwagę. To był przecież zwykły salon. No właśnie. Zwykły mugolski salon, którego nigdy nie mieli zaszczytu oglądać ci trzej panowie. Było tam tyle jakże ciekawych, mugolskich sprzętów, np. telewizor czy radio, nie wspominając już o zwykłych bateriach do pilota. Nic nie uciekło im sprzed nosa, wszędzie wsadzili swoje ręce. Zwrócili uwagę nie tylko na to. Pomieszczenie w którym się znajdowali było średnich wymiarów. Na środku stały dwie skórzane kanapy, pomiędzy którymi znajdował się stolik z drewnianą nogą, na którym zawsze stały chryzantemy. Na wprost był duży kominek, gdzie zawsze stały rodzinne zdjęcia. Gdyby przyjżeć się im z bliska, to nie wszystkie były takie same, nieruchome. Były dwa "inne" zdjęcia. Te, magiczne. Na jednym z nich był cały jej rocznik, kiedy byli w pierwszej klasie, zaś z drugiego zdjęcia nieśmiało uśmiechała się szesnastoletnia rudowłosa czarownica. W jednym końcu salonu stała ogromna biblioteczka, zrobiona ze starego dębu. To z pewnością nie był czarodziejski salon. Nagle poczuła że silne ręce łapią ją w talii i przyciągają do siebie.
- Tęskniłaś?- zapytał okularnik
- Bardzo- rzekła słodkim głosem- A szczególnie za widokiem Ciebie całującego się z inną- prychnęła
- Ale co ty chcesz od tej głupiej wariatki, która się na mnie rzuciła?- zapytał
- Może całusa? Polecasz?- zapytała z ironią
Siedzący na kanapie Syriusz zarechotał.
- Oh zamknij się Black- warknęła na niego
Remus porkęcił głową i usiadł na kanapie obok Syriusza. James nie dawał jednak za wygraną.
- Lilciu, Lileńko, no nie dąsaj się. Misiaczku, Kochanie, Kruszynko- z każdym jego słowem Lily mocniej zaciskała pięści.- Żabciu, nie dąsaj się. Czym jest jeden pocałunek? Wiewióreczko moja...
- Galeona że go ochrzani- mruknął Remus do Syriusza
- Dwa że dostanie w pyszczycho
- Pas- Znów powrócili do poprzedniej czynności, jaką była oglądanie zaciętego pojedynku Evans- Potter, chociaż James wydawał się mieć rozanieloną minę.
- Wiewióreczko?- uniosła się- Ja Ci dam Wiewióreczkę, ty, ty skretyniały gumochłonie!
- Powtarzasz się- rzekł niedbale- To było w czwartej klasie
- Potter, jesteś najbardziej zidiociałym, nadętym bufonem jakiego świat miał zaszczyt widzieć- Evans była cała czerwona na twarzy ze złości
- Taaaa, ale to było rok temu, no Evans, wysil się- rzekł udając obojętność
Zadygotała z wściekłości. Po chwili wzięła głęboki oddech i wycedziła:
- Jesteś idiotą
- Taaaaak, no i za to mnie kochasz- wyszczerzył się- a teraz rzucisz się na mnie...- rozmarzył się
- No w to nie wątpię- mruknął Syriusz do Remusa i obaj parsknęli śmiechem
- ... jak dziki, wygłodniały zwierz...
- No to się zaczyna- mruknął Remus obserwując reakcję rudowłosej
-.... i zedrzesz ze mnie koszulę...- rozprawiał dalej James
- Ty jesteś normalnie nienormalny!- wykrzyknęła- Błagam, powiedz kto cię zrobił, to chociaż pójdę i cię pomszczę- dodała słodko
Remus z Syriuszem ryknęli śmiechem.
- No Evans, tego jeszcze nie słyszałem- powiedział Black między chichotami
- Jeszcze wielu rzeczy nie słyszałeś- warknęła
- No, to znaczy że zgoda, tak Liluś?- zapytał James i zmierzwił sobie włosy
- Jaki on jest głupi!- powiedziała Lily i uderzyła pięścią w blat
- Hola hola, Evans spokojnie bo komuś przywalisz- Syriusz uśmiechnął sie ironicznie
- Tak, najlepiej Tobie- warknęła na niego
- Przestańcie. Na miłość boską! Ile wy macie lat?- zapytał zdenerwowany Remus
- No co ty, Luniu, nie wiesz?- zapytał z ironią młody Black
- Wstałeś lewą nogą czy coś Cię ugryzło w tyłek?- zapytała ze złością dziewczyna
- Uspokujcie się. Co wam wszystkiem jest?- zapytał zdziwiony Remus
Nagle drzwi wejściowe zamknęły się z trzaskiem. Całą trójka podskoczyła. Rudowłosa poczuła niemiły uścisk w żołądku.
- J-ja, ja chyba powinnam iść. N-no, no wiecie- obaj kiwnęli głowami- Powiedzcie matce że niedługo wrócimy- szepnęła
W pośpiechu złapała swój płaszcz i wybiegła z domu. Nie wiedziała gdzie mógł pójść. Rozejrzała się. Widziała tylko zaśnieżone ulice, pełne białych od śniegu samochdów i dachy, uginające się pod ciężarem białego puchu.Skręciła w wąską uliczkę. Szła, rozglądając się, szukając tej czarnej czupryny. Jednak tu go nie było. Nie było go tu i na wielu innych ulicach, które przemierzyła by go znaleźć. W końcu zrezygnowana usiadła na krawężniku i schowała twarz w dłoniach. Żałowała tego, jak go potraktowała. Ale czy była gotowa przyznać się do tego? Przyznać się że zawsze idealna Evans popełniła błąd? Dać mu tą satysfakcję że i tym razem miał rację? Na to na pewno nie była gotowa. Podejść od tak i powiedzieć przepraszam. Nie potrafiła. Te słowa nie przeszły by jej przez gardło. Była zbyt dumna, zbyt zacięta, zbyt uparta. Mimo że kochała tego rozczochranego pawiana nad życie, to z zwykłego uporu nie zamierzała pierwsza wyciągnąć ręki. Bo taka już była. Cała ona. Cała Lily Evans. Rudowłosa, uparta, niepotrafiąca przyznać się do jakiegokolwiek błędu. Czasami przeklinała swój charakter, który bądź co bądź odziedziczyła po babci. Ale taka już była. I taką właśnie kochał on. Niezależną, upartą, złośliwą, choć czasami jej słowa bolały to potrafił wybaczyć jej wszystko. A teraz stał pod peleryną niewidką, widział ją. Był tak blisko że mógł dotknąć jej włosów. Siedziała na krawężniku, skulona. Jej rude włosy, potraktowane mrozem i śniegiem, sklejone, porozrzucane były na ramionach. Obszedł ją tak, by móc zobaczyć jej twarz. Usta tworzyły jedną, prostą linię. Zielone oczy, pełne sprzecznych emocji, patrzyły gdzieś daleko przed siebie, jakby czegoś z utęsknieniem wyczekiwały. Przez chwilę wydawało mu się że jej piegi były mniej rdzawe niz zawsze. Pokazać się czy nie? To był jego największy dylemat.....
C.D.N
komentarze [19]

Przed Świętami.... ( czyli sielsko i bardzo anielsko) >> czwartek, 2 sierpnia 2007 12:12:25
czekoladowe fusy
Dni mijały. Każdy z nich niósł za sobą strach i niepewność. Teraz to juz było pewne. Rozpętała się wojna. Voldemort nie spoczął na laurach. Zaczął działać szybciej i prężniej aniżeli zwykli czarodzieje mogli to sobie wyobrazić. Każdej nocy pojawiał się nie wiadomo skąd, zabijał i znikał w mroku nocy. Cały świat czarodziejów stanął na głowie. Każdy szukał skutecznej obrony. Niestety na próżno. Byli i tacy co przechodzili na jego stronę, ratując w ten sposób rodzinę, wierząc ślepo że unikną losu tych nieszczęśników. Nie wiedzieli że czeka ich służba u samego diabła. Lord Voldemort nie miał żadnych skrupółów . Po prostu dostawał to czego chciał, ja jeśli nie mógł tego dostać... zabijał.
Zbliżała się północ. Większość Lodnyńczyków smacznie już spała. Na East Cresent tylko w jednym domu paliło się światło.
- Mamo?- ze schodów zeszła 6-letnia dziewczynka.
- Czemu nie śpisz Jess?- zapytała z zatroskaną miną matka dziewczynki
- Nie mogę usnąć- wymamrotała dziewczynka
- Susan, idź z nią na górę- rzekł młody mężczyzna
- Już idę Robercie- odrzekła jego żona
Nagle usłyszeli straszliwy huk dochodzący z kuchni. Mężczyzna wstał szybko z kanapy i pobiegł do kuchni. Na ławie została jego różdżka. Kobieta instynktownie wyjęła swoją różdżkę z kieszeni i rzekła do córki:
- Poczekaj tu na mnie. Zaraz przyjdę. Pod żadnym pozorem nie wolno Ci się stąd ruszać, dobrze?
- Mamo, Mamusiu- zawołała za kobietą dziewczynka, ale ta jej nie słyszała
Nim dobiegła do kuchni zobaczyła przerażające zielone światło. W jednej sekundzie zrozumiała że nie ma już dla nich ratunku. Przyszedł po nich, tak jak zapowiadał. Strach ją sparaliżował. Nie wiedziała co ma zrobić. Została sama. Nie zdoła ochronić córki. Wiedziała że zbliżał się jej koniec. Zacisnęła mocnej palce na różdżce. Po jej twarzy pociekły łzy. Bała się, tak bardzo się bała. Jak na zwolnionym filmie widziała ciało jej ukochanego mężczyzny padające na posadzkę. Martwe. Pisnęła cicho.
- A więc to koniec- szepnęła
Chwilę potem zobaczyła go. Zobaczyła te czerwone oczy, pełne nienawiści. Zmierzał w jej kierunku. Jego czarna peleryna z każdym jego krokiem powiewała niebezpiecznie. A ona stała tam, ona jedna, bez jakichkolwiek szans na przeżycie. Wiedziała to doskonale. Postanowiła nie dać się tak łatwo.
- Witam- rzekł lodowatym tonem.
Jego głos przypominał syk węża.
- Nie odpowiesz mi?- zapytał ozięble
- Nie wydaje mi się- rzekła z dumą i jeszcze mocniej zacisnęła palce na różdżce
- Jesteś mądrą czarownicą. Na pewno nie pozwolisz umrzeć swojej córce. Powiedz mi gdzie to jest.
- Nie wiem o czym mówisz.
- Tak jak myślałem. Pożegnaj się ze swoją córką, bo wiecej jej nie zobaczysz- jego straszliwy śmiech przeszył ją na wylot.
Widziała tylko smugę zielonego światła, które trafia w jej córkę. W jej ukochaną córeczkę. Widziała jak jej własne dziecko upada, widziała strach w jej oczach. Widziała śmierć swojej córki. Łzy napłynęły ze zdwojoną siłą. Nie mogła nic zrobić. Nie mogła przecież mu powiedzieć jak dostać się do Ministerstwa. To oznaczałoby koniec wszystkiego. Dla tej głupiej tajemnicy zginął jej mąż, jej córka i teraz zginie i ona. To było pewne, tak jak to, że Voldemort nigdy się nie podda. Skierował swoją różdżkę na nią. Spojrzała w jego zimne, puste oczy. To ostatnie co zobaczy przed śmiercią. Poczuła zimno w okolicy serca. Widziała zielone światło i jego twarz uśmiechniętą triumfalnie. Poczuła że niewidzialna siła popycha ją do tyłu. Kontury zaczynały się zamazywać a kolory blaknąć. Po jej policzku spłynęła łza. To już był koniec.
- " Więc to tak się odbywa"- pomyślała
Jej powieki stały się ciężkie. Po raz ostatni omiotła wzrokiem dom, dom który tak kochała. Zamnknęła je już na zawsze. Jej ciało padło na podłogę bez ruchu. Mózg jeszcze przez chwilę pracował. Zdołała jeszcze tylko otworzyć powieki. Odeszła.
Założył kaptur i wyszedł z domu. Zniknął tak samo niespodziewanie jak się pojawił. Zniknął w cieniu nocy, ukryty pod czarną peleryną. On- morderca...
*******
Nastał ranek. Nikt nie wiedział co wydarzyło się tamtej straszliwej nocy. Nikt. Grudniowe słońce leniwie wyszło zza chmur. Dziś był ten dzień. Dzień odjazdu z Hogwartu. Nikt już nie spał.Wszyscy siedzieli jak na szpilkach...
Cały Hogwart doskolane pamiętał zdarzenia z ubiegłego tygodnia. Widowiskowy mecz Ślizgonów z Gryfonami, który oczywiście dzięki Jamesowi Potterowi wygrali Gryfoni. Ale garstka Gryfonów zapamiętała o wiele więcej. Nieudany atak na młodego Pottera, pierwszą wypłatę panny Evans, imprezę na której pan Potter jeszcze bardziej rozwalił sobie rękę, Zakon Feniksa. Jednym słowem w ubiegłym tygodniu działo się wszystko, co doprowadzało nauczycieli do białej gorączki.
Panna Evans, znana ostatnio również jako Ognista Evans, siedziała na swoim łóżku w czarnym szlafroku i właśnie pakowała ostatnie rzeczy na wyjazd.
- No czemu to się nie chce zamknąć?- zapytała rozpaczliwie i kopnęła walizkę- O! Zamknęło się!
Siedząca na sąsiednim łóżku Selena zaśmiała się
- Oj Ognista, co ty taka agresywna?
Rudowłosa nastolatka wyszczerzyła się
- No jak to dlaczego? W końcu wszystkie zadajemy się z Hunćwokami, nie?- zapytała Kit
- No raczej- mruknęła Selena i położyła się na łóżko- Ach, Święta w Hogwarcie, cudo- rozmarzyła się
- Nie chcesz jechać ze mną?- zapytała Lily
- Ona nawet ze mną nie chciała jechać. Wczoraj rozmawiała z jakimś przystojnym chłopakiem, przez którego na pewno nie chce jechać- Kit zacmokała
- Oj nieprawda. To był tylko...- zaperzyła się
- Tylko kto?
- Oj, nieważne. Zabierajcie walizki z fora z dormitorium, chcę mieć je na własność przez dwa dni- Sel wystawiła im język
Dziewczyny pożegnały się z Seleną i wyszły. Kit od razu podleciała do Martela- pałkarza w drużynie Gryffindoru. Rudowłosa pokręciłą głową i usiadła na kanapie. Nie minęła chwila, a obok niej znaleźli się Huncwoci.
- Witam panią Potter- James uśmiechnął się łobuzersko i usiadł obok rudowłosej
- Panią Potter? Czy ja o czymś nie wiem? Od kiedy jestem twoją żoną?- zapytała z udawanym przejęciem
- Evans, ty od zawsze byłaś dla niego panią Potter- wyszczerzył się Black
- No co ty nie powiesz? A ty masz panią Black?- zapytał podejrzliwie Rogacz
- Pewnie. oto i ona. Moja pani Black- wskazał na swoją walizkę i wystawił jej język
- Łapo, obrażaj, ale higienę zachowaj- Lunatyk dał mu kuksańca w bok
- Uważaj Lunatyku bo się sierść posypie- Syriusz niebezpiecznie zmrużył oczy
- Ale Łapo, on sugerował żebyś zainwestował w miętówki bo Ci jedzie- James puścił oczko do Lupina
Syriusz sciągnął Rogacza z kanapy i zaczęli na dywanie tłuc się. Lily popatrzyła na Lunatyka. Ten tylko wzruszył ramionami i rzucił sie na nich. Dziewczyna spojrzała wymownie w sufit i zagwizdała cicho.W tej samej chwili do Pokoju Wspólnego wpadła rozwścieczona McGonnagall.
- Black, Lupin, Potter i Pettigrew! Do mnie!- wrzasnęła
Chłopcy posłusznie podeszli. Z jakiegoś kąta wyszedł Peter
- Co wyście najlepszego zrobili?- wrzasnęła
Chłopcy wymienili miedzy sobą zdumione spojrzenia, co wywołało salwę śmiechu wśród pozostałych uczniów.
- Idiota- mruknął James do Syriusza
- Szopa- odciął się Black.
James szturchnął Łapę i tak w koło. Uczniowie znów wybuchli śmiechem.
- Dość- McGonnagall ryknęła na nich- Uczniowie Slytherinu mają rózowe szaty. Możecie mi to wyjaśnić?- zapytała ciszej
- Może lubią różowy?- zapytał z nadzieją z głosie Black
- Black!- ostrzegła go nauczycielka
- Pani psor, dziś jest dzień równości!- krzyknął triumaflnie James
PAC!
McGonnagall zdzieliła go różdżką po głowie.
- Black, ty i panna Cooper zaraz po świętach zgłosicie się do mnie na Wasz szlaban.
Wyszła.
Huncwoci wrócili z powrotem na swoje miejsca. Usiadł również Peter, który do tej pory stał na uboczu. Rudowłosa nie zaszczyciła ich nawet spojrzeniem. Patrzyła gdzieś przed siebie, błędnym wzrokiem. Komu miała to powiedzieć? Remusowi? Syriuszowi, żeby ją wyśmiał? Każdej nocy powracał obraz ujrzany w kuli a ona nic nie mogła na to poradzić. Nie wiedziała czy to tylko głupi sen, czy może cos więcej. Chciała powiedzieć, ale za bardzo się bała. Do tego dochodziło jeszcze rodzinne spotkanie. Jak mogła powiedzieć rodzicom że się wyprowadza?Nie wiedziała jak, nie wiedziała co powiedzą.... Z zamyślań wyrwał ją gwizd. No tak, była już na stacji. Nawet nie zauważyła kiedy. W oddali zauważyła Hagrida.
- " W końcu wpadnę do Ciebie. Mam Ci tyle do opowiedzenia"- pomyślała i weszła do pociągu
Razem z Syriuszem i resztą znalazła wolny przedział. Wrzuciła swój bagaż na półkę i usiadła przy oknie.
- Gdzie James?- zapytała niby od niechcenia
- Nie wiem. Naprawdę.- dodał Remus, widząc jej minę
Wzruszyła ramionami i dołączyła do rozmowy z dziewczynami. Mijały godziny. Jego wciąż nie było. Martwiła się. Chciała iść go szukać, ale uznała że nie może ciągle za nim latać. W końcu on też potrzebuje przestrzeni. Była pewna że siedzi w przedziale razem ze swoją drużyną i ustala coś z nimi. Nawet nie wiedziała jak bardzo się myli....
****** Dwie godziny później
Pociąg powoli zaczął zwalniać. Lily postanowiła sprawdzić gdzie jest James. Wyszła z przedziału i zaczęła przemierzać korytarz. Znalazła go. Ale nie tam gdzie by sobie tego życzyła. Stał na końcu korytarza z jakąś wysoką, białowłosą dziewczyną. Gdyby stał, nic złego by się nie stało, ale na domiar złego oboje stali pod jemiołą. James żywiołowo ją całował. Jej długie palce błądziły gdzieś po czuprynie chłopaka. A panna Evans? Uniosła się honorem i odeszła. Weszła do przedziału. Zabrała swój bagaż i mruknęła:
- Do zobaczenia u mnie- i już jej nie było.
Gdy pociąg stanął, pierwsza wyszła z niego i przeszła przez barierkę. Stanęła na dworcu King's Cross i rozejrzała się. Nie wiedziała że jest obserwowana przez pewne małżeństwo
- Charlusie, jak myślisz, jaka będzie jego dziewczyna?- zapytała małżonka
- Nie wiem Doreo. Naprawdę nie wiem.- westchnął mężczyzna- O, James idzie!
Młody Potter przed chwilą przeszedł przez barierkę. Obok niego stała białowłosa dziewczyna, ale on nie zwracał na nią najmniejszej uwagi. Szukał swojej dziewczyny. Szukał Lily. Bystrym okiem wypatrzył ją w połowie peronu 9 i 10. Krzyknął do rodziców:
- MUSZĘ COŚ JESZCZE ZAŁATWIĆ- i pobiegł do panny Evans
- Tu jesteś. Nie uciekaj mi więcej Lilusiu- wysapał zdyszany- chodź, poznasz moich rodziców
Dziewczyna spojrzała na niego krzywo
- Nie wydaje mi się
- Co?!- zapytał szczerze zdiwiony nastolatek
- Najpierw zetrzyj sobie szminkę tej lali z korytarza z którą się całowałeś a dopiero potem ze mną rozmawiaj. O przepraszam!. Nie rozmawiaj bo nie mamy już o czym. Miałeś szansę Potter, a ja miałam rację. Jesteś dupkiem i tyle.
- Ale Lily, to nie tak...- zaczął się tłumaczyć
- Daruj sobie Potter.Aha i przeproś ode mnie swoich rodziców, ale nie będę na Wigilii, a jak zapytają dlaczego to powiesz im że przez Ciebie- warknęła
Złapał ją za rękę
- Co znowu?- zapytała zniecierpliwiona
- Będziesz szła sama przez cały Londyn?- zapytał i poprawił okulary
- Wolę sama, aniżeli z Tobą.
Próbowała wyszarpnąć się ale na próżno. James był za silny.
- Daj spokój, ona zaczęła. Nie rób scen. Aż tak jesteś zazdrosna?- zapytał ją
Dziewczyna zaśmiała mu się w twarz.
- Jesteś idiotą, wiesz? Ja byłam zazdrosna- wyszarpnęła w koncu rękę i zaczęła iść przed siebie
Ponownie ją złapał. Zdenerowana dała mu w twarz. Spojrzał na nią z nienawiścią. W tej samej chwili zmiękło jej serce.
- James, ja-ja nie chciałam. Przepraszam- wyjąkała
- Daruj sobie Evans- rzekł lodowato
- Nie dałeś mi wyboru....- zaczęła
- Powinnaś wierzyć własnemu chłopakowi- rzekł sucho
- A ty jakbyś postąpił na moim miejscu?- zapytała
- Na pewno nie tak jak ty- warknął
- To ty sam do tego doprowadziłeś Potter!- podniosła głos
- Ja? - zapytał ze zdziwieniem
- Nie, ja wiesz? Jeszcze wmów mi że to nie ty całowałeś się z tą laską tylko twój brat bliźniak- prychnęła rudowłosa
- I o to jest cały szum? Że jakaś laska podbiegła i zaczęła mnie całować?- zapytał zdenerwowany
- Och, zapomniałam że dla ciebie nic się nie stało. Może ja zacznę też tak robić? Co ty na to?- warknęła Lily
Na jej policzki wstąpiły rumieńce. Nie z zawstydzenia, ze złości. Była tak zła że nawet nie zauważyła że są obserwowani przez mugoli. Gdyby nie Syriusz, który przyszedł w porę, rozszarpali by się. Młody Black dał do zrozumienia Jamesowi że lepiej będzie jak pojedzie z rodzicami do domu a on odprowadzi dziewczynę do domu i teleportuje sie do niego. James po raz ostatni spojrzał na nią. Odwróciła wzrok. Nie chciała go już znać. A przynajmniej tak jej się wydawało. Odszedł. Nie zaszczycił już jej więcej spojrzeniem. Pierwszy raz w życiu rozpłakała się. Wtuliła się w Syriusza i płakała.
- Dobrze że tu jesteś- powiedziała ocierając łzy
- Zobaczysz, wszystko się ułoży- pogłaskał ją po włosach- Chodź, odprowadzę Cię
Szli ulicami Londynu, taszcząc kufer rudowłosej. Tak bardzo cieszyła się że obok siebie ma Syriusza. Tak, potrzebowała go teraz. Potrzebowała go jak nigdy. A on potrzebował jej...
- Wiesz, nie wiem jakby wyglądało by moje życie bez Ciebie. Nigdy bym sobie nie wybaczył gdyby coś Ci się stało- powiedział
Uśmiechnęła się pod nosem.
- Jesteśmy już pod domem- mruknęła
Nawet nie zauważyli kiedy doszli na Westeria Street.
- No, to ja odstawiam Cię- rzekł
- Nie idź. Nie zostawiaj mnie- powiedziała cicho
Westchnął cicho. Weszli do domu. Lily postawiła kufer w korytarzu i zaciągnęła Syriusza do kuchni.
- Herbaty?- zapytała
- No możesz dać
Usiadłna krześle barowym i zrzucił z siebie kurtkę
- Namów go żeby jutro przyszedł- powiedziała i oparła się o blat kuchenny
- Postaram się.
Dziewczyna uśmiechnęła się. Rozjerzała się po domu. Wszędzie wisiały świąteczne ozdoby. W salonie stała wielka chionka ze złotymi łańcuchami. Kochała Święta. Tą cudowną atmosferę. Dla niej każde Święta były odskocznią od świata magii, od tamtych problemów. Mogła odpocząć...
- Co ty taka romarzona?- zapytał podejrzliwie Syriusz
- Zastanawiam się jaki kawał mogę Ci wywinąć- wyszczetzyła się
W tym samym momencie zamek w drzwiach wejściowych przekręcił się. Lily i Syriusz spojrzeli po sobie.
- To niemożliwe. Nie było dla mnie butów- zawyła dziewczyna.
Pewnie i zrzędziłaby jeszcze pół godziny, ale weszła do kuchni i ujrzała dość niecodzienny widok. W kuchni stała jej siostra. ONA! Ta ruda wredna baba! A obok niej? Obok tej brzydkiej, głupiej i wrednej siostry siedział przystojny chłopak. Z długimi przed ramiona, czarnymi włosami, nienagannym uśmiechem, czarnymi oczami.
- Co ty tu robisz?- warknęła do siostry
- Ja też się cieszę że cię widzę- odparła z ironią Lily
Syriusz zarechotał. Petunia spłonęła rumieńcami. Lily wymownie spojrzała w sufit.
- Petunio, od kiedy gustujesz w młodszych?- zapytała z nutką złośliwości w głosie
- Ty wiedźmo- warknęła spode łba i szybko schowała się na schodach, by móc ich swobodnie podsłuchiwać
- No no no. Evans, pogromczyni straszej siostry- zarechotał młody Black
Lily pacnęła go po głowie.
- Jesteś taki sam jak James
- I za to nas tak kochasz- wykrzyknął radowany
- Ależ oczywiście- wyszczerzyła się
- No, na mnie już czas- rzekł Syriusz i zszedł z krzesła. Założył kurtkę i podszedł do drzwi.
- Tylko pamiętaj. Namów go. Mnie nie posłucha, ale Ciebie tak- pocałowała go w policzek na do widzenia - Jutro o 16.00 u mnie!
Zamknęła drzwi i westchnęła.
- Petunio! Zejdź na chwilę!- krzyknęła Lily
- Po co?!- odkrzyknęła jej siostra
- Bo Cię proszę!
W korytarzu pojawiła się chuda, wysoka brunetka. Spojrzała pytająco na siostrę
- Co chesz?- zapytała
- Kiedy rodzice wracają?- zapytała rudowłosa
- Niedługo- warknęła Petunia
- Petunio, są Święta. Choć raz odzywajmy sie do siebie jak siostry. Raz. Ten jeden jedyny raz.Chyba to nie trudne. Prawda? Zaraz ja wyprowadzę się z domu i co? I dalej będziemy się tak żreć? To nie ma sensu. Jakiegokolwiek- dodała cicho.
Petunia spojrzała na swoją siostrę. Czy to właściwie była jej siostra? Nic je nie łączyło, oczywiście poza rodzicami. Były tak różne. Należały do dwóch zupełnie innych światów. Ona, tego zwykłego, szarego, nudnego, ziejącego prostotą i beznadziejnością. Lily należała do świata magii. Do świata gdzie niemożliwe stawało się możliwe.Świata do któego ONA, zwykła mugolka nie miała wstępu. To bolało. Czuła że była gorsza od swojej młodszej siostry. Że była nic nie warta. Doskonale pamiętam ile nocy Lily nie przespała w wakacje przez Petunię. Przez jej głupie docinki. Nikomu zresztą niepotrzebne...
- Twój chłopak ma przyjechać na Święta?- zapytała panna Evans i opadła na kanapę
Rudowłosa spochmurniała. Usiadła obok siostry i powiedziała:
- Nie wiem. Nie jestem tego pewna. Pokłóciłam się z nim i.... nie wiem
- Ale przecież to niemożliwe, jak był tutaj...- zaczęła Petunia
Lily uśmiechnęła się. Wyjęła z kufra czarno-białe zdjęcie. Byli na nim wszyscy. Selena, już z widocznym dość brzuchem, uśmiechająca się wesoło do obiektywu i pokazująca brzuch. Obok niej stała wysoka brunetka która właśnie krzyżowała różdżkę z Peterem uśmiechniętym od ucha do ucha. Lily stała obok Jamesa, który w chwili robienia zdjęcia złapał ją i odchylił do tyłu. Oboje byli tacy roześmiani, szczęśliwi. Na uboczu stał Remus, czytający książkę i rozgladający się naokoło. Na dole oczywiście leżał Syriusz. Nonszalancko odgarniał sobie włosy i puszczał oczko do osoby robiącej zdjęcie. Wydawało się że tam, w ich świecie jest idealnie. Nie było. To było ostatnie zdjęcie na którym byli tak szczęśliwi. Ostatnie chwile sielanki, która zaraz po tym miała się skończyć...
komentarze [18]

Hogwart nie jest już bezpiecznym miejscem >> poniedziałek, 23 lipica 2007 15:46:30
czekoladowe fusy
Szedł samotnie korytarzem. Ręcę miał w kieszeni. Nic go nie obchodziło, nic i nikt. Tylko on się liczył. On i jego potrzeby. Szedł dumnie unosząc głowę. On
tu był kimś. Tu był TYM Syriuszem Blackiem, ale wystarczyło że pojechał z Cooper do jej domu. Tam stracił całą swoją pewność. Zagubił się w tamtym świecie...
Szła korytarzem ze smutną miną. Nie wiedziała dlaczego, ale było jej źle. Chodziła rozkojarzona,przygaszona.W myślach ciągle gościł ON. Choć nienawidziła go
jak psa, to nie mogła wyzbyć się jego z myśli. Nagle stanęła jak wryta. Zobaczyła go. Po tylu miesiącach. Szedł w jej stronę. Poczuła motylki w brzuchu.
Chciała się do niego odezwać, ale on ostentacyjnie odwrócił wzrok. Na sekundę ich spojrzenia spotkały się. Jego- pełne dumy, nie do odgadnięcia, Jej- pełne
pytań i obaw, zlęknione a jednicześnie uparte i nieustępliwe. Minęli się. Oboje mieli nadzieję że to drugie odwróci się i krzyknie. Niestety. Nie stało się
nic takiego. Zatrzymali się po przeciwnych końcach korytarza i odwrócili się w swoją stronę. Patrzył na nią z rozbawieniem i litością, ona na niego ze strachem.
Nie wytrzymała. Krzyknęła:
- Black, nie patrz się tak na mnie!
Uśmiechnął się do siebie i odpowiedział nonszalancko:
- Wybacz Cooper, tak jakoś się zagapiłem
Zrobiła parę kroków w jego stronę
- Na cóż?
- Wiesz, podziwiałem widoki- wyszczerzył się
- Oj Black, ty na zawsze pozostaniesz szowinistyczną świnią, wiesz?- zapytała i odgarnęła sobie włosy z twarzy
- A ty nudziarą- odszczeknął
Zmierzyła go wrokiem
- No tak. Zapomniałam że KAŻDA na Ciebie leci- warknęła
- Ty nie?- złapał ją za nadgarstek
- Hmmm, pomyślmy, nie? Aha, puść moją rękę przerośnięty gorylu- warknęła i wyszarpnęła się mu
- Wredna baba- Syriusz nie zamierzał dać za wygraną
Alice Cooper wiedziała doskonale czemu przez tyle miesięcy było jej źle. Po prostu nie widziała tej obleśnej gęby, nie mogła mu przyłożyć do pieca. To
właśnie tego jej brakowało. I odwrotnie. Syriusz uwielbiał się z nią kłócić. Oboje właśnie wtedy dawali upust swoim emocjom, co uważali za szalenie zabawne.
- Egoistyczny dupek- odcięła się Cooper
Chłoapk odgarnął nonszalancko włosy
- Co ty chcesz udowodnić Alice?- zapytał
- Twój idiotyzm i to że nie każda dziewczyna poleci na twoją obleśną gębę- warknęła
Złapał ją za ramiona i mocno potrząsnął
- Cooper, ostzregam Cię- warknął rozeźlony
Ich twarze dzieliło zaledwie parę centymetrów
- Nic mi nie zrobisz. Nie odważysz się.- powiedziała spokojnie
Puścił ją. Odszedł. Nawet się nie obejrzał. Dziewczynie zrobiło się głupio. Już miała coś powiedzieć, ale... zabrakło odwagi. Nie wiedziała jak z nim normalnie
rozmawiać. Ich znajomość to były właściwie tylko kłótnie, ciągłe przekomarzanie się. A przecież miało być inaczej. Zupełnie inaczej. Gdy zaczynało być dobrze
któreś zawsze to psuło. Nie chciała się przyznać, ale lubiła Syriusza. Był naprawdę fajny. Ale nie potrafiła mu tego powiedzieć. Więc żeby zapomnieć wybrała
ciągłe kłótnie. Tak, to było dobre rozwiązanie. Z czasem to przyjazne uczucie do młodego Blacka ustąpiło nienawiści i pogardzie. Alice cieszyła się że nic
nie czuje do niego. Dzięki temu nie musiała całymi dniami płakać w poduszkę bo on miał inną. A Syriusz? Nie dawał za wygraną. Za wszelką ceną chciał
udowodnić Alice że ta coś do niego czuje. Tylko dla własnej satysfakcji, by się dowartościować. Nic do niej nie czuł. To była jego kolejna szczeniacka
zachcianka.
Z zamyślań ich oboje wyrwał ostry jak brzytwa głos prof. McGonnagall.
- Co wy tu robicie? I co to za wrzaski były na korytarzu?- zapytała rozeźlona
Alice spuściła wzrok.
- No słucham?
Żadne z nich się nie odezwało. Patrzyli na siebie spode łba.
- W takim razie za każde z was minus 20 punktów i szlaban.
Cooper oprzytomniała
- A-ale pani profesor! To jest 20 punktów, za co?
- Panno Cooper proszę się tak do mnie ordynarnie nie odzywać. Nie muszę Tobie wyjaśniać- powiedziała z wyższością
- Pani przesadza- mruknął Syriusz ale nie zdążył dokończyć bo Alice kopnęła go w goleń
- Zamkinij się. Nie musisz dokładać do pieca- syknęła
- Też tak myślę Cooper. A teraz rozejdziecie się. Chcę Was widzieć na śniadaniu przy moim stole, w koncu czeka Was szlaban- nauczycielka odeszła.
Syriusz popatrzył na Alice ze złością. Mruknął tylko ciche: " do jutra Cooper" i zniknał za zakrętem.
*******
- No, to chyba jest gotowy- rzekł triumfalnie kobiecy głos
- Myślisz?- zapytał chłopak
- Nie bądź śmieszny. Wie już wszystko. Może poznać Czarnego Pana- warknęła dziewczyna
- Nie tak szybko- do rozmowy włączył się ktoś jeszcze- Niech udowodni
- J-jak?- zapytał przerażonym, piskliwym głosem chłopak
- Poturbuj trochę Pottera- rzekł męski głos ociekający jadem.
Nastała cisza. Słychać było tylko przyspieszone bicie serca jednego z rozmówców.
- D-dobrze- wyjąkał
- No to załatwione- powiedziała dziewczyna. Nox- zgasiła różdżkę.
Cała grupa wyszła ze schowka na miotły i dołączyła się do uczniów chadzających szkolnym korytarzem, który oświetlał już jedynie lekki blask księżyca. Nie
działo się dobrze. Mroczne czasy zaczęły nadchodzić z niesamowitą szybkością, siejac wokół strach a przede wszystkim.... śmierć....
*****
- Evans, szybciej do cholery! Ile mam na Ciebie czekać?- wrzasnął zdenerwowany czarodziej
- Idę!- odkrzyknęła rudowłosa
Złapała za tacę z piwem i wyszła zza baru. Podała piwo klientom i stanęła naprzeciwko barmana.
- Słuchaj no, Stan. Po pierwsze: Nie wrzeszcz na mnie! Wrzeszczeć to możesz sobie na swoją matkę czy na kogo ci się spodoba. Nie na mnie! Po drugie: Nie jestem Evans! Jestem Lily i jak jeszcze raz powiesz do mnie Evans to obiecuję że miotnę w Ciebie zaklęciem! Po trzecie: Nie rządź mną! Poradzę sobie. Nie jestem małym dzieckiem. - zamilkła
Barman patrzył na nią z nieukrywanym zdziwieniem.
- Nie wiedziałem że jesteś taka ostra.
- Nie powiedziałam na rozmowie wstępniej. Zapomniałam- wystawiła mu język
- Czego?- zapytał Stan bardzo podpitego gościa
- Nie czego, to nieeleganckie. Dwie Ogniste od tej Ognistej- puścił oczko do Rudej
Stan parsknął śmiechem. Rudowłosa pokręciłą głową z dezaprobatą.
- 10 galeonów- rzekł Stan, gdy uspokoił się trochę- No Ognista, zanieś Ognistą- ponaglił Evansównę
Lily szybko zaklimatyzowała się w barze. Już pierwszej nocy została ochrzczona Ognistą i zyskała wielu nowych fanów. Również Stan nie mógł powiedzieć na nią złego słowa. Pracowała tak jak jej przykazał. Czasami wyręczała również jego, z czego był bardzo zadowolony. Nie było jej łatwo, ale wiedziała że musi kupić prezenty na Gwiazdkę, a pieniądze na drzewie nie rosną. Starała się jak umiała. Chciała udowodnić że poradzi sobie nawet bez Stana. Już pierwszej nocy goście baru "Pod Świńskim Łbem" mogli zobaczyć temperament i ostry języczek nowej kelnerki. Z czego więszkość gości bardzo się ucieszyła, ponieważ była jedną z niewielu rozrywek jakie były w tym barze. O w pół do pierwszej do baru wpadła zakapturzona postać. Lily zmieszała się, ale nie dała po sobie tego poznać. Owa postać zrzuciła kaptur
- Black!- krzyknęła Rudowłosa do przyjaciela i pomachała mu reką.
Młodzieniec podszedł do baru dziarstkim krokiem.
- Co ty tu robisz? Miał przyjsć po mnie James- powiedziała uśmiechnięta
Na twarzy Blacka pojawił się skurcz.
- Co?- zapytała podejrzliwie
Odpowiedziała jej cisza.
- Co?- zapytała głośniej
Znów jej nie odpowiedział
- Syriusz, do cholery, o co chodzi?- zapytała lekko poirytowana
- James, leży w szkrzydle- rzekł poważnie
W następnej sekundzie słychać było odgłos tłuczonego szkła
- CO?!
- Uspokój się. Nic mu nie jest. Jest lekko poturbowany, to wszystko. Żyje- uśmiechnął się pocieszająco
- Jak to sie stało?- zapytała
- Właściwie to niewiadomo. Szedł po Ciebie i dostał paroma zaklęcami, a że nie były doskonałej jakości to jest tylko poturbowany- powiedział zgodnie z prawdą Syriusz
- Ślizgoni- zacisnęła pięści
- Nie wiadomo. Lily, tu użyto czarnej magii- powiedział Black
- Stan, mogę...?- zapytała ale barman jej przerwał
- Idź. I tak zaraz zamykam.
Popatrzyła na niego z wdzięcznością. Złapała szybko swój płaszcz i razem z Syriuszem wybiegli z baru. Biegli przez szkolne błonia. Zgrzani wpadli do Skrzydła Szpitalnego. Rudowłosa podbiegła do łóżka. Siedział na nim wysoki siedemnastolatek. Miał obandażowaną głowę i rękę. Okulary były przekręcone a koszula w wielu miejscach rozdarta.
- James...- nie zdążyła dokończyć bo do sali wbiegła zdenerwowana pielęgniarka
- CO TY TU ROBISZ? DAJ MU SPOKÓJ DZIEWCZYNO! OCH, TEN CHŁOPAK NIE MA ANI CHWILI SPOKOJU!- wrzasnęła pielęgniarka
- A-ale...- zaczęła tłumaczyć sie Lilyanne
- Dorothy, zostaw nas samych proszę. Pan Black także- rzekł spokojnym głosem dyrektor szkoły, który przed chwilą wszedł do Skrzydła Szpitalnego
Pieleniarka zrezygnowała z daleszgo kłócenia się i razem z Syriuszem wyszli z sali, tak jak prosił Dumbledore.
- Uznałem że muszę z Wami porozmawiać- rzekł.
Tym razem w jego oczach nie było wesołych ogników, tylko smutek i strach?
- Rozmawiałem już z panem Potterem o tym co się stało, ale nie o tym chciałem z Wami rozmawiać- ciagnął- Słyszeliście podobno że niejaki Lord Voldemort zabija mugoli i niszczy wszytsko co z nimi związane. Zabija czarodziejów z mugolskich rodzin i tych którzy nie chcą przejść na jego stronę. W Proroku napisano tylko o paru takich incydentach, podczas gdy naprawdę było już ich setki. Minister nie chciał denerwować społeczeństwa. Niestety to się nasila. I ze smutkiem stwierdzam że dociera to też do Hogwartu. Chodzi o to, że ty Lily, czy inny uczeń Hogwartu pochodzący z mugolskiej rodziny, możecie być następnymi ofiarami. Żeby do tego nie dopuścić i żeby pokrzyżować plany Voldemortowi założyłam Zakon Feniksa. To grupa wykwalifikowanych czarodziejów, aurorów i tych zywkłych osób, które uważają ża czas wziąć sprawy w swoje ręcę i zacząć działąć, jeżeli chcemy przeżyć te mroczne czasy, które nadzchodzą, i to niestety bardzo szybko.
- Ale jaki to ma związek z nami?- zapytała Lily
- Kiedy mogę przystąpić?- zapytał czarnowłosy chłopak
Lily spojrzała na niego pytającym wzrokiem
- Ty?
- No tak. Ja- odrzekł James
- Ja też przystępuję- rzekła oburzona
- Nigdy w życiu- podniósł głos
Zapomnieli o całym świecie, o tym że obok nich siedzi Dumbledore. Ten uśmiechał się znad swoich okularów-połówek.
- Bo?
- Bo to zbyt niebezpieczne. Nie chcę zeby coś Ci się stało- powiedział głośno
- Ale ja chcę. James, tu chodzi o moich rodziców- rzekła spokojniej
-Ekhem- odrząknął Albus, dając jednocześnie znak młodym że on wciąż jest w tej sali
- Przepraszamy- rzekła Lily
- Nie musicie mnie przepraszać. Mówię Wam to obojgu, bo chcę żebyście oboje w tym uczestniczyli, nie ty czy ona. Razem. Tak James. Razem. Hogwart nie jest już dłuzej bezpiecznym miejscem - dodał widząc minę młodego Pottera- No, na mnie już chyba czas- rzekł i wyszedł z sali, zostawiając ich samych.
- Przepraszam. Nie chciałem tak wyskoczyć. Po prostu nie chcę żeby coś złego Ci się stało- zwrócił się do swojej dziewczyny
- Nie ma tematu- odrzekła machając ręką.
- Jak ja zagram jutro mecz?- zapytał sam siebie
- James, jestem pewna że Turner da Ci coś co od razu postwai Cię na nogi- rzekła z uśmiechem
- Taaaak- rzekł James
Zastanawiał się nad słowami które powiedział Dumbledore: " Hogwart nie jest już bezpiecznym miejscem". To niemożliwe. Przecież był chroniony przez tak trudne do pokonannia zaklęcia. A jednak. Z dnia na dzień było co raz gorzej....
komentarze [11]

Po prostu miłość >> poniedziałek, 16 lipica 2007 21:53:32
czekoladowe fusy
Święta Bożego Narodzenia nadchodziły wielkimi krokami. Wszędzie zapanowała przedświąteczna atmosfera, która, ku uciesze uczniów, ogarnęła również
nauczycieli. Niestety nie wszystkim było do śmiechu. Lily właśnie szykowała się do wyjścia. Szła w sprawie pracy.
- Lily, trzymamy za Ciebie kciuki- powiedziała przejęta Selena
- Dzięki. Na pewno się przyda- powiedziała zdenerwowana zielonooka.
Złapała szybko szalik wiszący na klamce od szafy i wybiegła z pokoju. James już na nią czekał w Pokoju Wspólnym.
- Zdenerwowana?- zapytał zatroskany
- Trochę- wyznała zgodnie z prawdą dziewczyna
Wyszli przez dziurę w portrecie i zaczęli przemierzać wiekowe korytarze zamku. Wyszli przez ogromne machoniowe drzwi. Widok, który ujrzeli zapierał dech
w piersi. Wszędzie było bielusieńko. Drzewa i krzewy usnęły pod powłoką puszystego, białego śniegu. Niebo ,też zdawało się, czuło atmosferę nadchodzących
świąt. Obsypane było milionami jasno świecących gwiazd. Tych dużych i tych zupełnie malutkich, ledwie widocznych gołym okiem. W taki wieczór nawet Zakazany
Las wyglądał mniej strasznie i ponuro niż zazwyczaj.
- Ależ tu pięknie- zachwyciła się rudowłosa
James nie odpowiedział jej. Objął ją mocno swoim ramieniem. Szli przez jakiś czas w milczeniu. W końcu odezwał się:
- Lily, może pojechałabyś ze mną do moich rodziców na Święta?- zapytał
Dziewczyna zatrzymała się. Spojrzała na niego z niedowierzaniem.
- Naprawdę?
- No w zasadzie to tak. Ja wiem że to nasze ostatnie święta tutaj, ale myślę że moi rodzice chcieliby poznać Cię, to co, zgadasz się?- zapytał i nieśmiało
poczochrał sobie włosy
- Pod jednym warunkiem- powiedziała tonem prof. McGonnagall
- No?- powiedział i ciężko westchnął
- Ty pojedziesz do mnie w pierwszy dzień Świąt- rzekła triumfalnie
James uśmiechnął się.
- Pewnie, czemu nie. W końcu muszę poznać rodzinę przyszłej pani Potter- w jego oku pojawiły się niebezpieczne błyski
- Ależ oczywiście. Ale najpierw oświadcz mi się złotko, a potem pogadamy- rzekła niby od niechcenia
Młody Potter przyciągnął dziewczynę do siebie. Stykali się nosami. Czuła jego perfumy. Jej ulubione perfumy.
- A chciałabyś?- zapytał
- Może- powiedziała wymijająco- Ale chodźmy już bo się spóźnimy
Chłopak powędrował za nią z miną zbitego psa.
- Oj no już- powiedziała jak do małego dziecka i pocałowała go z usta
- Nie czuję się dostatecznie usatysfakcjonowany- rzekł teatralnym szeptem
- Ale nie mozna mieć wszystkiego, wiesz?- odpowiedziała rozbawiona miną Rogacza
Dotarli do Hogsmade. Tam juz było czuć Święta. Na głównym placu stała ogromna choinka, pięknie przyozdobiona w złoto i srebro. Obok niej stała grupka wytrwałych
kolędników, których nie odstraszył jeszcze mróz. Na każdej wystawie sklepowej wisiały świąteczne łańcuchy. Na niektórych latały malutkie elfy, sypiąc złotym
pyłkiem na szybę wystawy. Na ławkach siedziały zmęczone mamy, obładowane świątecznymi zakupami i prezentami, obserwowały swoje pociechy, które bawiły się w
dużej zaspie śnieżnobiałego puchu. Doszli do baru "Pod Świńskiem Łbem". Tam natomiast nie wisiało nic. Ani elfów, wesołych napisów czy łańcuchów. Brudne,
zakurzone szyby z niechęcią pokazywały przechodniom wnętrze owego baru. No cóż, niestety ten bar nie cieszył się zbyt dobrą sławą. Rzec można że była to mała
spelunka dla czarodziejów niecierpiących huku i gwaru jaki wiecznie panował w "Trzech Miotłach". James pchnął stare, rozwalające się drzwi i puscił przodem Lily.
Nie była zachwycona, ale nie miała innego wyjścia. Podeszła do baru. Za barem stał wysoki, uśmiechnięty czarodziej.
- Ja w sprawie pracy- powiedziała przyjaźnie
Rozbawiony ta całą sytuacją czarodziej rzekł:
- To kiedy możesz zacząć?
Lily otworzyła szeroko oczy ze zdumienia i spojrzała na Jamesa. Ten tylko wzruszył ramionami.
- Jutro o 19.00?- odpowiedziała pytaniem na pytanie
- Doskonale. Aha i jeszcze jedno. Nie zwracaj na tych pijaków uwagi, oni tak zawsze się wgapiają w Ciebie. Więc. Przechodząc do konkretów. Ja jestem barmanem,
ty będziesz roznosić piwo do stolików. Szef przyjeżdża raz na tydzień, albo i nie. Pracujesz do końca tygodnia i dostajesz 200 galeonów, będzie spory ruch
więc w tym jest premia, no i podwyższył Ci bo jesteś nowa i to na miły początek. Pracujesz od 19.00 do 1.00. wiem że godziny straszne, ale się przyzwyczaisz-
powiedział barman- To do jutra- i puscił jej oczko
Wyszli z baru.
- I co o tym myślisz?- zapytała chłopaka
James podrapał się po brodzie.
- Wiesz, praca wydaje się być w porządku. Nieźle płacą no i ten barman był nawet miły. A szef, myślę że nie będzie taki zły- rzekł po namyśle
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego.
- No dobrze, ale wracajmy juz do zamku, robi się zimno- rzekła
********
Siedział w bibliotece. Na stoliku leżayły opasłe tomy o transmutacji i jedna malutka świeczka, która rozjaśniała mrok. Czekał na nią. Choć nie okazywał tego,
to gdzieś tam, w głębi duszy cieszył się jak małe dziecko. Był niczym kaczka. Na powierzchni wydawał się być spokojny, jednak pod wodą szybciutko przebierał
nóżkami. Cieszył się, że ktoś zwrócił na niego uwagę, że to była ona. Nigdy nie był zakochany, nie wiedział jak to jest kiedy ma się tą druga połówkę. Bardzo
chciał się dowiedzieć, jednak również bał się, że zrobi komuś krzywdę. W końcu był wilkołakiem. Bał się że pewnego dnia zrobi coś komuś. Tak samo bał się
kiedy pierwszy raz pojechał pociągiem do Hogwartu.
- Przepraszm, mogę?- z zamyślań wyrwał go głos Rose
- A tak, pewnie, siadaj- rzekł z uśmiechem na twarzy i skarcił się w duchu o to swoje rozmyślanie
Dziewczyna usiadła. zrzuciła na podłogę torbę pęłną książek i wyjęła z niej różdżkę.
- Rose, powiedz mi z czym masz największe problemy.
Dziewczyna zmieszła się.
- N-n-o tak naprawdę to ze wszystkim. Nienawidzę transmutacji. Nic mi nie wychodzi a McGonnagall wiecznie po mnie jeździ- mruknęła
Remus uśmiechnął się w duchu.
- No to trzeba podejść do tego zupełnie inaczej. Jeżeli masz coś robić to musisz ufać sobie i osobie na której będziesz ćwiczyć- powiedział tonem mola
książkowego
Rose roześmiała się wesoło, aczkolwiek nieco nerwowo.
- Czyli parę pierwszych lekcji to przegadamy?
- Raczej- powiedział- więc Rose, z jakiego jesteś domu? - zapytał i niczym nawiększy macho, rozwalił się na krześle
Rose pokręciła głową, dając do zrozumienia że jest lekko zdegustowana. Chłopak poczochrał sobie włosy, tak samo jak James, i uśmiechnął się zawadiacko.
-Więc?
- Puchonka. 6 klasa. 178 cm chodzącego anty-fanklubu-pottera-i-blacka, coś jeszcze chesz wiedzieć?- zapytała podejrzliwie
- Oj, dużo rzeczy- wystawił język
Dobrze mu się z nią rozmawiało. Chyba dlatego że bardzo przypominała mu Lilkę. Z nią też tak żartował, parodiował innych...
********
Szedł do kuchi. Był głodny. Umierał z głodu. Czyli wszystko tak naprawdę było w normie. Peter wiecznie chodził głodny i wiecznie na coś "polował". A to na
te pyszne bułeczki, innym razem na ten gumowy kisielek. Co by tu więcej powiedzieć? Chyba tylko tyle że Peter to straszny łakomczuch i że akurat teraz zmierzał
do kuchni by chwilę potem wyjść stamtąd obładowany słodkościami, choć była już 20.00. Gdy wreszcie wszedł tam, zamarł. Ktoś stał bowiem za ścianą i szeptał
- Czarny pan szykuje kolejny atak- szepnął męski głos
- Myślisz że nie wiem? Głupia nie jestem. Czuję że znak znów pali- syknęła kobieta
- Bella, nie o to chodzi, wiesz że tym razem będziemy mu potrzebni- głos bardziej stwierdził niz zapytał
- Severusie, nie bądź śmieszny. Doskonale to wiem.
-" Więc to tak. Bella i Smarkerus coś kręcą. Niech no tylko James i Syriusz się dowiedzą"- pomyślał
Chwilę potem nos zaczął go kręcić. Nie mógł się powstrzymać. I......
- APSIK!- kichnął Peter
Dało się słyszeć jak ktoś za ścianą przewala półkę z garnkami. Bella przeklęła głośno i mruknęła:
- Lumos- i zaczęła iść w kierunku Petera.
Przerażony Pettigrew wciągnął ze świstem powietrze i zakrył sobie usta dłonią. Była coraz bliżej....
- Pettigrew?- zapytała zmieszana
Chłopak wydał z siebie pisk. Chwilę potem do Belli dołączył Snape.
- No no no. Pettigrew tutaj? I to całkiem sam? Pięknie- rzekł jadowicie.
- Pięknie- powtórzyła Bellatrix z żądzą mordu w oczach.
Peter głośno przełknął ślinę
- T-t-t-o ja może już pójdę?- zapytał cichutko
- Wiesz, nie sądzę abyś gdzieś się teraz wybierał- powiedziała słodko i puściła oczko do Severusa- Siadaj- i wskazała mu krzesło gdzieś po drugiej stronie
kuchni.
- Nie trzeba- wybąkał zlękniony
- Wierz mi, trzeba- powiedział Severus tonem mrożącym krew w żyłach
- A-ale po co Wam się fatygować. J-ja nic nikomu nie powiem. N-na-nap-napraw-naprawdę nic nikomu nie pisnę ani słówko. Słowo Huncwota- wypiszczał wystraszony
Peter
Zamknął z przerażenia oczy. Słyszał tylko lodowaty śmiech Belli...
*********
Szli pustym, ciemnym korytarzem w stronę Grubej Damy. Z oddali słychać już było jej śmiech.
- Nie przesadzaj. Nie wrzeszczałam wtedy tak bardzo- powiedziała
- Nie, no wcale. Poza tym że mało mi bębenków nie rozsadziło to naprawdę było cicho- wyszczerzył się
- Szczerzuja
- Wiewiórka- James wystawił jej język
Lily popatrzyła na niego jak na małe dziecko i powiedziała maminym głosem:
- Uważaj robaczku bo zaraz możesz nie mieć tego ozorka, i nie będziesz mógł już peplać. Miła perspektywa- powiedziała z wrednym uśmieszkiem na twarzy
Doszli to Grubej Damy. Owa Dama spokojnie drzemała sobie w swojej ramie, do czasu oczywiście, bo James powiedział hasło:
- Augustus musi odejść
- A co to za hasło?- zapytała rozbawiona rudowłosa
- Jedyne w swoim rodzaju- poczochrał włosy- Może byś nas wpuściła?- zwrócił się do Grubej Damy
- Kto to teraz widział żeby młodzież wieczorami szlajała się po zamku. Toć to niedorzeczne- wybuchła
- Ty właśnie widzisz. I byłbym wdzięczny jakbyś zamknęła jadaczkę i nic nie powiedziała Augustusowi bo inaczej będę czyścił kible właśną szczoteczką do zębów-
mruknął
Urażona Gruba Dama otworzyła im przejście. Lily spojrzała na nią przepraszającym wzrokiem i razem z Jamesm przeszła przez dziurę w portrecie. W Pokoju Wspólnym
znów była impreza. Wszędzie walały się puste butelki po Ognistej. Oczywiście jak zawsze, Syriusz stał na stole i coś tam wrzeszczał.
- Dziś to cały Gryffindor tu jest- mruknęła niezadowlona rudowłosa
- Możesz głośniej?- krzyknął James- Za głosno tu przez tą muzykę!
- Mówię że cały Gryffindor tu jest!- odkrzyknęła
- Coś ty, tylko 5, 6 no i nasza klasa- wyszczerzył się i szybko zrzucił z siebie kurtkę i prędko dołączył do młodego Blacka
- O! Patrzcie. Rogaśny przyszedł- wrzasnął na całe gardło Syriusz i zeskoczył ze stołu
Oboje przepchali się przez tłum ludzi i stanęli obok Lily
Syriusz zaczął ją naśladować
- Nudno, nie?- zapytał parodiując ją
- Troszkę- rzuciła od niechcenia rudowłosa i ściągnęła szybko swój płaszcz i rzuciła nim w Syriusza.
Złapała za pierwszą lepszą szklankę wypełnioną po brzegi Ognistą i jednym chaustem ją wypiła. James popatrzył na nią ze zdziwieniem
-Lily...- zaczął niepewnie
- Oj, uczę się od lepszych- powiedziała rozbawiona i usiadła na pierwszej lepszej wolnej kanapie.
Obok niej klapnęli James i Syriusz.
- Od której balujecie?- zapytała Syriusza
- Chyba od 19.00. Martel przyniósł z jakimś tam palantem dwie skrzynki Ognistej. Prawie wszystko już wychlali i co chwilę jakieś dzieciaki latają szmuglować po
buteleczce. Ale ja schowałem 3 pod łóżkiem- powiedział dumnie
- Gdzie Kit i Selena?
- W dormitorium- odrzekł Łapa
Lily przeciągnęła się leniwie.
- O! To moja ulubiona piosenka. Chodź James!- wykrzyknęła rozentuzjazmowana
- Nie chce mi się- ziewnął potężnie
- Oj nie marudź. Ruszaj ten swój tyłek. No, raz raz- krzyknęła Lily i porwała go na parkiet.
Tańczyli tak żywiołowo że tańczące obok pary uciekały w popłochu obawiając się kontuzji. Tego wieczora Lily była rozrywana. Chyba ze sto razy tańczyła z
Syriuszem, Jamesm, Remusem i parę razy z jakimiś małolatami. Nawet Kit i Selena zeszły o 22.00 na imprezę. Jednak po dwóch godzinach przebywania z pijakami i
pół pijakami a także denatami, poszły z powrotem na górę. Koło 2 nad ranem całe towarzystwo poszło spać i została jedynie 4 przyjaciół. Porozwalali się na
kanapach i leżeli.
- Padam- jęknął Remus
Syriusz nie miał siły żeby się odezwać. Zamruczał coś tylko i położył ręcę na twarzy, bo raziło go światło.
- ale fajnie było- rzekł James i zdjął swoje okulary
- No- jęknęła Lily- Chodźmy spać.
- No przecież śpimy- rzekł inteligentnie Remus
- Tak tak. Dobra wstawać denaty moje i ładować dupska do łóżek- Lily wstała z kanapy i zaczęła ich podnosić
- Oj spadaj, ja tu umieram- jęczał młody Black
- Jutro sobie poumierasz. a teraz marsz do łóżek.
- Lily...- jęknął James
- Mowy nie ma. Jazda do łóżek.No już- ponagliła ich rudowłosa
Huncwoci leniwie podnieśli się z kanap i pomaszerowali w stronę dormiturium
- Ekhem. Lily. Nie zapomniałaś o czymś?- zapytał James
Dziewczyna podeszła do niego i pocałowała go w policzek.
- Bleh, ile litrów Ognistej wlałeś w siebie?- zapytała zdegustowana
- Sporo- czknął
-" No ja myślę"- pomyślała i popchnęła go w stronę męskiego dormitorium
Sama natomiast weszła do swojego i padła jak kamień na łóżko.
- "Nigdy więcej Ognistej"- pomyślała i chwilę potem usnęła kamiennym snem
Chwilę potem poczuła że ktoś szarpie ją za ramię
- Lily, Lilka wstawaj!- Kit próbowała ją obudzić
- Dopiero co się położyłam- jęknęła rudowłosa i nakryła się szczelnie kołdrą
- Lily, ale jest 9.00. Nie zdążysz na śniedanie- dodała Selena
Rudowłosa szybko podniosła się z łóżka
- śniadanie mówisz?- zapytała podejrzliwie
- Yhm- przytaknęła Kit
W następnej sekundzie Lily wyskoczyła z łóżka i z marszu powędrowała na śniadanie.
- Lily- zaczęła niepewnie Kit
- Co znowu?- zapytała lekko zdenerwowana rudowłosa
- Nie wiem jakim cudem, ale masz na sobie męską koszulę- powiedziała rozbawiona Selena
Lily odwróciła się w stronę lustra wiszącego na ścianie, tuż obok drzwi. Rezczywiście. Miała na sobie czyjąś koszulę. Ogólnie rzecz biorąc nie wyglądała za
ciekawie. Jej włosy wyglądały tak, jakby przed chwilą strzelił w nie piorun. Pomięta koszula i króciutkie spodenki od piżamy też nie wyglądały lepiej. Szybko
złapała za szczotkę i próbowała rozprawić się z "kłaczkami"... W końcu zeszły na śniadanie. Usiadły na końcu stołu. Przy stole nauczycielskim została tylko
prof. McGonnagall i Dumbledore.
- Albusie, zobacz, znów to samo. Czy oni nigdy nie zejdą na czas?- zapytała zdenerwowana nauczycielka
- Minerwo, nie zejdą z kacem- odrzekł i uśmiechnął się znad swoich okularów-połówek.
- Znowu to samo. Znów impreza. I znów udało im się przeszmuglować alkohol. Albusie, oni są nie do zniesienia!
- Moja kochana, popatrz tylko no. Chociażby na pannę Evans. Zje, za chwilę zaniesie im śniadanie i zrobi wykład na temat picia, taki sam jak ty- Dumbledore
rzekł rozbawiony
- właśnie, Evans, niby taka grzeczna, no zobacz tylko w czym ona zeszła. W koszuli Pottera! I to ma być przykładna uczennica?- warknęła i napiła się soku
dyniowego
- To jest miłość Minerwo- odrzekł uśmiechnięty i puścił oczko rudowłosej
McGonnagall pokręciła głową i zabrała się za swój niedokończony omlet. W tym samym czasie, przy stole Gryfonów:
- Lily, jeja, ile ty możesz zjeść- powiedziała z podziwem Kit
- Zatankuję do pełna. Muszę zanieść chłopakom jakieś śniadanie. Wczoraj leżeli na kanapach i umierali- mruknęła
- Mają w Tobie anioła stróża, wiesz?- powiedziała Selena- Też bym takiego chciała. Zaraz koniec szkoły a ja nie mam nic. Domu, pracy, pieniędzy. Nie wiem jak
to będzie. Boję się- blondynka rozpłakała się
- Seleno, przecież wiesz, że zawsze będziemy Tobie pomagać- starała się ją pocieszyć Kit- prawda Lily?
Dziewczyna jej nie odpowiedziała. Wzrok miała utkwiony gdzieś ponad ich głowami. Zastanawiała się...
- Zamieszkajmy razem! - wykrzyknęła radośnie, a ludzie siedzący obok niej spojrzeli po sobie dziwnie- Wynajmijmy coś- dodała ciszej
- Ja się na to nie piszę. Po zakończeniu roku czeka na mnie mieszkanko na Pokątnej. Sory.- rzekła Kit- Ja idę do Martela- i tyle ją widziały
- Do Martela?- zapytała podejrzliwie Lily
Selena uśmiechnęła się.
- Chodź. Zaniesiemy im śniadanie- Lily wstała od stołu z pełną tacą
Wyszły z Wielkiej Sali i skierowały się ku portretowi Grubej Damy.
- Augustus musi odejść- powiedziała Row
Gruba Dama ostentacyjnie odkręciła głowę. Nie zamierzała ich wpuscić.
- Ekhem- odchrząknęła Lily- Wpuść nas.
- Coś mówiłaś moja droga?- zapytała ją uprzejmie strażniczka Gryffindoru
- Nie. Nie ja. Selena mówiła i masz ją posłuchać. Inaczej każę Cię przewiesić do tego szurniętego rycerza na 7 piętrze. Co ty na to?- zapytała podejrzliwie panna
Evans
Gruba Dama spojrzała z pogardą na Selenę i na jej brzuch i wyszła z ram by wpuscić je do środka. Rozejrzały się po Pokoju Wspólnym. Do tej pory nikt nie raczył
sprzątnąć pustych butelek po Ognistej, milionów papierków i pobitych szklanek.
- Chłoszczyść- mruknęła Selena i w jednej chwili zniknał cały bałagan
- Nieźle- rzekła rudowłosa
- Wiesz. Machoń. 11 cali. Ma w sobie to coś- wyszczerzyła się Row
Pchnęła drzwi od męskiego dormitorium. Zaśmiała się cicho. Weszły do pokoju. Lily postawiła tacę na stoliku i z hukiem przestawiła go na środek. Żaden z nich
nawet nie drgnął. Popatrzyły na siebie i zaśmiały się.
- Oni zawsze tak?- zapytała z podziwem Selena
- Zawsze tankują do pełna- powiedziała z palcem uniesionym w górę
- Co zawsze tankujemy do pełna?- zapytał zaspany Syriusz
- Procenty Misiaczku- rzekła Lily
- Misiaczku? Czy od wczorajszej nocy coś zmieniło się między nami?- James próbował stłumić potężne ziewnięcie, ale mu nie wyszło
Selena zaśmiała się.
- Row. Ciszej do diabła. Wiesz jak wszytsko huczy?- zapytał z wyrzutem Remus spod kołdry
Row usiadła w wielkim fotelu który stał obok szafy i przygądała się poczynaniom Lily.
- Wstawać. Natychmiast!- krzyknęła Lily
- Lily, ja Cię kocham, ale... NIE DRZYJ SIĘ!- zawył James
- Nie to nie. Śniadanie zjem sama- mruknęła pod nosem.
Jak na komendę czterej Huncwoci poderwali się z łóżek i podbiegli do stolika.
- Mówiłem że Cię kocham?- zapytał James
- No coś tam kiedyś chyba wspomniałeś- wystawiła mu język.- A teraz wystawiać łapki to coś wam dam- rzekła z tajemniczym wyrazem twarzy
Każdemu z nich dała zieloną pigułkę. Chłopcy spojrzeli po sobie
- Lilcia, my nie potrzebujemy viagry- zarechotał Black
- To jest na kaca debilku. Tamte są niebieskie- wyszczerzyła się.
Huncwoci mieli miny jakby już teraz było Boże Narodzenie. Szybko połknęli pigułki i zasiedli do śniadania. Lily natomiast usiadła na oparciu fotela, na
którym siedziała Selena.
- Jesteff koffana- powiedział Remus z pełną "gębą"
- Yhm. Tylko nie pluj na około jedzeniem- powiedziała rozbawiona Sel
****** Pół godziny później
- Lily, co byśmy bez ciebie zrobili?- zapytał Black i rozwalił się na podłodze
- Nie wzielibyście tabletek z viagrą- powiedziała z poważną miną
- Ha ha. Ha ha. Ale śmieszne.
- Stary, nie wiedziałem że viagra Ci w tym wieku potrzebna- zarechotał Remus
- Ej, już. Bo mi się pokłócicie o tą viagrę. Mam całe opakowanie. Dla wszytskich starczy- Lily przerwała im- A tak poza tym. Dawajcie mojego Proroka
- Po co ci?- zapytał Potter
- Bo szukamy mieszkania z Seleną- odpowiedziała mu
James z Syriuszem spojrzeli po sobie.
- Y-y-y- no własnie, co do mieszkania- zaczął Syriusz
- No co?
- My chcieliśmy, znaczy ja chciałem. No wszyscy chcieli ale ja najbardziej...- James nie mógł z siebie tego wydusić
- Ja powiem. - rzekł Remus- Chcemy żebyście z nami zamieszkały po końcu roku- wypalił
- Ale mamy mieszkanie?- zapytała Selena
- Mamy. Odziedziczyłem mały domek po wuju. Zmieścimy się w siódemkę- rzekł Syriusz
- Szóstkę. Kit ma swoje mieszkanie na Pokątnej- dodała Selena
- No to jeszcze lepiej- wtrącił Peter
Lily zamyśliła się. Co powiedzą jej rodzice? A jak się nie zgodzą? Nie wiedziała co ma zrobić. Jej obawy chyba wyczuł James bo objął ją ramieniem i szepnął
do ucha:
- Jak Cię nie zechcą puścić to uciekniemy.
- Oho! Znów zaczynają. Ewakuacja- ryknał Syriusz
- O nie mój drogi. Niech oni wyniosą się do naszego dormitorium- rzekła Selena- A wy musicie mi pomóc wybrać imię dla malucha- wskazała głową na resztę
Huncwotów.
Wypchnęła ich za drzwi i zamknęła.
- No to chyba rzeczywiście nie mamy wyjścia. Idziemy do mnie- powiedziała i pociągnęła go za rękę do damskiego dormitorium.
Weszli. Zakmnęła cicho drzwi. Odwróciła się i popatrzyła z rozbawieniem na swojego chłopaka.
- James, złaź z mojego łóżka.
Młody Potter rozłożył się na łóżku swojej dziewczyny i ani myślał z niego zejść.
- Chodź do mnie- rzekł wyzywająco
- Śnisz- powiedziała i wystawiła mu język.
- O Tobie? Pewnie, w dzień i w nocy. Zawsze. Non stop. Nie przestaję- poczochrał sobie włosy
Usiadła obok Niego.
- Czemu ja?- zapytała jego
Zamyślił się.
- Nie wiem. Od początku było w Tobie coś co nie dawało mi spokoju. Kiedy wpadłaś na mnie w trzeciej klasie, ja już Cię doskonale znałem. Z opowiadań Syriusza,
Remusa i Kit. Ty też mnie już znałaś. Od pierwszej klasy zawsze próbowałem się z tobą umówić, ale to było dla żartów. Ale w trzeciej klasie coś się zmieniło.
Ja naprawdę chciałem się z tobą umówić. Bo byłaś inna niż te wszystkie dziewczyny. Ty byłaś po prostu sobą.
- To takie śmieszne. Przed wakacjami darłam się na Ciebie, a ty na mnie, a teraz proszę. Siedzisz obok mnie, w moim dormitorium i jesteś moim chłopakiem-
uśmiechnęła się
Zdjął swoje okulary i położył na szafce nocnej.
- Kocham Cię- rzekł poważnie
Nie wiedziała co ma odpowiedzieć. Otwierała i zamykała usta niczym ryba wyjęta z wody. Była zszokowana a jednocześnie niesamowicie szczęśliwa. Tak szczęśliwa
że nie potrafiła wydusić z siebie słowa. Nie powiedział tego tak jak zawsze. Z uśmiechem na twarzy. Nie poczochrał sobie potem włosów. Siedział nieruchomo,
wpatrywał się w nią. Wiedziała że to co powiedział było najczystszą prawdą. Przytuliła sie do niego.
- Ja Ciebie też James. Ja Ciebie też- powiedziała
Wiedziała że to, co będzie przed nią będzie wspaniałe. Bo miała przy sobie Jego. Bo nareszcie, po tylu latach, panna Lilyanne Evans miała przy sobie Jamesa
Pottera....
komentarze [3]

Powroty >> wtorek, 10 lipica 2007 16:01:24
czekoladowe fusy
Siedzieli obok siebie milcząc. Nie mieli wspólnych tematów. A on nie chciał sie jej narzucać. Nie potrzebował jej litosci.
Tak samo jak nie potrzebował już Huncwotów. Powoli rozumiał że był tylko piątym kołem u wozu, że był niechciany. Nienawidził siebie
za to. Nie potrafił być asertywny. Choć raz powiedzieć co czuje, dlaczego jest tak a nie inaczej. Dziwił się sobie. I dziwił sie jej.
Ona była taka spokojna. Ją nic nie obchodziło. Chodziła ze sławnym Jamesem Potterem, nigdy nie była w jego cieniu. Ale on im jeszcze pokaże.
Jeszcze im udowodni że się mylili i pewnego dnia słono za to zapłacą. Poprzysiągł sobie zemstę na nich. Nie spodziewał się że taka okazja nadarzy się
w bardzo szybkim czasie...
********
Jej zielone oczy utkwione były w ściane po drugiej stronie pokoju.Bała się. Czuła, że tej nocy coś się wydarzy.Siedziała jak na szpilkach. Non stop
targała niesforne rude kosmyki. W końcu nie wytrzymała. Złapała pierwszą lepszą kurtkę i wyszła z pokoju rzucając na odchodne:
-Idę po nich.
Pędem wybiegła z Pokoju Wspólnego i niezauważona prześliznęła się po szkolnych korytarzach, oświetlonych tylko blaskiem księżyca.Gdy dotarła na szkolne
błonia, zamarła. To, co zobaczyła było nie do opisania. Od strony Zakazanego Lasu, w jej kierunku, zmierzały trzy postacie. Gdy Lily przyjżała się im z
bliska "
- Co się stało?- zapytała przerażona
- Lily, co ty tu do cholery robisz?- syknął Syriusz
-Lily, lepiej będzie jak pójdziesz do zamku- rzekł James
- Ale co tu się stało?- zapytała ponownie
- Evans do cholery jasnej! Wynoś się stąd!- wrzasnął młody Black
Rudowłosa spojrzała na niego gniewnie i odeszła.
- Syriusz, nie musiałeś tak ostro - zaczął James
- Musiałem. Tu jej wszystko opowiesz? Żeby użądziła dziką histerię? Oj, daj już spokój. Lepiej odstawmy Luńka do szpitala bo nieciekawie wygląda po
dzisiejszej pełni.
Gdy "odstawili" Remusa do Skrzydła Szpitalnego poszli do swojego dormitorium. Ona już na nich czekała. Z ciepła wodą w misce, plastrami. Siedziała na
podłodze i wpatrywała się w nich.
- Liluś, co ty tutaj robisz? Jest druga w nocy- powiedział James
Zdegustowany Syriusz wzniósł oczy ku sufitowi. Lily zezłościła się.
- Po pierwsze. Nie Liluś. Po drugie. Jesteście poobdzierani, zakrwawieni i poobijani. Bóg wie co jeszcze. Siadać mi tu natychmiast i nie marudzić.- tu
spojrzała wymownie na Syriusza.
Młody Black usiadł obok niej.
- No, to ściągaj tą koszulę
- Chyba zwariowałaś- zaperzył się Syriusz
- Och no nie bądź baba. Myślisz że nie widziałam Cię bez koszuli?- warknęła- Ściagaj to!
- Nie!
- Już- krzyknęła rudowłosa
- No dobra dobra pani doktor. Już - powiedział z wymuszonym uśmiechem
- To ja idę do kuchni coś zjeść. Umieram z głodu- powiedział James i zniknął za drzwiami
Zdjął koszulę. Cały jego tors był w głębokich zadrapaniach. Równiez na twarzy miał głebokie rozcięcie.Dziewczyna zamoczyła kawałek gazy w wodzie i przyłozyła
do rany na klatce piersiowej. Spojrzał jej w oczy. Były takie zielone. Żałował że nie może być z nią.Tak bardzo żałował. Żałował do końca swoich dni. Kiedy
siadaliśmy razem nie potrafił powstrzymać łez. Łez bezsilności i rozpaczy. Myślę że tam, wtedy w Ministerstwie Magii, gdy miał przed oczyma śmierć, wierzył
że znów ich zobaczy...
- To boli- syknął
- No brawo. Ale odkrywczy jesteś- warknęła
- Nie musisz być taka wredna - powiedział spokojnie
- A ty nie musisz mi non stop udowadniac jaka to ja jestem głupia, nie musisz traktowac mnie jak dziecko. Nie musisz się wgapiać w mój dekolt- warknęła
Odwrócił wzrok. Po raz kolejny syknął z bólu.
- Czy ty naprawdę nie masz wyczucia czy robisz to specjalnie?- zapytał z wyrzutem
- Jedno i drugie- odwarknęła mu
- Czy ty nigdy nie będziesz milsza?
- Nie będe dopóki będziesz się tak zachowywał- powiedziała spokojnie- No. Gotowe histeryku. Jeszcze tylko to na policzku.
Dotknęła dłonią jego policzka. Syknął cicho. Złapał ją za rękę.
- Lily.... - zaczął
- Oj daj spokój. Odkąd jestem z James non stop się żremy. Mam już tego dość, a-a poza tym.... nie chcę zmarnować naszej przyjaźni- dodała po namyśle- Dlatego
powinniśmy od siebie odpozcąć.
- Co? - zapytał z niedowierzaniem
- N-n-o tak- rzekła i odłożyła gazę na bok- jak jesteśmy razem to niewiele brakuje żebyśmy się pozabijali. To nie ma sensu. Zrozum to wreszcie. Myślisz
że nie wiem o co ci chodzi? Nie jestem małym dzieckiem Syriuszu. Wiem że jesteś zły, bo jestem z Jamesem i ty już nie bedziesz miał nad nim tej przewagi
bo sie ze mną świetnie dogadywałeś- powiedziała na jednym wydechu.
Młody Black spojrzał na nia z politowaniem.
- Co? Nie o to ci chodzi?- zapytała
- Lily.... przygniatasz mi nogę która jakoby trochę mnie boli - i uśmiechnął się
- Y-y-y-y-y co proszę?
- Siedzisz mi na nodze
Lily szybko zeszła z jego nogi i zaczęła sie śmiać. Przez jakiś czas Syriusz patrzył na nią z politowaniem, jednak wkrótce do niej dołączył.Siedzieli tak
oboje i śmiali sie do rozpuku.
- Chodź tu do mnie ty moja myślicielko- powiedział i przytulił do siebie rudowłosą
- Wiesz, byłeś taki przyjemny jak papier ścierny- rzekła i wystawiła mu język
- No tak to nie bedziemy się bawić- krzyknął z udawaną złością Black
- Ciiiicho. Jest trzecia w nocy. Peter śpi. I reszta zamku też, tak na marginesie- złajała go
Uśmiechnął się pod nosem. W tej samej chwili wrócił James, obładowany jedzeniem. Rzucił je na łóżko i klapnął na podłogę obok nich
- Się obżarłem- powiedział
Lily uśmiechnęła się pod nosem.
- Kiedy jest mecz Quidticha? - zapytała
- W sobotę. A my nic nie potrafimy. Zero. Nic. Totalna porażka. Nic nam nie wychodzi- powiedziała załamany młody Potter i potargał włosy.
- Mówiłem Ci. Daj mi zagrać jako pałkarz. Zamień mnie z Martelem
- Już o tym rozmawialiśmy. Mowy nie ma. On nawet piłki do rąk nie złapie. Nie. Nie zgadzam się. A poza tym to ja jestem kapitenem i to ja decyduje o
ewentualnych zmianach w układzie- James uniósł się
- Przecież nikt nie kwestionuje tego że jesteś kapitanem. Syriusz stara Ci się pomóc- warknęła wściekła Lily
- Nie potrzebuję niczyjej pomocy- burknął spode łba
- Hej, hej. Spokojnie. Nie awanturujcie się przeze mnie- rzekł syriusz starając się załagodzić sytuację
Była zdenerwowana. Zła. Wściekła. Roztrzęsiona. Wkurzona.
- Do kurwy nędzy, czemu jesteś takim pieprzonym egoistą?- zapytała zdenerwowana
Syriusz z świstem wciągnął powietrze. James spojrzał na nią morderczym wzrokiem i podniósł się z podłogi.
- Chora jesteś?- zapytał
Lily również wstała. Mierzyli się nienawistnym wzrokiem. W końcu James powiedział coś, co dorpowadziło ją do furii.
- Po co my tak w ogóle razem jesteśmy?- zapytał wnerwiony
Syriusz otworzył usta ze zdziwienia. Lily nerwowo zamrugała oczami.
- Słucham?- zapytała- Ty chamie walony. Mnie się pytasz? To ty do jasnej cholery latasz za mną od 7 lat! Ale wiesz, skoro ja Ci nie odpowiadam to
rzeczywiście, nie ma sensu być razem. Ty- ty padalcu jeden. Żebyś zdechł palancie!- wrzasnęła i podeszła do półki na której stał duży zielony wazon.
Złapała go i z całej siły rzuciła nim w Jamesa. Wydała z siebie dziki wrzask i wyszła z pokoju trzaskając drzwiami. Szybkim krokiem weszła do swojego
dormitorium. Zatrzasnęła drzwi i z hukiem rzuciła się na swoje łóżko. Spojrzała na swoją szafkę nocną. Leżała na niej zakurzona, stara ksiązka z napisem:
"Quidtich dla zielonych". Złapała ją i ze złości rzuciła nią o ścianę.
- Pogięło Cię? Jest trzecia w nocy.- powiedziała zaspana Selena
- Nie. Tą szumowinę pogięło- warknęła i przekręciła się na drugi bok.
**************
Grudniowe słońce wdzierało się do damskiego dormitorium, oświetlając twarz jednej z nich. Kit nieśmiało otworzyła oczy. Z wielkim wysiłkiem podniosła się.
Przetarła zaspane oczy i rozejrzała się dookoła.
- Powiesz nam teraz o co chodziło wczoraj?- zapyatła
Lily spojrzała na nią spode łba.
- Nic
- Tak. Oczywiście. A tą książką wczoraj trenowałaś rzuty, no nie?- powiedziała z ironią Kit
- Kit, daj jej spokój. Nie widzisz że pokłóciła się z Jamesem?- zapytała Selena
- O co tym razem?- zapytała zdegustowana czarnowłosa
- Zerwaliśmy ze sobą- powiedziała dumnie Lily i wstała z łóżka.
Wzięła swoje ubranie z szafy i weszła do łazienki.
- O co ci chodzi?- zapytała Selena
- Oj, oni non stop albo się żrą albo całują, to jest straszne.- rzekła niby od niechcenia
Dziewczyna spojrzała na nią z politowaniem.
- Syndrom singla cię dopadł?- zapytała rozbawiona
- Pewnie- rzekła Kit i wyszczerzyła się
W tej samej chwili z łazienki wyszła Lily.
- A co wam tak wesoło?- zapytała, ścieląc swoje łóżko
- Bo Kit dopadł syndrom singla- powiedziała Sel z grobową miną
Lily spojrzała na nie jak na małe dzieci.
- Ale jak się z tym czujecie? Opowiedzcie wszystko- wyszczerzyła się
BUM!
Rudowłosa została ugodzona poduszką. Szybko złapała za klamkę i na odchodne rzuciła:
- Lecę do Remusa- i uciekła przed kolejną poduszką
***** W tym samym czasie w męskim dormitorium
- Ja jestem macho, mi kobiety nie wybaczą, niech płaczą, jestem macho!
- Zamknij się ty wyjcu!- wrzasnął James i uderzył pięścią w drzwi łazienki
- Ale muzyka to moje życie- krzyknął uradowany Syriusz
- To długo nie pożyjesz stary- odkrzyknął młody Potter
Uśmiechnął się pod nosem i podeszedł do lustra. Poczochrał sobie mokre włosy i poprawił okulary. Wyciągnął koszulę ze spodni i zawiesił sobie krawat na szyi
- Nie stroj się. I tak się do Ciebie nie odezwie- powiedział Syriusz, który dopiero co wyszedł z łazienki
- No co ty nie powiesz
- Dobra, dajmy sobie spokój bo zaraz będziemy się kłócić. Lepiej obudźmy Petera- powiedział Syriusz z huncwockim błyskiem w oku
******* Skrzydło Szpitalne
Powoli owtorzyła cieżkie, machoniowe drzwi i weszła do białej sali pełnej łóżek. Wzrokiem odszukała przyjaciela i podeszła do jego łóżka
- Cześć Remusie- rzekła przyjaźnie i usiadła na krześle które stało obok jego łóżka
- Witaj Lily
- Jak się czujesz?- zapytała
Remus spojrzał na nią z rozbawieniem
- A jak można się czuc po pełni. Trochę poobijany, skręcona ręka, ale tak wszystko w porządku. Podobno wczoraj dałem trochę Jamesowi i Syriuszowi do pieca-
uśmiechnął się
- Oj dałeś, wierz mi. Szczególnie Syriuszowi. Wiesz, należało mu się- uśmiechnęła się znacząco
- Nie pytam o Jamesa bo widzę że się z nim pokłóciłaś
- No to nie pytaj. Kiedy wychodzisz?
- Podobno dziś po obiedzie- powiedział po namyśle
Lily spochmurniała
- A co?- zapytał
- No bo dzisiaj idę w sprawie tej pracy w Świńskim. Myślałam że ze mna pójdziesz- rzekła
- Pójdziesz z Syriuszem, a wieczorem siądziemy przed kominkiem i wszystko mi opowiesz. A teraz leć na śniadanie bo nie zdążysz.
Poszła. Nie czekając na przyjaciół, weszła do sali i samotnie usiadła na końcu stołu, by tam w spokoju i ciszy zjeść śniadanie. Siedziała tam przez dłuższą
chwilę. Jednak i tu nie zabawiła zbyt długo. Niedługo potem wyszła i skierowała się w stronę klasy od transmutacji, gdzie zaczynała się pierwsza lekcja.
Usiadła na podłodze i wyjęła tą samą książkę, którą rzuciła w nocy o ścianę. Uśmiechneła się pod nosem i otworzyła ją na zakładce. Zaczęła czytać.
Jednak ktoś jej szybko przerwał.
- Lily?- zapytała uprzejmie dziewczyna
- Tak- odpowiedziała rudowłosa
- Nie wiesz może gdzie jest Remus?- zapytała owa dziewczyna
- Wiesz, pojechał do ciotki, ale po obiedzie już będzie. Jak chcesz to mogę mu coś przekazać- rzekła z uśmiechem na twarzy
Dziewczyna zmieszała się lekko. Po chwili jej policzki zaróżowiły się i powiedziała:
- No cóż, dziękuje Ci bardzo- i odeszła w stronę Wielkiej Sali
Lily uniosła brwi ze zdziwienia i pomyślała:
-"No no no. Widzę że i Remus ma swój mały fanklub"- i powróciła do przerwanej lektury
20 minut póżniej przed klasą zaczęła już zbierać się grupka uczniów. Wśród nich pojawiły się dziewczyny z Huncwotami.
- Czemu na nas nie zaczekałaś?- zapytała z wyrzutem Kit
Lily uśmiechnęła się tajemniczo.
- Nieładnie nas tak zostawiać- zagadnął James
Lily spojrzała na niego.
- Oj tam. Jakos przeżyjesz, nie?- zapytała rozbawiona
Nie widziała sensu by dalej się kłócić. A skoro on zaczął już normalnie rozmawiać to tym razem może mu podarować. Nie lubiła gdy się obrażał. Długo trwało potem
by z powrotem wrócił do normalności. Doskonale wiedziała że był uparty jak osioł...
- Zapraszam wszytskich do klasy- jej srogi głos dobiegł Lily znienacka
Prof. McGonnagall stała przed klasą i czekała aż jej uczniowie przestaną gadac i śmiać się. Zmrużyła oczy i srogim wzrokiem omiotła brzuch Seleny, który
bądź co bądź stawał się już dość widoczny.
- Jak wszyscy przestali juz się wydurniać, zapraszam do klasy- rzekła sucho
Lekcje prowadzone przez prof. McGonnagall nie należały do najprzyjemniejszych. Na nich trzeba było wyjątkowo się skupić oraz być czujnym, bo nigdy nikt nie
wiedział kiedy podejdzie do niego i będzie krytykować jego pracę. Jako opiekunka domu tez nie była o wiele lepsza. Miała żelazne zasady, które musieli
przestrzegać jej wychowankowie. Oczywiście nie wszyscy, bo z ucywilizowaniem Huncwotów już dawno dała sobie spokój. Lekcja dłużyła się im niemiłosiernie. W
końcu usłyszeli tak długo oczekiwane słowa:
- Dwie stopy wypracowania na temat transmutacji ssaków. Na jutro.- rzekła sucho i wyszła z klasy
Uczniowe z pośpiechem wyszli z klasy.
- Lily...- zaczął Syriusz i puścił rudowłosej oczko.
- Pewnie- rzekła uśmiechnięta- to spotkamy się na lekcji- mruknęła i poszła z Syriuszem
James spojrzał na nich dziwnym wzrokiem.
- Ma rację. spotkamy się na lekcji- i poszedł za nimi
Byli na 7 piętrze. Odnaleźli swój parapet i usiedli na nim. Młody Black wyciagnął z kieszeni spodni małą, zgniecioną paczuszkę
- Już bardziej zgnieść się nie dało?- zapytała rozbawiona
- No chyba nie- wyszczerzył się.
Dziewczyna wyjęła z paczki papierosa i różdżką zapaliła go
- Nareszcie- powiedziała z błogim uśmiechem na twarzy
- Ty palaczko- rzekł z udawaną złością
- Odezwał się alkoholik- odparowała mu
Siedzieli tak oboje i palili papierosy, rozmawiając. Nagle zza zakrętu wyszedł James. Lily zakrztusiła się i schowała za ramieniem Blacka.
- No wiesz co? Iść palić bez przyjaciela?- zapytał z udawaną złością James
- Aj tak jakoś wyszło. Wiesz, poszedłem z taką laską, wybacz- powiedział z powazną miną Łapa
- Dobra. Dajcie sobie siana. Przyłapałeś mnie, zadowolony?- zapytała Jamesa Lily
- Ja przyszedłem palić, złotko- poczochrał sobie włosy
Lily popatrzyła na niego z uśmiechem na twarzy. Był taki przystojny. Jego kruczoczarne włosy były wiecznie poczochrane,a spod okularów patrzyły na nią bystre
, orzechowe oczy. Był umieśniony. Było to widać nawet kiedy miał na sobie koszulę. Tak samo jak syriusz.
- Czemu patrzysz się tak na mnie jakbyś za chwilę miała się na mnie rzucić?- zapytał James i puścił oczko do przyjaciela tak dyskretnie, że nawet bystre oko
Lily nie zdołało tego wyłapać
- Bo może sie rzucę- rzekła tajemniczo.
Zeskoczyła z parapetu i zgasiła papierosa. Podeszła do młodego Pottera i złapała go za krawat
- To my przyjdziemy później- powiedziała poważnym tonem i zaczęła ciagnąć Jamesa za krawat
- I jak tu jej nie kochać?- zapytał przyjaciela teatralnym szeptem
Szli w milczeniu przez dłuższą chwilę. W końcu James przystanął.
- Co?- zapytała zdezorientowana dziewczyna
- Co to było?- zapytał z rozbawiona miną
Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem i pusciła jego krawat.
- Wiesz, inaczej bym Cię od niego nie odwlekła. A chciałam z Tobą porozmawiać.
Uśmiechnął się do niej. Była dla niego cudem, całym światem. Gdyby coś jej się stało, lub odeszła, nigdy by sobie tego nie wybaczył. Kochał ją nad wszystko.
Kochał ją za te zielone oczy, charakter, nieziemską urodę, była dla niego najdroższym skarbem. choć czasami nie potrafił tego pokazać. To było widać, że ta
dwójka ma się ku sobie. Oni byli sobie przeznaczeni...
Złapał ją za podbródek. Patrzył w jej zielone oczy, upajał się jej zapachem, widokiem. Pocałował ją lekko. Oddała pocałunek. Chwilę potem czuła że jego silne
ramiona oplatają jej talię. To była dojrzała miłość. Im obojgu nie chodziło o to poprzytulać się i całować gdzie popadnie. Nie chodziło im też o ten pierwszy
raz. Po prostu chcieli być ze soba, chcieli spedzać ze sobą swój wolny czas. Każdą sekundę poświęcać tej ukochanej osobie. Być na każde zawołanie, pomagać.
Oboje wiedzieli że chca czegoś więcej niż być razem...
Szła korytarzem, szukając go zwrokiem. Gdy ujrzała go podeszła pośpiesznie.
- Cześć Remus- powiedziała wesoło
Grupka osób która stała z nim uśmiechnęła się znacząco i wypchnęła Remusa tuż obok owej dziewczyny.
- Witaj Rose- powiedział ze stoickim spokojem
Dziewczyna nerwowo spojrzała na grupkę osób za Lupinem i oblała się szkarłatnym rumieńcem.
- Słyszałam że jesteś dobry z transmutacji- bąknęła
Remus uśmiechnął się w duchu. Cieszył się że będzie miał możliwość dłużej porozmawiać z Rose.
- No można to tak powiedzieć- ujął
- Pomógłbyś mi?- zapytała szybko
- Jasne. Dziś o 20.00 w bibliotece. Pasuje Ci?- zapytał uprzejmie
- Pewnie- odrzekłą uradowana dziewczyna.
Bąknęłą tylko ciche "pa" i zaczęłą biec korytarzem przed siebie, pełna radości.
Marzenia. Czym że one są? Motorem naszego życia? Ukrytymi pragieniami? Najskrytszymi sekretami? Czy może chwilowymi zachciankami? Każde z nich miało swoje marzenia.
Selena, by żyć w spokoju, zdala od ojca, by znależć tego księcia z bajki, Kit, by przeżyć niesamowitą przygodę, Syriusz, o dużej Ognistej Whisky, Remus,
by kolejna pełnia nie była tak straszna, Peter, by wreszcie zostać zauważonym i docenionym, Lily i James, by już na zawsze być razem. Moim marzeniem jest to,
by oni wrócili. Choć są tylko w mojej pamięci, nie potrafię bez nich żyć. Chcę wiedzieć ze pewnego dnia spotkam się z nimi, tam na górze, i będzie tak jak
kiedyś. Że nie będzie Voldemorta, zła, że to wszytsko to był tylko sen, z którego zaraz się obudzę. Niestety. Nie mogę się z niego obudzić od tylu lat. więc
chyba to nie jest sen.... to ta pieprzona rzeczywistość..............
komentarze [11]

... >> sobota, 23 czerwca 2007 16:01:34
czekoladowe fusy
...

komentarze [0]

"Czy jestem od nich gorszy?" >> wtorek, 29 maja 2007 19:42:16
czekoladowe fusy
Przepraszam ze notka taka krótka, lae nie mam czasu, no wiecie, koniec roku... nauka. W weekend dalsza część. Pozdrawiam i dziękuje za komentarze.

Tak to już w życiu bywa, że coś się kończy, a coś zaczyna. Ale my, zwykli ludzie, nie mamy na to wielkiego wpływu. Nie potrafimy zatrzymać śmierci. Tak naprawdę wielu rzeczy nie potrafimy. Nie potrafimy przyznać się do swoich błędów. Do tego że źle postąpiło się wobec swoich najbliższych osób, krzywdząc je dotkliwie. Nie potrafimy przyznać się przed samymi sobą, a co gorsze, przed innymi, że mamy problem z którego nie potrafimy wyjść. Nie potrafimy przyznać się do swoich uczuć, boimy sie odrzucenia. Boimy się być sobą, bo nie chcemy być wyśmiani. Więc jacy jesteśmy? Czy na pewno jesteśmy sobą? Zastanawiamy się czy wcześniej nikomu nic złego nie zrobiliśmy. Zastanawiamy się czy ktokolwiek z nas może powiedzieć że na czyste sumienie. Zastanawiamy się czy to co robimy ma jakikolwiek sens. Myślę że to, co robię ja, ma jakikolwiek sens. Myślę, że może ktoś zastanowi się i pomyśli nad swoim życiem choć przez chwilę. Nie pozwólmy by jakakolwiek sekunda z naszego życia nam umknęła. Tak jak umykały mi. Ja stałam w miejscu i nie wierzyłam że tych ludzi, moich najbliższych przyjaciół już nie ma. Do dziś w to nie wierzę...
**
Lekkie promyki słońca wpadały przez okno do damskiego dormitorium, oświetlając twarze lokatorek. Jedna z nich już od dawna nie spała. Stała przy oknie i wyglądała na szkolne błonia, które powoli były pokrywane białym, zimnym puchem. Miała na sobie czarny szlafrok a jej rude włosy były niedbale związane w kucyk. Uśmiechnęła się do siebie w duchu. Kochała zimę. Ten biały śnieg, Boże Narodzenie. Uważała że w tej porze roku było cos niesamowitego, magicznego i tajemniczego. Uwielbiała dawać innym prezenty. Nagle przestała sie uśmiechać i radość ustąpiła smutkowi. W tym roku nic nikomu nie da. Nie miała juz pieniędzy. A prosić o nie Dumbledora? Nie. Nigdy w życiu. Powiedzmy sobie szczerze. Jak na czarownicę, Lily była biedna. Na większość rzeczy nie było ją stać. Ale tak bardzo chciała coś im podarować. Odeszła od okna i skierowała się w stronę łazienki. Jej wzrok przykuł wczorajszy Prorok Codzienny.
-” A może...”- pomyślała i wzięła do ręki gazetę
Usiadła po turecku na podłodze i zaczęła wertować strony w poszukiwaniu rubryki ”praca”. Jeździła palcem z jednej strony na drugą, gdy w końcu...
Tak!- krzyknęła uradowana, ale szybko zakryła sobie usta dłonią.
Spojrzała na śpiące lokatorki i jakby czekała na to że za chwilę się obudzą. Jednak się nie obudziły. Szybko więc pozbierała gazetę i wybiegła z pokoju. Wbiegła po schodach do męskiego dormitorium i zaczęła walić w drzwi.
Otwórzcie mi!- nikt nie odpowiadał- OTWIERAĆ!
Wtedy usłyszała że ktoś podszedł do drzwi, zgrzyt zamka i zza drzwi ukazała się głowa Perfekta Naczelnego
Czego?- zapytał przeciągając się leniwie
Dzięki- powiedziała Lily i wepchnęła się do pokoju
Evans! Evans wracaj. Szlaban!- krzyczał chłopak, ale ona nie słyszała go.
Biegła pędem przez korytarz. Zatrzymała się na końcu i zaczęła walić pięścią w mahoniowe drzwi. Odsunęła się i w następnej sekundzie, drzwi otworzyły się z hukiem. W drzwiach stał zaspany Syriusz mając na sobie jedynie czarne bokserki.
Ja muszę pogadać- powiedziała i podeszła do drzwi
Hola hola- powiedział i przeciągnął się- Rogaty jeszcze śpi. Daj mu pospać- mruknął
Ja nie do niego- rzekła i przecisnęła sie szybko obok niego.
Wpadła pędem do pokoju. Wzrokiem odszukała łóżka Remusa i rzuciła się na niego.
Nie trafiłaś- rzekł wesoło Remus, wychodząc z łazienki
Trudno. Może jutro trafię- powiedziała i puściła mu oczko- Chodź, coś ci pokażę
Chłopak usiadł obok niej na łóżku. Rudowłosa rzuciła mu gazetę.
-I?- zapytała gdy przeczytał
-Wiesz, ja nie sądzę żeby to był dobry pomysł. To przecież jest “Pod świńskim Łbem”- powiedział zastanawiając się
-Co?! Och daj spokój. Nie ważne gdzie,byle by dobrze płacili- rzekła niedbale
O! Evans szuka pracy?- zaironizował Syriusz
Tak Black, a tobie nic do tego- rzekła kwaśno i powróciła do rozmowy z Remusem
Evans, nie tak ostro- zawołał z łazienki młody Black
Wstałeś lewą nogą tłumoku?- warknęła
Oj Evans, uważaj bo Rogaty zaraz się rozmyśli i weźmie sobie tą Kelly co go wczoraj zaczepiła- powiedział głośno
Dziewczyna wyglądała jakby piorun w nią trzasnął. Wstała szybko z łóżka i wojskowym krokiem poszła do łazienki. Z impetem otworzyła drzwi do niej. Przed lustrem stał Syriusz i nucąc swoją ulubiona piosenkę golił się.
Ty bydlaku!- powiedziała ze złości i szybko wyszła z chłopięcego dormitorium. Szła przed siebie myśląc jedynie jakby tu dokopać Blackowi. Poczuła że ktoś łapie ją za rekę.
Och Black, odejdź. Teraz nie masz się co podlizywać- warknęła i wyrwała dłoń
Ale nikt jej nie odpowiedział. Zmieszana dziewczyna odwróciła się.
O! Peter, przepraszam, myślałam że to...
Syriusz- wpadł jej w słowo Peter
N-n-n-n no tak- powiedziała i przygryzła wargę
Czemu zawsze muszę być w ich cieniu?- zapytał nagle
Nie wiedziała co mu odpowiedzieć. Bo cokolwiek by nie powiedziała i tak nie byłoby prawdą.
Czy jestem od nich gorszy?- zapytał
Nie no Peter, co ty wygadujesz?- zapytała Lily
Odpowiedz mi- rzekł
Peter, proszę Cię, daj spokój.
Odpowiedz mi!-rozkazał
Lily zmieszała się trochę. Zaczerpnęła świeżego powietrza i rzekła:
Ty wcale nie jesteś od nich gorszy. Jesteś po prostu inny. Nie latasz za pannami jak oni, nie klniesz, nie palisz....
I przez to jestem gorszy- dodał Peter
Nie. Wcale nie.
Lily, proszę Cię. Myślisz że nie wiem? Zapytaj się jakiejkolwiek dziewczyny z Hogwartu czy zna Syriusza Blacka to opowie Ci o nim wszystko a jak zapytasz o Petera Pettigrew to zapyta Cię kto to.
C.D.N
komentarze [0]

Past

2006
październik (4)
listopad (2)
grudzień (3)

2007
styczeń (1)
luty (3)
marzec (2)
kwiecień (1)
maj (2)
czerwiec (1)
lipiec (3)
sierpien (2)
wrzesień (2)
październik (1)
grudzień (1)

2008
styczeń (1)
luty (1)
marzec (1)
maj (1)


History

Historia- Prosta. Dobrze znana. Opowiedziana zupełnie od innej strony. Stara jak świat, a jednak przyciągająca czytelników. Magiczna. Takie są wszystkie opowieści o Pannie Evans. Moje wyobrażenie o niej? Dziewczyna a właściwie kobieta, która była niezwykła i wyjątkowa, nie pod względem magii. Ktoś kto kochał na tyle mocno, że śmierć tego nie pokonała, a jednocześnie zwykły człowiek, ze zwykłymi wadami, ze zwykłymi problemami. Ot, cała Panna Evans...

linki

Pamiętniki o Lilce
A day will come again
My eyes see you
Dla świata byli niczym, dla siebie całym światem
Magiczny świat rudowłosej- nie prowadzony, ale warto
Daj buziaka Evans
Lily według Astal- polecam
Nienawidzę Cię Potter
L.E
ostatni rok Lily Potter
Oceny Veritaserum
Miłość prawdziwa zaczyna się wtedy, gdy niczego w zamian nie oczekujesz
Diary of Lile E. life
Za młoda by być poważną- Lily Evans
Bo umrzeć to zbyt mały powód rzeby przestać kochać
Uwielbiam tajemną miłośc....
Diary of Lily Evans
wspomienia lily evans
Bo życie jest zbyt krótkie żeby spędzić je osobno
Ocenkowo ;D
Lily E. life
Tam gdzie śmierć czai się za rogiem

Strony które warto odwiedzić
Ekstrawaganckie oceny
Dogomania
Alohomora Gallery
Niczyje
Schronisko

layout

By Tyroksyna dla Layout4you
Pic from Foto Decadent.