Gran Reserva >> piątek, 29 grudnia 2006 22:18:28
czekoladowe fusy
Notka jest, ale taka sobie, no.. ale jest. Chciałam gorąco podziękować Kim, za ten piękny szablon i komentującym ( choć jest ich tak wiele) ;] dziękuje Wam że jesteście ze mną.
**
Wiał chłodny wiatr a słońce nieśmiało wyglądało zza ciemnych chmur. Jej rude włosy, z niesamowitą prędkością falowały na wietrze. Wśród tłumu uczniów, odnalazła tą czarną szopę i krzyknęła, machając rękami:
- James! James tu !
Chłopak z uśmiechem na twarzy podbiegł do rudowłosej. Poczochrał sobie włosy i poprawił okulary. Gdy stanął naprzeciwko niej, oniemiał. Wyglądała pięknie. No i co że miała na sobie swoje stare jeansy i czarną sukienkę . Było w niej coś co przyciągało wzrok. Może to były te usta różane, które wydymała za każdym razem gdy go widziała, a może to były te bystre, zielone oczy, w których zawsze płonęły iskierki nadziei ? Nie wiedział.
**
W tym samym czasie, po zamku szwendał się wysoki i przystojny chłopak. Nudził się, bo jego najlepszy przyjaciel właśnie zabawiał się jakąś tam Rudą. No właśnie. Ruda. Ileż to on nocy przez ta dziewczynę nie przespał, ile nerwów sobie napsuł. A ona nadal była dla niego niedostępna. Z czasem, ta młodzieńcza miłość poszła w niepamięć, ale nie do końca. Doskonale pamiętał te wakacje. Wakacje spędzone tylko z nią.
**
- Wyżej Syriuszu, wyżej- krzyknęła dziewczyna na huśtawce
Chłopak wstał z koca i podszedł do rozłożystego drzewa na którym wisiała huśtawka. Złapał dziewczynę za boki i zatrzymał. Odkręcił się w jej stronę, tak że prawie stykali się nosami. Dziewczyna w śmieszny sposób zmarszczyła nosek i zmrużyła oczy. Zaczął się śmiać. Tak pięknie wyglądała.
- Wyglądasz pięknie- powiedział i zdjął ją z huśtawki.
Jej rude włosy falowały na wietrze jak zaczarowane. Oczy były pełne szczęścia, szczęścia które sprawiało że wszystko wokół stawało się takie proste, łatwe. Wzięła go za ręce, zaczęli się kręcić. Nie zwracali uwagi, że przyglądają im się ludzie. Dla nich liczyło się tylko tu i teraz.
-Już nie mogę- wydyszała, poprawiając ramiączko od sukienki.
-Ja też- przytaknął zmęczony Black
Lily rozłożyła się na kocu, i utkwiła swoje zielone oczy w Syriuszu. Nie wiedziała wtedy, że ta chwila będzie nawiedzać ją każdej nocy, już do końca. Oboje wiedzieli że to coś co ich połączyło, było uczuciem spontanicznym, ale jakże trwałym. Zakochany chłopak zrobi wszystko dla tej jedynej, a ona dla niego. Wszyscy którzy o tym wiedzieli, zastanawiali się, dlaczego ta dwójka nigdy nie była razem, ale odpowiedź była prosta. Syriusz nie chciał zabierać sprzed nosa ukochanej, swojemu najlepszemu przyjacielowi, a ona nie miała odwagi powiedzieć Syriuszowi że też coś czuje do Jamesa.
**
Choć minęło tyle czasu, to oboje stwierdzili że nie ma co wracać do tego co było i zostali przyjaciółmi. On rzucił się w wir uczuć, randek i dziewczyn, a ona pozostała sobą. Z czasem złamane serce zaczynało się zrastać, i oboje nigdy nie wracali do tego co było. Zaczęli się kłócić, i w końcu coś między nimi zaczęło sie psuć. On- dumny jak paw, Ona- nieustępliwa...
**
Szedł korytarzami i znów wypatrywał nowej zdobyczy, którą można bez problemu obmacać, nie grzebiąc w skutkach. Jego bystre oczy, jak noktowizor, przenikały pod ubranie.
-Co ty robisz Black?- zapytała z odrazą Alice
-Monitoringuję Cooper- warknął młody Black
Dziewczyna założyła ręce na piersiach i powiedziała lodowato:
-Jasne Black. Ty męska, niewyżyta świnio.
-Oj Cooper. Bo ty to nigdy nie oglądasz się za facetami no nie?- zapytał znudzony Black, i żeby dać jej do zrozumienia jak głęboko ją ma, zaczął przyglądać się swoim rękom
-Oglądam się. Ale nie tak jak ty za babami. Ja nie latam z wywalonym jęzorem i nie ślinię się na widok odkrytego tyłka i wielkich balonów- warknęła dziewczyna i zacisnęła pięści
-Ja się nie oglądam- rzekł Black i wyszczerzył zęby
-jesteś jak papier toaletowy, kleisz się do każdej dupy – powiedziała zniesmaczona
Chłopak wyglądał jakby właśnie dostał w twarz.
-Cooper, zazdrosna jesteś? A może starzy nie dają ci kasy żebyś wyglądała tak, żeby można było się za tobą oglądać. Bo z tego co słyszałem to 5 rodzeństwa i starzy bez pracy to coś. O przepraszam, tylko matka, bo ojciec gnije w Azkabanie- wyrzucił jej
Dziewczyna spojrzała na niego nienawistnie i uderzyła go z całej siły. Chciała go zabić, udusić. Chciała by na zawsze zniknął z jej życia. Powaliła go na marmurową posadzkę i rzucając mu się na brzuch, zaczęła tłuc na oślep. Płakała. Łzy wielkości grochów kapały na jego szatę. Biła go w zęby, nos, gdzie popadło. Wpadła w furię. Zaczęła wrzeszczeć jak opętana:
-ZABIJĘ CIĘ BLACK, CHOĆBY TO MIAŁABY BYĆ OSTATNIA RZECZ W MOIM ŻYCIU!
-PRZESTAŃCIE, ALE JUŻ- usłyszeli ostry głos dyrektora
Korytarzem biegł Dumbledore, co rusz poprawiając swoje okulary-połówki. Podniósł Alice za szatę i postawił obok siebie.
-Wstawaj Black- powiedział łagodnie
Syriusz podniósł się z posadzki i poprawił szatę
-Krwawisz- powiedział Albus
-Mniejsza z tym- mruknął młody Black i przycisnął pięść do krwawiącej wargi
-Alice, wszędzie ciebie szukałem- rzekł dyrektor
**
-Ale się najadłam- rzekła rudowłosa i odłożyła sztućce
-Poczekaj. Jeszcze deser- powiedział z uśmiechem na twarzy James
-Nie. Już nie dam rady- stęknęła
-Na pewno? - zapytał chłopak
-Tak. Wciąż nie mogę zrozumieć jak udało ci się dostać do tej restauracji. W końcu jest najlepsza w Hogsmade, no i taka droga. Aż mi głupio że teraz wydasz tyle kasy. Mogliśmy przecież pójść do Trzech Mioteł- rzekła i potrząsnęła głową
-Lily, daj spokój. Tutejszy kucharz jest moim dobrym znajomym, a że kiedyś mu tyłek uratowałem to on mi się teraz odwdzięcza- powiedział i puścił jej oczko
Dziewczyna wzięła do ręki kieliszek i napiła się wina
-Hmmm. Gran Reserva?
-Mhm- przytaknął zdziwiony chłopak
-Intensywny smak, wyczuwalne akcenty skóry i karmelu, pomieszane z nutkami suszonych śliwek i owocowego kompotu- powiedziała
-Wow. To było coś- powiedział James- Jestem pod wrażeniem
-Dlaczego? Wystarczy rok z wujkiem Johnem który ma fioła na punkcie win i już wszystko wiesz- powiedziała uśmiechnięta
-Wszystko?- zapytał zaciekawiony
-No prawie- wyznała – ale znasz wszystkie nazwy win liczące się na świecie, ich etykietkę, rok produkcji, jak smakują, jak je pić i z czym łączyć. Ale jednego nie chce uczyć
-Czego?
-Jak je robić- powiedziała i zaczęła się śmiać- ale ja nie jestem fanką win
-A mnie ojciec od najmłodszych lat uczył zasad Quidticha. Kiedy miałem 6 lat kupił mi pierwszą miotłę. A jak tego samego dnia zniszczyłem mamie ogródek to kazał mi nauczyć sie imion i nazwisk wszystkich graczy w Anglii- powiedział wesoło
-I?
-I musiałem się nauczyć. Ale z czasem pokochałem ten sport jak on. Wiesz, on, wielki zawodnik, i miałby syna który nie lubi Quidticha? Daruj, ale to nie w jego stylu- rzekł
Zaczęli się śmiać. Ona śmiała się tak serdecznie i przyjacielsko. Inaczej niż zawsze. Posiedzieli tam jeszcze godzinę. Ze względu na limit czasu, musieli wyjść. Szli dróżkami w Hogsmade, mijając roześmianych uczniów.
-Lily, załóż. Chłodno jest- powiedział w pewnym momencie James i dał jej swoją kurtkę.
Dziewczyna zarzuciła ją sobie na plecy i rzekła uśmiechnięta:
-Wracajmy do Hogwartu. Nie chcę dostać szlabanu
Szli wydeptaną dróżką, prowadząca do zamku. Było chłodno i robiło się szaro. Porywisty wiatr niósł w swoich objęciach pożółkłe liście z drzew. Przed sobą widzieli uczniów pędzących do zamku. Po długim marszu dotarli wreszcie pod same drzwi dormitorium Lily.
-No to chyba koniec- rzekł James i poczochrał sobie włosy
-Chyba- powiedziała nieśmiało rudowłosa- naprawdę świetnie sie bawiłam- i pocałowała go w policzek.
Wskoczyła po stopniach na górę i z hukiem zatrzasnęła drzwi. Ale ktoś tam na nią czekał. Na jej łóżku siedziała Kit i trzymała wałek w ręce.
-A gdzie to sie było panno Evans?- zapytała podejrzliwie, machając dziewczynie wałkiem przed nosem
-Właśnie- rzekła Selena, która dopiero co wyszła z łazienki
Lily popatrzyła na nie ze zdziwieniem i uśmiechnęła się pod nosem
-Nawet mi nie uwierzycie- rzekła przejęta
**
-No nareszcie. Co tak długo? Udało się?- zapytał przejęty Remus
-Człowieku, daj mi wejść i ochłonąć- powiedział James i zdjął koszulę- a temu co?- zapytał
-Wyjeżdżam- oświadczył Syriusz
-CO?
CDN.

komentarze [10]

Nibynóżki i szczękoczółki oraz kradzieje >> sobota, 16 grudnia 2006 22:36:02
czekoladowe fusy
Zbliżała się 23.00 a on wciąż siedział przed kominkiem... i myślał. Marzył i zastanawiał się. Jak to było gdyby ich spotkanie potoczyło się zupełnie inaczej. Do dziś pamięta wyraz jej oczu, oczu pełnych nienawiści. Był zły. I to bardzo. Już kolejny raz udowodnił że jest głupim, nic nie wartym bucem. Ale gdyby mógł cofnąć czas..... To kto wie?
**
Biegła. I to szybko. Śpieszyła się. Biegła, przepychając się, nie patrząc na innych.
Już jestem spóźniona.- wysapała
Biegła dalej. Nagle zderzyła się z kimś. Zamknęła oczy w obawie przed upadkiem. Upadła. Książki wypadły jej z rąk i potoczyły się we wszystkich kierunkach. Powoli otworzyła oczy. Nad nią stał czarnowłosy chłopak.
Jaki on słodki- pomyślała rudowłosa
Nic ci nie jest?- zapytał owy chłopak
Nie- odpowiedziała Lily
Czy ja cię znam? Nigdy wcześniej cię tu nie widziałem-powiedział chłopak i zmierzwił sobie włosy
Czy znasz to nie wiem. Ale jestem z Gryffindoru, z 3 klasy
James przetarł swoje okulary z niedowierzania. Popatrzył przez chwilę na rudą i zaczął się śmiać.
Z czego się śmiejesz?- zapytała zmieszana
Ach to ty jesteś Lily Evans. Ta niezdara co wylała sok dyniowy na głowę nauczycielki- wykrzyknął radośnie
Dziewczyna zrobiła się purpurowa na twarzy. Wybąkała coś tylko i uciekła mu z pola widzenia.
**
Od tamtej pory nienawidziła go z całego serca. Nie dziwił się jej zbytnio. Sam nie był lepszy. Ale nikt im nie powiedział że ich znajomość będzie łatwa. Że kiedykolwiek będą razem, nikt nie obiecywał że ich życie będzie usłane różami. I faktycznie nie było. Ale widać tak po prostu musiało być. Bo ona była zupełnie inna od reszty dziewczyn które znał. Ona miała charakter. Jedyny i niepowtarzalny. Potrafiła powiedzieć nie, gdy inni mówili tak. Tak, pamiętał jak pierwszy raz postawiła się Slughornowi. W 5 klasie.
**
-Pamiętajcie, na jutro zwój pergaminu o eliksirze Felix Felicis- krzyknął energicznie mężczyzna o płowej czuprynie- A panna Evans niech zaczeka- powiedział i gestem przywołał do siebie rudą czarownicę
Słucham?- odpowiedziała uprzejmie
Nauczyciel zmierzył ją wzrokiem i zacmokał
Oj Lily Lily. Doskonale nadawałabyś się do mojego domu. Jesteś taka bystra, ładna i mądra....- zaczął profesor
Ale dziewczyna przerwała mu jednym machnięciem ręki
Panie profesorze, wie pan co myślę o pana domu. I choćbym nie wiem jak nienawidziła Gryfindoru, to na pewno nigdy bym nie odeszła do Slytherinu, i pan o tym wie. Gardzę tą całą czystością krwi, jest to dla mnie żenujące i zbiera mnie na wymioty jak o tym słyszę. Proszę więc nigdy w mojej obecności nie wspominać tego domu. Pan nie wie na co stać czarownicę z rodziny mugoli- powiedziała oschle i wyszła z klasy zostawiając oszołomionego profesora samego.
**
James, James cholera jasna mówię do ciebie- zdenerwowała się rudowłosa dziewczyna
Chłopak podskoczył w fotelu.
To ty Lily- odetchnął z ulgą
Nie, czyrakobulwa Sprout- warknęła urażona dziewczyna
Oj Lil, daj spokój.. - zaczął chłopak
Co sie stało?- zapytała i złapała go za rękę
Chłopak poczuł miły dreszcz który rozprzestrzeniał się po jego ciele. Spojrzał głęboko w jej oczy. Choć było ciemnawo, to wiedział że zarumieniła się.
Słyszysz?- zapytał, gdy ze ścian zaczęła dobiegać muzyka
Tak, ale co to za...?- zapytała
James skłonił jej sie lekko i zapytał:
Czy sprawi mi pani tą przyjemność i zatańczy pani ze mną?
Lily popatrzyła na niego z rozbawieniem i odpowiedziała wyniośle:
Ależ oczywiście drogi panie- i uśmiechnęła się perliście
Poczuła że silne męskie ramiona oplatają ją w talii. Założyła my ręce na szyi i zaczęli się kołysać w takt muzyki. Nie wiedziała ile już tak tańczą. 5 minut, godzinę a może całą wieczność. Nie wiedziała i nie chciała wiedzieć. Było jej tak dobrze. W tej chwili tak bardzo pragnęła usłyszeć te 3 słowa...
- Lily przywaliłaś mi w nos!! Uważaj jak się ruszasz!!
Wrzask który wydobył się z ust Rogacza z pewnością obudził pół Hogwartu, jak nie lepiej. Parę chwil później, drzwi od pokoju Huncwotów otworzyły się z wielkim hukiem i stanął w nich Syriusz.
co się do cholery tu dzieje?- zapytał zdenerwowany
Lily zobaczywszy go zaczęła piać jak głupia i wyskrzeczała:
Black....ty i... hahahaha....koszula nocna?
Syriusz popatrzył na siebie i wydarł się na całe gardło:
Lupin, ty zdechły szczękoczułku!- i wbiegł z powrotem do sypialni
Chwile potem usłyszeli trzask łamanego krzesła. Lily i James spojrzeli po sobie i czym prędzej wbiegli do sypialni Huncwotów. Zastali tam dość niecodzienny widok. Remus uciekał jak głupi po całym pokoju przed Syriuszem, który ganiał go z krzesłem skacząc jak małpa w różowej koszulince nocnej. Niestety nie dogonił młodego Lupina, więc wytrącony z równowagi przywalił krzesłem smacznie śpiącemu Peterowi. Peter obudził się dzikim wrzaskiem:
Mamusiu oni chcą mi ukraść cukierki. Kradzieje jedne- i zaraz potem padł na łóżko nieprzytomny.
Lily z Jamesem zaczęli tarzać się po podłodze ze śmiechu, ale niestety to jeszcze nie był koniec tego nocnego przedstawienia. Kiedy wreszcie Syriusz złapał Lupina, przygwoździł go do podłogi i warknął:
Odczaruj mnie Lupin bo pożałujesz
Nic nie podejrzewający Remus uśmiechnął się łobuzersko. Młody Black, słynący se swoje zwinności szybko sięgnął po swoją różdżkę i wyczarował przed głową Lupina wiadro lodowatej wody. Cóż, łatwo jest wyobrazić sobie co działo się później. Zdenerwowany Remus wstał i powiedział:
Ty paro niedorozwiniętych nibynóżek!
Syriusz postanowił odpłacić mu się pięknym za nadobne.
Ty odchodzie hipogryfa!
I trwało by to może i lat dwieście, ale nasza kochana panna Evans szybko wkroczyła do akcji ze swoimi słynnymi słowami:
Szlaban
Oniemieli chłopcy momentalnie ucichli, ale jej już nie było, a z nią również Jamesa.
Ta ruda osóbka była już na schodach do swojego dormitrium.
James... jak ty tu wszedłeś?- zapytała zdziwiona
Remus odkrył na to sposób miesiąc temu,podczas wakacji- powiedział z uśmiechem Huncwota na twarzy.
Lily pokręciła głową i powiedziała:
James, o Boże, tobie leci krew z nosa. Jezu, przepraszam- powiedziała histerycznie
Spokojnie, nic mi nie będzie- odpowiedział jej i poczochrał sobie swoją czarną szopę
Lily uśmiechnęła się i rzekła:
Idę, dobranoc.
Zaczekaj- złapał ją za rękę- Jutro jest wypad do Hogsmade, poszłabyś ze mną?
Mhm- mruknęła i pocałowała go w policzek na dobranoc
Usnęła tak szybko jak nigdy. Śnił jej się pewien bardzo przystojny okularnik. Ale niestety nie spała długo. Została obudzona przez skrzaty domowe, które oznajmiły jej ze jest już 10.00 rano. Szybko zerwała się z łóżka, i zdając sobie sprawę na minimalne szanse na zjedzenie śniadania, podeszła do szafy. Lily zawsze uważała, że jest to głupota, ale teraz sama miała wielki dylemat pod tytułem, w co by się tu ubrać. Przetrząsnęła całą szafę i nie znalazła niczego oryginalnego. Naprawdę chciała, żeby było miło. Wyjątkowo. Rozejrzała się po pokoju i zdała sobie sprawę, że zrobiła ogromny bałagan. Załamała ręce i usiadła na łóżku. Wtem w szafie dostrzegła czarną sukienkę. Założyła szybko spodnie i na to sukienkę. Spojrzała machinalnie na zegarek i jak torpeda wybiegła z pokoju.
C.D.N
komentarze [1]

Magia przyaźni >> niedziela, 3 grudnia 2006 20:29:25
czekoladowe fusy
Pierwszy tydzień minął tak szybko jak się zaczął, a wraz z nim piękna pogoda, która teraz sprawiała nie lada psikusy. Z pięknego i gorącego lata, które było gorące jak na lata w Anglii, w moment przerodziła się niesamowita plucha. Wiał straszny wiatr, strącając przy tym pożółkłe liście z drzew, a deszcz.... on chyba robił wszystko na przekór młodym czarodziejom i skutecznie odstraszył ich od spacerowania po błoniach. Toteż każdy swój wolny czas spędzali na korytarzach lub Pokojach Wspólnych. Niestety tylko ci nie licznii siedzieli w bibliotece przygotowując się do końcowych egzaminów. Wśród nich znalazła się Lily a wraz z nią James. Siedzieli przy najciemniejszym stoliku w samym kącie sali. Na stole rozłożone było mnóstwo ksiąg.
-James.... co to jest beozar?- zapytała cierpliwie Lily
James przeciągnął się leniwie na krześle i powiedział od niechcenia:
-A po co mi to wiedzieć?
Lily popatrzyła na niego dziwnie.
-Jak to po co? Jak chcesz zdać dobrze OWUtemy to się trzeba niestety przyłożyć a nie prześlizgiwać sie wiecznie, jak ty to robisz- powiedziała i zamknęła książkę od eliksirów
-A może ja nie chce ich zdawać?- zapytał James niedbale
-Jeżeli chcesz być matołem to proszę cię bardzo. Ja nie bronię. Ale do podrywania dziewczyn też jest potrzebna wiedza. Samym uśmiechem nic nie zdziałasz- ofuknęła go i zaczęła czytać transmutację
James natychmiastowo usiadł prosto na krześle i zaczął ją świdrować swoim wzrokiem. Dziewczyna spojrzała na niego z ukosa i zapytała:
-To jak się nie uczysz to po co tu siedzisz?
-Bo ty tu siedzisz- zaczął nonszalancko
-Jak chcesz to mogę tu nie siedzieć-powiedziała spokojnie Lily
-Ależ ja chcę i to bardzo- powiedział i puścił do niej oczko, gdy obok nich przeszła jedna z dziewczyn Fanclubu Pottera i Blacka.
Owa dziewczyna zacisnęła pięści i wymamrotała coś w stylu:” Evans ty głupia szlamo jeszcze pożałujesz” i odeszła
-To... na czym stanęliśmy?- zapytał Potter kiedy dziewczyna przestała się oglądać za nim
Lily zastanowiła się przez chwilę i odpowiedziała mu zgryźliwie:
-na twoich fankach
-Oj Lily, Lily, czyżbyś była zazdrosna?- zapytał podejrzliwie
-Nie?- odpowiedziała mu lakonicznie
-To... niby tobie mam zaimponować wiedzą?- zapytał nagle ni stąd ni zowąd
Lily popatrzyła na niego jak na wariata i odpowiedziała:
-Każda normalna dziewczyna nie poleci na byle teksty.
-To znaczy?
-To znaczy? James... a bo ja wiem? Nie pytaj mnie.
-Jak to ty nie wiesz? Taka Penelope wie a ty nie?- zapytał ją unosząc okulary do góry
-To zapytaj się jej- powiedziała opryskliwie i wstała od stołu.
Szła wzdłuż regałów mijając uczniów. Wyszła z biblioteki. Szła przed siebie z uniesioną głową. Zauważyła Syriusza stojącego obok kolejnej dziewczyny.
-Nie radziłabym ci się z nim zadawać. On tylko chciałby cię obmacać- powiedziała sucho i poszła dalej przed siebie.
Po paru sekundach usłyszała trzask, poczuła że ktoś łapie ją z całej siły za ramię.
-Co ty sobie wyobrażasz Evans?- wrzasnął dziko Black
Dziewczyna zmierzyła go lodowatym wzrokiem. Nie bała się go. Ani trochę. No może kiedyś się bała, bo teraz kpiła sobie z niego. Miała głęboko w poważaniu jego wrzaski.
-Bo nie chcę żeby i ta dziewczyna przez ciebie cierpiała. Ty i Potter już dość im krzywd wyrządziliście- powiedziała spokojnie
-James tu, James tam, ale tylko jednego nie rozumiem. Dlaczego wyładowujesz swoje frustracje na mnie?Jak James cię nie chcę to nie moja wina, było pomyśleć wcześniej a nie teraz wyżywać się na mnie- warknął
Lily zrobiła się cała purpurowa na twarzy. Zaczęły jej drżeć ręce z wściekłości.
-Black, ty podły egoisto!- krzyknęła
Uczniowie Hogwartu zdążyli już się przyzwyczaić do częstych kłótni panny Evans ze sławnym na całą szkołę panem Blackiem. Zawsze bowiem kłócili sie o to samo. O to ile już dziewczyn zdążyli obaj z Potterem zaliczyć. Ruda miała do nich wielki żal o to i starała się wyrzucić im to z głowy. Niestety na próżno.
Ja jestem egoistą? To chyba ty jesteś podłą hipokrytką- wykrzyczał jej w twarz
Nagle obok nich przeszła czarnowłosa dziewczyna. Spojrzała na Blacka z nieukrywanym zdziwieniem i poszła dalej.
-Wielkie dzięki Evans. Teraz Alice myśli ze jestem wstrętnym babiarzem- warknął do rudowłosej
Lily spojrzała z ukosa na młodego Blacka i zapytała zadziornie:
-A nie jesteś?- i zaśmiała się
Syriusz zmierzwił sobie włosy. Klasnął w dłonie i podrzucił Lilkę w górę. Przerzucił ja sobie na plecy i zaczął biec jak szalony po korytarzu.
-Black, idioto, puszczaj mnie!- krzyknęła Ruda
Syriusz zacmokał tylko wrednie. Wiedział bowiem że Lily ma niesamowity lęk wysokości. Chcąc się zemścić zaczął podskakiwać w jednym miejscu.
-Ty *%^$@!#$*& %^&@#!!^%&*, jesteś #$%8*%#^$^ i tyle ci powiem- wywrzeszczała wręcz młoda panna Evans
-Oj Evans, Evans, nieładnie jest przeklinać. Mamusia cię tego nie nauczyła?
-Ten rozdział kindersztuby chyba przespałam, ale ty spałeś przez wszystkie- burknęła Lily
Syriusz zrzucił ją z siebie.
-Mogłeś uprzedzić- mruknęła rozcierając sobie bolący tyłek
Syriusz podszedł do okna i rozejrzał się dookoła. Z kieszeni spodni wyjął małą paczuszkę.
-Evans! Ej, Evans, chcesz?- zapytał wymachując paczką
-Ale zadajesz pytania- powiedziała i podeszła.
Wyciągnęła jednego papierosa. Jednym zgrabnym ruchem różdżki zapaliła go sobie i wskoczyła na parapet.
-Sel i Kit wiedzą o tym?- zapytał Black, wypuszczając przy okazji kłąb szarego dymu
-Nie. O wielu rzeczach nie wiedzą- powiedziała spokojnie
-Na przykład?
-O Remusie. O tym że jest wilkołakiem.
-Nie powiedziałaś im?- zapytał z niedowierzaniem Syriusz- Przecież Remus się zgodził.
-Ech. Ja wiem. Ale, ale myślę że to Remus powinien im powiedzieć. To jego sprawa, a nie moja. Jeżeli chce to sam im powie- rzekła i zaciągnęła się swoim papierosem
-No niby i tak... ale
-Słuchaj, to nie jest tajemnica typu, ktoś rozwalił kible i nie ma winnego, a świadek siedzi cicho bo boi się że dostanie wpiernicz
-Mówisz o Sanchesie?- zapytał Black
-Tja
Syriusz zamyślił się przez chwilę
-Lily, czemu ty się z nami zadajesz?- zapytał
Lily wybuchła śmiechem
-Oj Black, nie filozuj, nie filozuj bo ci się mózgownica przegrzeje- powiedziała wesoło i wyrzuciła peta za okno- Chodź, idziemy
Szli oboje korytarzami, milcząc. Czuli się tak dobrze. Nie potrzebowali słów. Byli sobie tak bliscy że prawie czytali w swoich myślach. Dla innych byli tylko parą niesfornych nastolatków, praktycznie bez żadnych zahamowań. Ale dla siebie byli wszystkim, ogniem i wodą, siostrą i bratem, jedyną deską ratunku, odskocznią od rzeczywistości i otaczających ich problemów. Ale nigdy nie chcieli być razem. Mimo ze często ich do tego namawiano. Ale nigdy nikt ich nie rozumiał i myślę ze nigdy nie zrozumie, choćby nie wiem jak się starał. Ich znajomość była bez zobowiązań. To prostu była. I tyle. A że często się kłócili to już inna bajka.
Lily- wybuchowa ze skłonnością do marzenia, nie cierpiąca sprzeciwu,o złotym sercu i czuła na cudze krzywdy. Dla swoich przyjaciół zrobiłaby wszystko
Syriusz- energiczny, kłótliwy, bez zahamowań, nie cierpiący sprzeciwu, chory na punkcie swojego ego, ale także miły i serdeczny, szczery i dobroduszny.
Nie dziwne więc ze tych dwoje często się kłóciło. To było dla nich urozmaicenie nudnego dnia, albo sposób na rozładowanie się. Tacy już byli.
Milcząc, w końcu doszli do Skrzydła Szpitalnego. Ruda pchnęła wielkie, stare, dębowe drzwi i weszła z Syriuszem do środka. Ujrzała kilka białych, pustych łóżek. Wzrokiem odszukała Jego. Podeszła szybkim krokiem do chłopaka i powiedziała:
-I jak tam Remus?
Jasnowłosy chłopak uśmiechnął sie lekko. Widać było że i uśmiechanie się sprawiało mu ból.
-Dobrze- odpowiedział
Lily spojrzała na chłopaka. Na całej twarzy miał rany. Te stare i te nowe. Nie potrafiła na to patrzeć. Mimo iż była twardą osobą, to nieszczęście Remusa kompletnie ją rozbrajało.
-Stary, może głodny jesteś?- zapytał Syriusz
-Nie. Dziękuję Syriuszu- powiedział- Nic wam nie zrobiłem...?- zapytał
-Stary, pewnie że nie- powiedział wesoło Syriusz- No. To ja lecę do Rogacza. Siedzi tam sam i wyrywa laskie beze mnie.
Kiedy Black wyszedł, Lily wzięła stojącą na szafeczce nocnej maść i wzięła dłoń Remusa.
-Lily, nie musisz tego robić- powiedział
-Ale chcę- odrzekła mu i zaczęła smarować rany
-Nie rozumiem. Dlaczego ty, a nie na przykład ten durny Malfoy?- zapytała
-Oj Lily....
-Nie mogę tego zrozumieć
Siedzieli tak oboje, rozmawiając. Rozmowa z Remusem była dla niej bardzo ważna. On patrzył na świat bardzo obiektywnie i zarażał tym Lilkę. Kochała słuchać jego opowieści. Miały w sobie to coś. Mimo iż były to mugolskie bajki, które ona znała doskonale z dzieciństwa, to każdą wręcz chłonęła jak gąbka. Czuła się przy nim jak małe dziecko. On był zawsze taki poważny. To właśnie dlatego tak mocno go ceniła. Mogła spokojnie przyjść do niego, powiedzieć co leży jej na sercu a on zawsze jej pomagał jak mógł. Był jak jej straszy brat.
Pomyślicie pewnie ze tylko Lilka czerpała z tej znajomości profity. Ale to nie prawda. Remus od zawsze był samotny. Nie miał nigdy dziewczyny, jedynych przyjaciół jakich miał to byli Huncwoci i Lilka. Kit i Sel też go lubiły, ale nie tak jak ta mała ruda osóbka. On był szczęśliwy że jest ktoś przy nim, że czuje sie potrzebny. A dla Lilki był naprawdę osobą wyjątkową, tak samo zresztą jak Syriusz. Lily kiedyś potrafiła przyjść do niego w nocy, zalana łzami z powodu kolejnej kłótni z Petunią. Siadał wtedy obok niej, przytulał ją do siebie... i pocieszał.
Lily, jak żadna inna osoba w tej szkole, pragnęła mu pomóc. Siedziała godzinami w bibliotece starając się jakoś ulżyć przyjacielowi. Remus pochodził z biednej rodziny czarodziejskiej. Nie miał więc nowych rzeczy, książek czy miotły. A kochał książki. Lily gdy tylko mogła zawsze przywoziła mu z wakacji opasłe tomy mugolskich encyklopedii, książek historycznych. Starała się by zapomniał że jest wilkołakiem. Nie było to łatwe zadanie. Ale ona wiedziała że w końcu jej się uda. W każdą pełnię zaprowadzała go do Wrzeszczącej Chaty, a potem w Skrzydle Szpitalnym czuwała.
Czuwała również nad niezdarnym Peterem. Czuwała nad Kit i Sel. Ona była osobą o której powiedzieć można że ma serce ze złota, pomimo tak wielu wad.....

komentarze [1]

Past

2006
październik (4)
listopad (2)
grudzień (3)

2007
styczeń (1)
luty (3)
marzec (2)
kwiecień (1)
maj (2)
czerwiec (1)
lipiec (3)
sierpien (2)
wrzesień (2)
październik (1)
grudzień (1)

2008
styczeń (1)
luty (1)
marzec (1)
maj (1)


History

Historia- Prosta. Dobrze znana. Opowiedziana zupełnie od innej strony. Stara jak świat, a jednak przyciągająca czytelników. Magiczna. Takie są wszystkie opowieści o Pannie Evans. Moje wyobrażenie o niej? Dziewczyna a właściwie kobieta, która była niezwykła i wyjątkowa, nie pod względem magii. Ktoś kto kochał na tyle mocno, że śmierć tego nie pokonała, a jednocześnie zwykły człowiek, ze zwykłymi wadami, ze zwykłymi problemami. Ot, cała Panna Evans...

linki

layout

By Tyroksyna dla Layout4you
Pic from Foto Decadent.